Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Polscy pisarze dla uchodźców

Polscy pisarze dla uchodźców

Olga Tokarczuk i Hanna Krall wśród autorów książki NieObcy. 21 opowieści, żeby się nie bać, z której dochód zostanie przekazany Polskiej Akcji Humanitarnej.

„Ta książka powstała z niezgody na strach przed Obcymi i z potrzeby zmiany języka, jakim rozmawia się, a częściej krzyczy, w Polsce o problemie uchodźców” – piszą inicjatorzy projektu. Pomysłodawcami całego przedsięwzięcia są Paweł Goźliński – redaktor największego w Polsce pisma literackiego „Książki. Magazyn do Czytania” oraz Jerzy Wójcik – wiceredaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Jak tłumaczą, nie chodzi o uprawianie propagandy i próbę przekonania do uchodźców na siłę, ale o wprowadzeniu do dyskusji o uchodźcach argumentów oraz punktów widzenia, które były w niej dotąd nieobecne. Stąd właśnie NieObcy. 21 opowieści, żeby się nie bać – książka, która opowiada o trudnych konfrontacjach z obcością.

Do współpracy namówili 23 znakomitych polskich autorów, którzy bezpłatnie przekazali swoje teksty. Wśród nich znaleźli się czołowi pisarze i reporterzy – Jan Bajtlik, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Halina Bortnowska, Sylwia Chutnik, Joanna Fabicka, Paweł Huelle, Piotr Ibrahim Kalwas, Ignacy Karpowicz, Hanna Krall – reporterka; Jarosław Mikołajewski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Małgorzata Rejmer, Paweł Smoleński, Olga Stanisławska, Andrzej Stasiuk, Dionisios Sturis, Ziemowit Szczerek, Małgorzata Szejnert, Katarzyna Szyngiera, Olga Tokarczuk oraz Mirosław Wlekły.

Mieszkam w Berlinie i jestem bardzo blisko tych ludzi, dla których ta książka powstała. Jadąc ulicami codziennie mijam domy dla uchodźców i widzę ich za płotem. Nie mogłam nie zgodzić się na napisanie opowiadania. W Niemczech prawie wszyscy angażujemy się w pomoc i staramy robić co możemy. Zbieramy ubrania, dowozimy wodę, koce. To już nie newsy w wiadomościach o 20.00, ale nieszczęśliwi, głodni ludzie za płotem, nasza rzeczywistość, nasz wyrzut sumienia. Nasz wspólny europejski wyrzut sumienia – wyjaśnia pisarka Magdalena Parys (autorka m.in. Magika). W tomie znalazł się jej tekst Czarny koc. Pisarza Łukasza Orbitowskiego (autora m.in. Innej duszy, za którą otrzymał właśnie nominację do Paszportów Polityki) do współpracy zaprosił kolega – Kumpel prosił, przedstawił projekt, a ja niezbyt umiem odmawiać kolegom. Inna rzecz, że miałem ogromne opory. Nie mam żadnej wiary w projekty typu „pisarze dla słusznej sprawy”, bla bla bla, nie chcę też oglądać siebie w roli publicznego dobroczyńcy. Pojechać do Syrii, opatrywać rany, zupę grzać tym ludziom, to jest pomoc, a nie pisanie z nogami opatulonymi w koc – opowiada. – A potem się zaangażowałem z przyczyn czysto artystycznych. Opowiadanie o stosunku Polaka do obcego, no dobra, to jest coś. My Polacy mamy fatalny stosunek do obcości. Mówiąc wprost, albo włazimy obcemu w tyłek, albo w ten zad kopiemy. Mogłem więc napisać albo laurkę, takie „We are the world”, albo zgnoić nas kompletnie. Poszukałem trzeciej drogi, jakiegoś jednostkowego losu wpisanego w określoną społeczność. Znalazłem. Napisałem. Jestem zadowolony. W NieObcym znalazło się jego opowiadanie Kieszonkowy pancernik.

Za darmo nad publikacją pracowali również redaktorzy, korektorzy, graficy. Okładkę bez wynagrodzenia przygotowali Przemek Dębowski i Wojciech Kwiecień-Janikowski, podobny gest wykonała drukarnia. Kilkanaście osób, w tym dawni opozycjoniści, sfinansowało papier do książki. NieObcy. 21 opowieści, żeby się nie bać do księgarń trafił 10 grudnia (jest dostępna także jako e-book na Publio.pl). Cały dochód zostanie przekazany Polskiej Akcji Humanitarnej (zasili fundusz na rzecz ofiar wojny w Syrii). – Obcych potrzebujemy nie mniej niż oni nas, nawet jeśli chwilowo wydaje się, że jest odwrotnie. Bo tylko konfrontując się z nimi, możemy tak naprawdę, do końca, bez złudzeń odkryć siebie samych – mówią organizatorzy projektu.

Przeczytaj fragment książki.
Poniżej prezentujemy fragment tekstu Małgorzaty Szejnert, który znalazł się w książce NieObcy. 21 opowieści, żeby się nie bać.

Małgorzata Szejnert, Uważna Ludmiła Foxlee

Coraz częściej myślę o Ludmile Foxlee.
Spotkałam się z nią po raz pierwszy na Ellis Island, kiedy zbierałam materiał do książki o tym, co się tam działo. Nie poznałam jej osobiście. Dawno już nie żyła. Szef biblioteki Muzeum Imigracji na Ellis, historyk i pisarz Barry Moreno dał mi do przeczytania manuskrypt jej wspomnień. Zatytułowała go „Jak przybywali”. Czytałam… Z każdą nową stroną byłam coraz bardziej ciekawa tego, jak wyglądała Ludmiła. Zapytałam o to Barry’ego. Znalazł zdjęcie szczupłej młodej kobiety o okrągłej słowiańskiej twarzy. Miała na sobie długą marszczoną spódnicę, ciasny kaftanik zapinany na guziczki i chustkę zawiązana pod brodą. Przygarniała troje chłopskich dzieci. Dziewczynka nosiła podobny kaftanik, chłopcy byli ostrzyżeni na zero.
– To nie może być Foxlee – oceniłam. – To są imigranci.
Wiedziałam już, że Ludmiła Foxlee była Amerykanką, fachową pracownicą socjalną na nowojorskiej wyspie Ellis Island, największej stacji imigracyjnej w Stanach Zjednoczonych, przez którą w latach 1892–1954 przewinęło się co najmniej czternaście milionów przybyszów z całego świata.
– To jednak jest Ludmiła – odpowiedział.
Kiedy Ludmiła zaczyna pracować na wyspie, ma trzydzieści pięć lat. Jest rok 1920. Stacja na Ellis Island zbudowana i rozbudowywana z rozmachem w ostatniej dekadzie XIX wieku i pierwszej XX, chwalona w latach poprzedzających I wojnę światową za sprawność organizacyjną, poziom służby zdrowia i pomysły socjalne, przeżywa kryzys. Reporter „Newspaper Enterprise Association” pisze o ludziach stłoczonych jak bydło w źle przewietrzonych pokojach, o robactwie w dormitoriach, o niedostatku łóżek, materaców, koców, toalet i wanien. Dodaje, że wielu imigrantów musi długo czekać na decyzję, bo ich dokumenty poginęły.
W latach wojny i tużpowojennego chaosu stacja nie pełniła normalnej służby imigracyjnej. Przerwana została ciągłość doświadczenia. Wyposażenie się zestarzało i wykruszyło, procedury rozluźniły, starych pracowników zastąpili nowi. Tymczasem dawne doświadczenie jest ciągle potrzebne, bo imigranci wciąż napływają stłoczeni na śródokręciach zwanych steerage, najtańszych pokładach transatlantyków. Tłum, który schodzi z trapów, jest w gorszym stanie niż tłum przedwojenny. Niektóre grupy przybyszów – Ormianie, którzy przeżyli zbrodnie tureckie, Rosjanie, którzy uciekli przed rewolucją – natychmiast wymagają opieki lekarskiej, psychologicznej i wszelkiej innej. Nigdy nie wiadomo, czy statek nie wiezie tyfusu. Przed laty Ameryka bała się cholery przywleczonej z Hamburga, teraz boi się wszy i lęk ten jest o tyle gorszy, że wesz ma wiele ojczyzn.

Ludmiła Foxlee, gdy przychodzi do pracy na wyspie, nie boi się wszy, w ogóle nie boi się byle czego. Z domu nazywa się Kuchařová, ojciec jest Czechem, matka Austriaczką. Przypłynęła z rodziną na Ellis Island w 1894 roku, mając dziewięć lat. „Znałam mordęgę podróży trzecią klasą przez Europę, nędzę steerage”. Wyszła za mąż za Johna, imigranta z Anglii, który interesuje się sztuką, ale jest także praktyczny i lubi wiejskie życie – w 1917 roku kupił farmę w Montvale w stanie New Jersey.
Ludmiła chętnie śpiewa, po czesku i po angielsku, zna jeszcze niemiecki, porozumiewa się po rosyjsku, polsku, serbsku, chorwacku.

(…)

Pierwszego dnia na Ellis Island Ludmiła obserwuje wstępne badania przybyłych. To, jak wyglądają, znamy z licznych relacji. Wspomina o nich między innymi Lee Iacocca, którego przyszli rodzice – czeladnik szewski Nicola ze świeżo poślubioną siedemnastoletnią Antoniettą – weszli w 1921 roku do wielkiego westybulu w głównym gmachu stacji i zaczęli się wspinać na szerokie schody prowadzące na piętro. Po wielu latach Lee Iacocca, szef korporacji samochodowej Chryslera, będzie bronił tych schodów jako wielkiej pamiątki Ameryki, znaku pamięci o wszystkich, którzy nimi przeszli, i doprowadzi do tego, że zostaną odbudowane.

Co mogła widzieć Ludmiła?
Imigranci wspinają się na pierwsze piętro (w amerykańskim porządku – na drugie) pod uważnym wzrokiem lekarzy, którzy noszą uniformy przypominające mundury wojskowe. Przybysze z podbitych państw Europy niczego i nikogo nie boją się bardziej niż mundurowych, uosabiających opresję w ich miastach i wioskach, więc czynią wszystko, by zniknąć z pola widzenia, schować się za kimś większym, wsiąknąć w kapotę, zasłonić tobołkiem. Te naiwne sposoby zostały szybko odkryte, skatalogowane, opisane w instrukcjach i lekarze dobrze wiedzą, kogo wyłuskać z tłumu do
dalszych badań. Lekarz inspekcyjny, który obrzuca imigranta szybkim spojrzeniem, musi zwrócić uwagę na sześć elementów: skórę głowy, twarz, szyję, ręce, sposób chodzenia i ogólną kondycję fizyczną i psychiczną.
Jeśli któryś z tych elementów nie jest widoczny gołym okiem, lekarz zatrzymuje imigranta, aby się upewnić, czy nie ma w tym czegoś podejrzanego.
Wysoki kołnierz. Należy go rozpiąć i sprawdzić, czy nie czai się pod nim wole lub wrzód.
Kapelusz. Kryje często strupień woszczynowy albo grzybicę.
Bujne loki. Jak wyżej.
Czapka z daszkiem nasunięta na oczy. Może osłaniać zapalenie spojówek albo jaglicę.
Ręka schowana pod płaszczem, szalem, bagażem. Może się okazać zdeformowana, sparaliżowana, bez palców, ze strupniem.
Bagaże. Mogą maskować wady postawy. Imigrant musi zostawić je na podłodze i przejść bez nich około dziesięciu stóp.
Dzieci powyżej dwóch lat, uczepione matki. Matka ma postąpić jak wyżej.
Obliczono, że w okresie największego napływu, kiedy Ellis przyjmowała cztery, pięć tysięcy osób dziennie, każdy lekarz miał na zeskanowanie wzrokiem jednego człowieka mniej więcej sześć
sekund.

Cały tekst można przeczytać w książce NieObcy. 21 opowieści, żeby się nie bać, wyd. Stowarzyszenie Przyjaciół Polskiej Akcji Humanitarnej.

NieObcy_plaska

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

[mc4wp_form]

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij