Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Blogerka Anwen – pasja i znajomość trendów zaowocowały efektywnym biznesem. [WYWIAD]

Blogerka Anwen – pasja i znajomość trendów zaowocowały efektywnym biznesem. [WYWIAD]

jak zarabiać na swojej pasji

 


Ania Kołomycew, znana w sieci jako Anwen kiedy zaczynała blogować, coś takiego jak możliwość zarabiania na blogu prawdopodobnie w ogóle nie istniała. Ale lubiła pisać i wkrótce okazało się, że na swojej pasji może zbudować biznes. Właśnie wprowadziła na rynek własny produkt do pielęgnacji włosów. Jak przejść od pomysłu do produktu opowiada Agacie Olejniczak z Wizaż.pl

Anwen to dziś prawdziwa specjalistka i znawczyni trendów dot. pielęgnacji włosów. Autorka najpopularniejszego „włosowego” bloga w polskim internecie, założycielka fanpage’a na FB „Włosomaniaczki” (ponad 117 tys. like’ów!) i od niedawna też właścicielka brandu kosmetyków – „anwenówek” – maseczek do włosów.

Współpracuje z największym kosmetycznym serwisem w Polsce – wizaz.pl. Była jedną z głównych konsultantek przy projekcie Trendbook Wizaz.pl (pierwszy trendbook o trendach beauty w Polsce).

Agata Olejniczak: 7 lat temu założyłaś swój blog – anwen.pl. Zrobiłaś to z pasji – pasji do włosów. Myślałaś już wtedy o możliwości zarabiania i rozwoju biznesowym pod tym kątem?

Ania Kołomycew/Anwen: W czasach gdy ja zaczynałam, coś takiego jak możliwość zarabiania na blogu prawdopodobnie w ogóle nie istniała. A nawet jeśli jakikolwiek polski bloger w tym czasie czerpał z tego korzyści finansowe, to ja na pewno nic o tym nie wiedziałam. Blog, tak jak wspomniałaś, powstał z pasji do włosów. Tym tematem zanudzałam wszystkich wokół, głównie swoją młodszą siostrę. To ona namówiła mnie do założenia bloga. Pisałam, bo po pierwsze zawsze pisać lubiłam, a po drugie czułam nieprzemożną potrzebę dzielenia się tym wszystkim co już wtedy o włosach i ich pielęgnacji wiedziałam. Przez wiele lat blog był wyłącznie moim hobby, które z czasem zaczęło mi zajmować co raz więcej czasu. Nawet gdy po kilku latach pojawiły się pierwsze współprace (oczywiście na początku tylko te rozliczane w barterze) to wciąż nie myślałam o nim w kategoriach biznesowych.

URODOWE DIY – RED LIPSTICK MONSTER OPOWIADA O TYM, DLACZEGO WARTO SAMODZIELNIE ROBIĆ KOSMETYKI!

Jak szybko od powstania bloga zaczęły spływać do Ciebie pierwsze propozycje współpracy? Pamiętasz co to było i jak przebiegło?

Szczerze mówiąc nie pamiętam już swojej pierwszej współpracy. Na pewno był to jakiś kosmetyk, który dostałam do przetestowania i zrecenzowania na blogu. Bardzo długo tak właśnie wyglądały wszystkie propozycje, które dostawałam, ale nigdy nie było ich wiele. Szczególnie jeśli porównam to z tym, co dostawały w tym czasie moje koleżanki prowadzące blogi bardziej ogólne. Do mnie jako blogerki włosowej odzywało się niewiele firm.

Jakie współprace płatne cenisz sobie najbardziej?

We współpracach, jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, zawsze najbardziej sobie cenię ludzi z którymi współpracuję. To jaki mam z nimi kontakt i czy wywiązują się terminowo z płatności, ma wpływ na to czy będę jeszcze kiedyś chciała przyjąć ich propozycję. Jeśli chodzi o produkty to zawsze trzy razy zastanawiam się czy dany produkt kupiłabym sama, a jeśli nie to czy byłby on ciekawy dla moich czytelniczek.

Jaka kampania najbardziej utkwiła ci w pamięci? Oczywiście z tych dobrych powodów…

Jest kilka kampanii, które uważam za szczególne. Jedną z nich jest na pewno ta dla Philipsa, dzięki której mogłam poznać Jagę Hupało. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie i do dziś z przyjemnością wracam do zdjęć i wpisu z tamtego eventu (więcej tutaj).

Śmiało można mówić w twoim przypadku o sukcesie. Jak myślisz z czego on wynika?

Masz na myśli mój blog czy własną markę kosmetyków?

Zacznijmy od bloga :)

Zawsze jak o tym myślę (bo oczywiście nie raz już się zastanawiałam dlaczego “mi się udało”) to wychodzi na to, że wpływ na to miał splot wielu różnych czynników. Na pewno jednym z nich jest to, że tematyka włosowa wtedy raczkowała i praktycznie tylko ja o tym pisałam. Po drugie mój blog przez to, że był wąski tematycznie przyciągał czytelniczki, które wiedziały, że u mnie zawsze przeczytają coś o tematyce, która szczególnie je interesuje. To dało mi dobry start, ale myślę, że nie mały wpływ miały na to również takie rzeczy jak regularność dodawania wpisów, tzw. lekkie pióro czy to, że w tamtych czasach miałam bardzo dobry kontakt z czytelnikami – stale odpowiadałam na ich maile (nie raz po kilkadziesiąt dziennie) i komentarze.

Dzisiaj masz słabszy kontakt?

Zdecydowanie. Odkąd zostałam mamą ilość czasu, który poświęcam na bloga spadła diametralnie, a w tej chwili zabiera mi go jeszcze prowadzenie firmy. W pewnym momencie musiałam wybrać czy mając wolną chwilę odpiszę na maile czy komentarze moich czytelniczek czy raczej napiszę na bloga nowy wpis. I zwykle po prostu wybieram to drugie.

Wróćmy do sukcesów – tym razem weźmy na tapetę twoją własną markę kosmetyków. Jesteś zadowolona z efektów?

Jeśli chodzi o wyniki sprzedaży to od premiery sprzedało się już ponad 6 tys. masek. Czy to dużo? Nie wiem, ale mnie osobiście najbardziej cieszy, gdy widzę, że klientki są naprawdę zadowolone. Oczywiście wiedziałam, że nie da się stworzyć kosmetyku idealnego, który będzie tak samo dobry dla wszystkich, ale moim głównym założeniem było to by produkty pod marką Anwen były naprawdę dobre.

Myślałam, że naturalnym rozwojem twojej kariery będzie wideo – np. kanał na YT. Planujesz to, albo celowo z tego zrezygnowałaś? Jeśli to drugie to dlaczego?

Pytania o mój kanał na YT pojawiały się kiedyś równie często co reklamy suplementów w radio ;) Przyznam szczerze, że długo tę opcję rozważałam, próbowałam nawet raz czy dwa coś nagrać, ale kamera wyjątkowo mnie nie lubi ;) Pomijając już kwestię samego wyglądu nie umiałam swobodnie do niej mówić. Moim problemem jest zbytnia rzeczowość. Pamiętam, że już na maturze ustnej z języka polskiego zarzucono mi, że zbyt krótko odpowiadam, ale to właśnie cała ja – ‘krótko, zwięźle i na temat’. Pisząc mam więcej czasu na zastanowienie się czy wplecenie jakiejś dygresji, ale i tak w porównaniu z innymi blogerkami mam wrażenie, że u mnie zawsze jest właśnie za krótko. Kręcenie filmików na YT jest o wiele trudniejsze, bo trzeba umieć ładnie opowiadać, tak by zainteresować tematem widza. Pozostaje też kwestia techniczna – montowanie filmów itp., o których nie mam pojęcia, poza tym, że zajmują o wiele więcej czasu niż blogowanie, a ja tego czasu mam obecnie bardzo mało.

Jak zrodził się pomysł na wypuszczenie maseczek do włosów pod własnym brandem?

Pomysł na własną markę kosmetyków tak naprawdę podsunęła mi inna firma. W tamtych czasach sama bym się nawet nie odważyła o tym marzyć, bo wydawało mi się to równie realne co lot w kosmos. Zaproponowano mi stworzenie własnej linii kosmetyków, ale koniec końców nic z tego nie wyszło (i dobrze!). Miałam to szczęście, że spotkałam innych ludzi, którzy chcieli i pomogli mi stworzyć coś zupełnie swojego. Własna firma, własna marka, a na koniec własne maski do włosów ‘anwenówki’ to coś z czego jestem najbardziej dumna, bo wiem ile pracy trzeba włożyć w takie przedsięwzięcie.

Jak wyglądał proces tworzenia tego produktu?

Oczywiście wszystko zaczęło się od pomysłu, a tych miałam naprawdę dużo. Wybór co wyprodukujemy jako pierwsze był bardzo trudny, ale myślę, że ostateczna decyzja, że będą to maski była słuszna. Nie będę cię zanudzać papierkowymi szczegółami, bo oczywiście trzeba zacząć od założenia firmy, a następnie ustalenia tych wszystkich urzędowo/prawniczych szczegółów. Jeśli chodzi o sam produkt to zaczęłyśmy od opracowania receptury, a następnie testowania kolejnych jej wersji na różnych rodzajach włosów. Równocześnie trwały prace nad zapachami, opakowaniami, etykietami. Trzeba podjąć mnóstwo decyzji, znaleźć wielu fachowców, z którymi będziemy współpracować i zaplanować w jaki sposób chcemy nasz produkt sprzedawać. Trzeba też uzbroić się w ogromną cierpliwość, bo to wszystko łącznie z badaniami, które muszą przejść wszystkie kosmetyki bardzo długo trwa. Nam zajęło to prawie dwa lata!

W jaki sposób „anwenówki” są dystrybuowane?

Od początku wiedziałam, że oprócz stworzenia własnego produktu, będę musiała założyć również sklep, w którym będę je chciała sprzedawać. Budowanie sklepu internetowego to wcale nie taka prosta sprawa, szczególnie dla kogoś, kto nie miał z tym nigdy nic wspólnego. Kolejny raz musiałam się nauczyć bardzo wielu rzeczy, podjąć milion różnych decyzji i współpracować z niezliczoną liczbą osób. Oprócz własnego sklepu bardzo zależało mi również na tym, by moje maski były dostępne również stacjonarnie w różnych miastach w całej Polsce. To zadanie okazało się o wiele trudniejsze, ale na tę chwilę ‘anwenówki’ można już kupić w 20 drogeriach w 7 różnych województwach i ta liczba ciągle rośnie.

Jakie masz dalsze plany na rozwój biznesu?

Oczywiście rozszerzenie naszej oferty. Prace nad kolejnymi kosmetykami trwają już od dawna, ale jak już wspominałam nie da się tego zrobić szybko. Na razie niestety nie mogę zdradzić co to będzie, ale mogę powiedzieć, że jest to produkt, którego sama od dawna szukałam, więc tym bardziej się z niego cieszę :)

Rozmawiała: Agata Olejniczak, product manager Wizaz.pl

Pobierz za darmo pierwszy Trendbook beauty w Polsce -> http://wizaz.pl/trendbook i dowiedz się, jakie decyzje zakupowe podejmują Polki w 2017 roku

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!