Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Zamachy w sercu Europy

Zamachy w sercu Europy

Jak wygląda sytuacja w Belgii kilka godzin po atakach, opowiada Jowita Kiwnik Pargana, dziennikarka mieszkająca w Brukseli.

Dagny Kurdwanowska: Podsumujmy sytuację w Brukseli – co się dokładnie wydarzyło i jak sytuacja wygląda w tej chwili?

Jowita Kiwnik Pargana: Po 8 rano doszło do dwóch eksplozji na międzynarodowym lotnisku Zaventem w Brukseli. Chwilę po godzinie 9 doszło do eksplozji w metrze. Władze informują, że przynajmniej jedna z tych eksplozji to był zamach samobójczy, ale podkreślają, że wszystkie trzy to był atak terrorystyczny. Na ten moment wiadomo, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła już do 34 osób, ponad 200 jest rannych, chociaż to w każdej chwili może się zmienić. Wprowadzono IV stopień zagrożenia terrorystycznego, co oznacza bezpośrednie zagrożenie zamachem. Są zamknięte dworce, metro. Większość firm powiedziała pracownikom, żeby zostali i pracowali w domach. To standardowa procedura w takich przypadkach.

Do zamachów doszło w godzinach porannego szczytu. Większość ludzi była w drodze do pracy.

Byłam jeszcze w domu, kiedy podano informacje o zamachach. Do pracy już nie pojechałam. Mój mąż zdążył wyjść wcześniej. Metrem, w którym doszło do wybuchu jechał ich stażysta. Na szczęście, był w innym wagonie i nic mu się nie stało. Jego koleżanka z pracy jechała kolejnym pociągiem, który utknął pod ziemią. Po ewakuacji z metra udało jej się dotrzeć do pracy. Była zapłakana i przestraszona. Ale w Brukseli dziś wszyscy są w szoku. Póki co panuje chaos.

Zamachy zbiegają się z aresztowaniem człowieka, który był mózgiem zamachów w Paryżu – Salaha Abdeslama aresztowano w piątek. Te zamachy to zemsta za to aresztowanie?

Siła rzeczy pojawiają się takie przypuszczenia, ale jeszcze za wcześnie, by mówić o tym, że tak było na pewno. Żadne ugrupowanie póki co nie przyznało się do zamachów. Rozmawiamy raptem kilka godzin po atakach.

Ryzyko zamachów w Belgii pojawiło się już po listopadowych zamachach w Paryżu.

Premier Belgii już wtedy mówił, że trzeba się liczyć z ryzykiem podobnych zamachów w Brukseli. Zwłaszcza, kiedy okazało się, że większość zamachowców odpowiedzialnych za zamachy w Paryżu mieszkało i działało w Belgii. Ryzyko traktowano poważnie, bo chwilę po listopadowych zamachach we Francji wprowadzono w Belgii IV poziom zagrożenia terrorystycznego. Przez kilka dni nie działało metro, ograniczono ruch komunikacji miejskiej, nie działała część instytucji. Wyjechał też ciężki sprzęt, wojsko i antyterroryści wyszli na ulice. Co chwila informowano, że udaremniono jakiś zamach. Każdy z nas się zastanawiał wtedy, czy w końcu komuś się uda i naprawdę dojdzie do ataku. To był stały temat rozmów między znajomymi.

Bruksela, mimo że jest miastem instytucji europejskich do niedawna uchodziła za miasto spokojne, by nie powiedzieć, że nudne. Jak to się stało, że właśnie Bruksela stała się w ostatnich miesiącach centrum europejskiego terroryzmu?

To prawda, Bruksela postrzegana była zawsze jako miasto urzędnicze, ale z drugiej strony to także serce Unii Europejskiej. Terroryści musieli zdawać sobie sprawę, że uderzenie w takie miejsce będzie dla Europejczyków bolesne. Po dzisiejszym dniu widać, że tak się właśnie stało.

Bruksela była do tej pory przykładem miasta, w którym obok siebie żyją ludzie bardzo różnych kultur. Ta różnorodność była wartością. Są już głosy, że teraz będzie postrzegana jako zagrożenie.

Mówiło się, że Bruksela to Europa w pigułce. I faktycznie tak jest, bo Bruksela jest tyglem kulturowym, w którym mieszają się języki, kultury i narodowości. Ale kiedy pisałam reportaż o matkach dżihadystów poznałam też inne oblicze tej wielokulturowej Europy. Wiele osób pochodzenia arabskiego ma poczucie stygmatyzowania i wykluczenia. Na to składa się bardzo wiele elementów. Wielu z nich mieszka w biedniejszych dzielnicach, ma gorszy dostęp do edukacji. Szkoły podstawowe i średnie, do których chodzą ich dzieci mają gorszy poziom, więc potem ci młodzi ludzie nie idą na studia. Jeśli nie idą na studia, trudniej jest im znaleźć dobrą pracę. To takie błędne koło. W dodatku tymi enklawami ludzie zaczynają się interesować, kiedy pojawia się problem, kiedy dochodzi do zamachów. Dla nich to też jest przekleństwo.

To podobny mechanizm jak we Francji, gdzie wykluczenie mieszkańców pochodzenia arabskiego, muzułmanów powoduje, że zaczynają tworzyć się getta?

Warto mieć świadomość, że przyczyny nie są jednoznaczne. Robiąc reportaż o matkach dżihadystów spotkałam zupełnie przeciętne rodziny. Nie byli źle sytuowani. Jeden z braci Abdeslam pracował w urzędzie gminy. Z rozmów, które przeprowadziłam wynika, że część z nich nie czuje się zasymilowana. Z drugiej strony, ich kultura tej asymilacji nie ułatwia. A z trzeciej strony, sama mam sąsiadów pochodzenia arabskiego i żyjemy w zgodzie, obok siebie i jest normalnie.

Myślisz, że Bruksela i Belgia zradykalizują się po tych zamachach?

Za wcześnie o tym mówić. Możliwe, podobnie dzieje się przecież w całej Europie. Staram się być bardzo wyważona, kiedy o tym mówię. Belgia jest w ogóle specyficznym państwem. Jest podzielona – są Waloni i Flamandowie. I z jednej strony masz Brukselę, która jest tyglem kulturowym, a z drugiej państwo, które ma problem ze swoją własną tożsamością.

W Wielkiej Brytanii partia UKIP już skomentowała, że zamachy w Brukseli to kolejny dowód na to, że wolny przepływ ludzi i strefa Schengen są zagrożeniem dla bezpieczeństwa mieszkańców UE.

Strefa Schengen postrzegana jest jako osiągnięcie i wartość Unii Europejskiej i myślę, że raczej politycy będą dążyć do tego, żeby ją utrzymać. Na pewno też głosy radykałów będą w tej sprawie coraz donośniejsze, a zamachy dały im do ręki kolejny argument, żeby granice zamykać. Czy uda im się przekrzyczeć nurt unijny, który mówi o wspólnocie i jedności? Myślę, że na razie nie, ale będą próbować.

Jakie są nastroje wśród mieszkańców Brukseli?

Przede wszystkim wszyscy upewniają się, że ich bliskim nic się nie stało. W pewnym momencie telefony komórkowe przestały działać, prawdopodobnie z powodu przeciążenia sieci. Facebook wprowadził specjalną funkcję, która pozwala się zameldować i powiedzieć znajomym, że jest się bezpiecznym. Mieszkam w centrum, ale nie w sąsiedztwie instytucji – na mojej ulicy nie widać wojska, ale naprzeciwko jest szkoła, z której wielu rodziców odebrało dzieci przed skończeniem lekcji. Z tego, co wiem, dzielnica, gdzie mieszczą się instytucje jest już zablokowana. W listopadzie, kiedy także wprowadzono IV stopień zagrożenia terrorystycznego ludzie byli w szoku po tym, co się stało w Paryżu. Ale dziś ten szok jest znacznie większy, bo doszło do ataków tutaj, w Brukseli. To się zdarzyło obok nas. Wszyscy zastanawiają się, co będzie dalej, czy dojdzie do kolejnych ataków. Powrót do normalności nastąpi prędzej czy później, ale w tej chwili myślimy raczej o tragedii, o ofiarach, ich rodzinach. Każdy z nas myśli o tym, że to właśnie on mógł jechać tym metrem do pracy.

Jowita Kiwnik Pargana jest dziennikarką. Mieszka w Brukseli. Współpracuje m.in. z PAP, Wysokimi Obcasami Extra, Coachingiem i Newsweekiem.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

[mc4wp_form]

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij