Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Dobrze jest czasem zbłądzić

Dobrze jest czasem zbłądzić

Czy warto wciąż pytać i poszukiwać nowych odpowiedzi? Przeczytaj rozmowę z prof. Wiesławem Łukaszewskim o tym, jak pielęgnować swój umysł.

Czy można poznać samego siebie? Ważniejszy jest talent czy praca? Dlaczego wszyscy chcą być inteligentni? Czy ludzie się zmieniają? Na te i wiele innych pytań w książce Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii odpowiedzi poszukuje prof. Wiesław Łukaszewski, wybitny autorytet z zakresu psychologii społecznej i psychologii osobowości. W rozmowie z Dagny Kurdwanowską prof. Łukaszewski opowiada o tym, do czego w ogóle potrzebne są nam pytania, dlaczego wraz z wiekiem tracimy łatwość ich zadawania, jakie są skutki intelektualnego niedożywienia oraz w jaki sposób pielęgnować swój umysł.

Panie profesorze, do czego człowiekowi potrzebne jest zadawanie pytań?

Do życia, mówiąc najprościej. To jest nasza przyrodzona właściwość. Wszystkie ssaki są neofilne, to znaczy poszukują nowości. Są ciekawskie, badają otoczenie, ekscytują się nieznanym. Po pierwsze, daje to poczucie bezpieczeństwa. Po drugie, pozwala się to zorientować we własnych możliwościach. Zastanawiam się czasem, co by było, gdybyśmy byli pozbawieni ciekawości. Zdarzają się przecież takie osoby. Brak ciekawości oznacza koniec końców degenerację umysłu, utratę zdolności tworzenia nowych planów i nowych strategii postępowania. Żeby przetrwać, trzeba odważnie pytać. Tego w zasadzie nie trzeba ludzi uczyć. Większość zdań wygłaszanych przez dzieci to pytania.

No właśnie, mówi się wiele o ciekawości dzieci, o ich braku autocenzury w zadawaniu pytań. Co więc się z nami dzieje, że im jesteśmy starsi, tym bardziej boimy się pytać?

To najczęściej jest efekt treningu, który nieraz prowadzą z dzieckiem rodzice – nie zawracaj mi głowy, daj mi spokój, zajmij się czymś, itd. Drugi podejrzany to szkoła, bardzo zbiurokratyzowana i konserwatywna. Tu dziecięce pytania zdają się być przeszkodą na drodze do zrealizowania formalnego toku nauczania. Nauczyciel nierzadko mówi – nie przeszkadzaj mi teraz na lekcji. W ten sposób tę ciekawość dziecięcą się zagłusza i niszczy. To nie kończy się w dzieciństwie. W efekcie jako dorośli mówimy często – A mnie to w ogóle nie interesuje. Przestajemy zadawać pytania, przestajemy słuchać odpowiedzi. A zdolność zadawania pytań to klucz do różnorodności. Różnorodność to warunek rozwoju. Jeśli człowiek ma coś w głowie i w dodatku chce się rozwijać, to musi nawet sam siebie pytać o to, co jest dla niego w tym momencie ważne. Jeśli nie pyta, to albo nie zależy mu na rozwiązaniu problemu, albo myśli, że nie jest dość kompetentny. Wtedy jednak może pytać innych. Nie zawsze to robi.

Kiedy przestajemy zadawać sobie pytania, pojawia się nuda i stagnacja?

Pojawia się zagrożenie degeneracją umysłu. Umysł musi być karmiony nowymi danymi. Umysł, który nie dostaje nowych bodźców zaczyna się zamykać, staje się dogmatyczny, a na końcu przestaje kontaktować z rzeczywistością.

W książce Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii pisze Pan, że święty spokój jest bardziej zabójczy niż nadmiar bodźców.

No właśnie. Eksperymenty, podczas których ludzie byli zupełnie pozbawieni bodźców, pokazywały, że już w ciągu kilkunastu godzin takiego deficytu dochodzi do poważnego rozregulowania mózgu. Po kilkudziesięciu godzinach ludzie tracili nawet zdolność wykonywania prostych czynności, na przykład podpisania się. To pokazuje jak szybko dochodzi do rozstrojenia. Oczywiście, w normalnych warunkach trwa to znacznie dłużej, bo jednak codziennie sporo bodźców do nas dociera. Jeśli jednak żyjemy w środowisku ubogim w bodźce, homogenicznym, to otrzymywana dawka bodźców zapewnia nam pobudzenie, ale nie wystarcza, aby umysł sprawnie działał. Wtedy zaczynają zamykać się nam horyzonty. W psychologii nazywa się to zamkniętym umysłem – sztywnym, konserwatywnym, broniącym się przed nowością. Jeśli poszukujemy wtedy jakichś informacji, to wyłącznie takich, które są zgodne z naszym obrazem świata.

To znaczy, że pytania otwierają nam umysł?

Bez wątpienia. Kiedyś po poważnej operacji serca, dreptałem sobie na poranne spacery. Daleko nie mogłem iść, więc wychodziłem z domu i szedłem na pobliskie sopockie molo. Patrzyłem na ludzi, którzy się wygrzewali na słońcu i obserwowałem różne scenki. Niektórzy ludzie siedzieli po prostu z pustym wzrokiem wlepionym w przestrzeń, nieruchomo jak jaszczurki. Inni z wielkim zapałem rozważali zupełnie absurdalne rzeczy. Pewnego razu słuchałem dwóch panów, którzy zawzięcie kłócili się o obwód w biuście u Sophii Loren, wręcz krzyczeli na siebie. Najzabawniejsze było to, że ich spór pozostał nierozstrzygnięty, ponieważ w końcu się obaj zmęczyli. Pomyślałem sobie wówczas, że gdyby byli krawcami Sophii Loren, rozmiar jej biustu faktycznie mógłby mieć dla nich znaczenie. A tak? Ta dyskusja była niedorzeczna. Tymczasem owym dyskutantom wydało się to intrygujące, ponieważ, mówiąc delikatnie, nie mieli w głowie mądrzejszych tematów. Tak działają umysły intelektualnie niedożywione.

Z równą zaciętością prowadzone są dyskusje w mediach. I często też można odnieść wrażenie, że wynikają głównie z intelektualnego niedożywienia.

To bierze się też z kilku źródeł. Po pierwsze, z kompletnego braku poczucia humoru i dystansu u debatujących. Nie wiem, czy same debaty tak wpływają na ludzi, czy przychodzą tam szczególni rozmówcy. Wszyscy są śmiertelnie poważni. Uruchamia się w nich kultura honoru – Proszę mi nie przerywać! Pan mi tu nie będzie takich rzeczy opowiadał! Oczekuję przeprosin! I wtedy się zaczyna. Po drugie zaś, z kierowania się regułą sympatii i antypatii, a nie regułą szacunku. Ludzie siebie nie szanują. Politycy siebie nie szanują. Ja na przykład nie lubię Lecha Wałęsy, ale to nie znaczy, że go nie szanuję. Drażni mnie mnóstwo jego cech, ale potrafię docenić jego osiągnięcia i uszanować jako polityka. Brak poczucia humoru, nadmiar honoru i deficyt szacunku – to zmory naszego życia publicznego.

A dlaczego ktoś siada przy komputerze i pisze do Olgi Tokarczuk – „Nienawidzę Cię, wiem, gdzie mieszkasz, zabiję cię ty k…o”? Dotknęło ją to samo, co Macieja Stuhra po Pokłosiu i co stało się plagą Internetu – mowa nienawiści.

To jest bardzo złożone zjawisko. Mnie też co i rusz ktoś wysyła do Knesetu lub na Wzgórza Golan, bo on/ona wie, że tam jest moje miejsce. W Polsce mamy do czynienia z wyraźnym przesunięciem się ku negatywności, zgeneralizowanym niezadowoleniem i roszczeniowością. Widać to w bardzo wielu wymiarach – na przykład afektywnym, społecznym. Mamy bardzo niski poziom zaufania społecznego. Do tego wysoki poziom bezradności społecznej, depresji, wielkie poczucie krzywdy. Wyraźna jest nas w skłonność do narzekania. Ludzie są codziennie w coraz gorszym nastroju. I to jest jeden mechanizm. A drugi to gotowość do naruszania norm – miedzy innymi tendencja do agresji i przemocy. Warto jednak zauważyć, że nic lepiej nie kształtuje w człowieku poczucia skuteczności niż agresja. To prosty i natychmiastowy sposób, by mieć poczucie sprawczości. Budowanie jest trudne i skomplikowane, niszczenie proste i łatwe. Zjawiska, o których mowa są nieźle zdiagnozowane, gorzej jest z wyjaśnieniem ich genezy w naszym życiu społecznym.

Jeśli chcemy zadbać o otwartość umysłu, czy jest zestaw pytań, które warto sobie stale zadawać?

Tu potrzebne są bardzo indywidualne pomysły. W każdym wypadku powinny jednak odwoływać się do wyobraźni. Zamiast zapytać – którędy mam pojechać, żeby dotrzeć do Monachium? – bo na to pytanie dość łatwo jest odpowiedzieć, lepiej zapytać – ile różnych dróg prowadzi do Monachium? Która z tych dróg może być najciekawsza? Czy jest może taka droga, przy której jest także malowniczy wodospad? To rodzaj zabawy, którą możemy prowadzić w wielu sytuacjach. Dużo jeżdżę samochodem po Polsce, więc wymyślam sobie rozmaite zabawy, które pielęgnują umysł. Myślę sobie, na przykład, na ile różnych sposobów można by zakończyć powieść Stanisława Lema Katar. To może dotyczyć paprotek i ogródka, gotowania – wszystkiego.

Najważniejszy jest nawyk?

Tak, i wyobrażanie sobie możliwie dużej liczby sposobów osiągania tego samego celu. Ellen Langer, znakomita badaczka amerykańska, prowadziła takie treningi w domach spokojnej starości. Pokazała, że największym utrapieniem pensjonariuszy takich instytucji jest bezczynność, a zwłaszcza bezczynność umysłu. Każdemu z nich oddano pod opiekę na przykład po kwiatku doniczkowym. I nagle wszystko się zmieniło – ci ludzie ożyli. A inny trening polegał na tym, że mieli sobie wyobrażać, na ile różnych sposobów można na przykład przyszyć guzik. Na ile sposobów upiec szarlotkę. Bardzo proste i bardzo pomocne.

Kiedy słyszymy takie pytanie budzi się w nas ciekawość dziecka?

Właśnie. W pierwszej chwili myślimy sobie – no ile może być sposobów na przyszycie tego guzika? Jeden i już. A potem zaczynamy kombinować i okazuje się, że tych sposobów jest bardzo, bardzo dużo. Jeśli wykonujemy takie zadanie kolektywnie, to znajdziemy ich jeszcze więcej. W tym widzę sposób na konserwowanie i rozwój swojego umysłu. Nie jest przypadkiem, że ludzie, którzy pracują umysłowo mniej tracą inteligencji i sprawności umysłowej na starość. Badania nad stulatkami pokazują, że najgorsza jest bezczynność intelektualna. Stan, w którym przestajemy myśleć, czytać, zadawać pytania.

Stan, w którym przestajemy pamiętać?

Pamięć to my. To fundament wszystkiego – co robimy, co myślimy. Dlatego pamięć także warto męczyć i trenować. Szczególnie dobrym treningiem jest przypominanie sobie tego, co się zapomniało. Na pewno w końcu nam się uda. Tylko nie wolno iść na skróty i sięgać od razu po protezy pamięci w stylu Google czy słownik. To wspaniały trening umysłu, w którym uruchamiają się tysiące asocjacji. Poza tym, kiedy sobie już raz coś w ten sposób przypomnimy, to zapewne już nigdy tego nie zapomnimy.

To ważne, żeby pozwalać sobie na intelektualną zabawę?

Zdecydowanie tak. W naszym codziennym życiu bardzo koncentrujemy się na tym, czy coś wypada, czy coś jest dobre, właściwe, a mało koncentrujemy się na tym, czy coś jest przyjemne lub pożyteczne. Zapytajmy siebie – Czy to, co robię mnie cieszy? Jakoś zniknęło nam to z pola widzenia, a z punktu widzenia motywacji jest to jedno z pięciu najważniejszych pytań. Pierwsze to, co robić. Drugie, jak i kiedy robić. Trzecie, czy ja chcę to robić. Czwarte, czy ja to potrafię zrobić. A piąte, czy mnie to cieszy. Kiedy skompletujemy te odpowiedzi, możemy zabrać się do działania.

Przyjemność to nagroda, która motywuje nas do działania?

To znacznie bardziej pojemne pojęcie. Jeśli robimy coś, co nas cieszy, oszczędzamy energię. Ludzie zadowoleni mniej się męczą. A oprócz tego jest to doraźna satysfakcja, która zwiększa prawdopodobieństwo powrotu do czynności, wyrobienie w sobie nawyku. Aspekt radości jest więc niesłychanie ważny. Często popadamy w autohisterię przymusu – muszę, muszę, muszę. Ale czy ja tego chcę? A może wcale ani nie chcę, ani nie muszę i mogę sobie to podarować.

Kto pyta nie błądzi?

Nie, to trochę nadużycie. Czasem przecież na zadane pytanie dostajemy błędną odpowiedź. Kto pyta, ten nieraz błądzi, ale nie znaczy, że powinien przestać pytać. Wykonano, na przykład, badania nad tym, jak długo do danego celu jadą samochodem kobiety i mężczyźni. Wyszło, że mężczyźni jadą dłużej, bo rzadziej pytają kogoś o drogę, kiedy się zgubią.

A dobrze jest czasem zbłądzić?

O tak. Na skutek defektu GPS-a zabłądziłem w wielu krajach i dzięki temu zobaczyłem mnóstwo ciekawych miejsc. Na błędach możemy wiele się nauczyć. Oczywiście, jeśli ich po prostu nie powielamy. Dane z rynku usług matrymonialnych pokazują, że osoby, które często zmieniają partnerów, nieomal zawsze zmieniają go na bardzo podobnego do poprzednich. To jest właśnie powtarzanie błędu.

Warto pytać?

Warto. A jeszcze bardziej warto słuchać odpowiedzi. Wielu różnych odpowiedzi.

***

Książkę Wiesława Łukaszewskiego Wielkie i te nieco mniejsze pytania psychologii wydał Smak Słowa.

wl

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij