Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Europa przestała być enklawą bezpieczeństwa

Europa przestała być enklawą bezpieczeństwa

Czy akty terroru będą się nasilać? O skutkach zamachów w Brukseli rozmawiamy z dr Agnieszką Cianciarą.

Dagny Kurdwanowska: Rozmawiałyśmy krótko po zamachach w Paryżu, kiedy Europa próbowała otrząsnąć się z szoku. Nie minęło kilka godzin od zamachów w Brukseli, a na stronie Guardiana przeczytałam, że ten atak nie jest żadną niespodzianką. Szok jest jakby mniejszy. Można było się spodziewać tych ataków?

Dr Agnieszka Cianciara: Żadne ze źródeł islamskiego terroryzmu w Europie nie zostało po zamachach w Paryżu wyeliminowane. Tak zwane Państwo Islamskie (PI) nadal przyciąga i szkoli ochotników z Europy (muzułmanów z europejskimi paszportami). Szacuje się, że w szeregach PI w latach 2014-2015 walczyło ok. 1700 obywateli Francji, 470 Belgii oraz 760 Niemiec (dane za AFP: Soufan Group). Część z nich wraca do kraju i szkoli zamachowców już na miejscu, w Europie. Służby państw członkowskich UE nie są w stanie śledzić działalności wszystkich tych osób. Brakuje środków i ludzi, a zradykalizowane środowiska muzułmańskie są trudne do infiltracji. Jednocześnie państwa europejskie kontynuują, a nawet zwiększają zaangażowanie w Syrii. Nic dziwnego, że PI walczy z Europejczykami na ich terytorium. Faktycznie, reakcja opinii publicznej wydaje się spokojniejsza niż po zamachach w Paryżu. Z jednej strony ofiar w Brukseli było dużo mniej. Z drugiej – po prostu przyzwyczajamy się do myśli, że Europa przestała być enklawą bezpieczeństwa.

Dlaczego spokojna dotychczas Bruksela stała się atrakcyjnym miejscem dla ekstremistów islamskich?

Belgia jest słabym państwem, bardzo podzielonym – administracyjnie, językowo, politycznie. Jeszcze niedawno Belgia przez 1.5 roku nie miała rządu na poziomie federalnym, bo rozdrobnione siły polityczne nie były w stanie zawrzeć porozumienia koalicyjnego. Wielu komentatorów wskazywało wtedy, że tak naprawdę nic strasznego się nie dzieje, a państwo belgijskie funkcjonuje. Dziś widzimy, że to nieprawda. Fakt, że urzędnicy przychodzą do pracy, transport publiczny działa, a z kranu leci ciepła woda nie oznacza, że państwo efektywnie wykonuje swe podstawowe obowiązki względem obywateli. Brak silnego ośrodka władzy centralnej i mechanizmów politycznej koordynacji mści się w sytuacji zagrożenia, gdy trzeba działać szybko i niestandardowo. Terrorystom łatwiej jest działać w takim państwie jak Belgia, niż we Francji, gdzie instytucje państwa i służby bezpieczeństwa są dużo lepiej przygotowane do takich wyzwań (dlatego listopadowe ataki w Paryżu były planowane i koordynowane z terytorium Belgii).
Z kolei Bruksela to oficjalnie dwujęzyczne miasto tygiel, gdzie mieszkają przedstawiciele kilkudziesięciu narodowości. Poszczególne dzielnice są zdominowane przez grupy o różnym statusie majątkowym i pochodzeniu etnicznym. Z jednej strony mamy zamożne dzielnice zamieszkane przez dobrze sytuowanych Belgów i urzędników instytucji europejskich, z drugiej przez osoby pochodzące z Afryki i państw Maghrebu. Władze i służby miejskie faktycznie utraciły kontrolę nad biedną i w przeważającej części muzułmańską dzielnicą Molenbeek. To tutaj mieszkali i mieli swoje “centrum dowodzenia” nie tylko sprawcy zamachów z Brukseli i Paryża, ale też wielu wcześniejszych (także tych udaremnionych). Bruksela to także “środek Europy” – stąd blisko jest do Paryża czy Londynu.

Jaki właściwie cel mają zamachowcy? Mówi się o zemście, o sianiu paniki – ale to są efekty krótkoterminowe. Jaki może być cel długofalowy?

Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, bo nie ma jednoznacznej diagnozy co do celów PI. Analitycy nie są zgodni, czy przyświecają mu cele religijne i ideologiczne, czy może wyłącznie ekonomiczno-polityczne, a islam ma służyć jedynie rekrutacji i mobilizacji ochotników na całym świecie. Trudno jest również stwierdzić, jakie konkretnie motywacje są udziałem poszczególnych zamachowców. Niewątpliwie, państwa europejskie utrudniają ekspansję PI na Bliskim Wschodzie i w Afryce, więc terror miałby zniechęcić je do dalszego zaangażowania. Z drugiej strony, już ataki w Paryżu pokazały, że rezultatem jest zwiększenie, a nie zmniejszenie skali zachodniej interwencji w regionie. Jednak osłabianie pozycji PI, czy to poprzez odbieranie mu zdobyczy terytorialnych czy poprzez odcinanie od zasobów (zwłaszcza zysków z handlu ropą), może uczynić terror jedyną względnie skuteczną strategią działania. W efekcie akty terroru będą się tylko nasilać.

Niemalże natychmiast powrócił temat zamykania granic. UKIP od razu wykorzystał zamachy w Brukseli, żeby podsycić dyskusję na temat strefy Schengen – dla nich nie jest wartością, ale zagrożeniem. Albo bezpieczeństwo albo otwartość?

Każda nowa ofiara zamachów terrorystycznych jest wodą na młyn ugrupowań radykalnej prawicy i poparcie dla nich będzie rosło w sytuacji, gdy rządy “mainstreamowych” partii nie są w stanie zapewnić obywatelom bezpieczeństwa. Brak kontroli na granicach wewnętrznych UE ułatwia przeprowadzenie terrorystycznych rajdów, jak miało to miejsce w przypadku “wypadu” z Brukseli do Paryża. Niestety, chociaż w ramach Unii Europejskiej współpraca policyjna poczyniła znaczące postępy, to jednak służby specjalne i wywiadowcze często niechętnie dzielą się informacjami ze swymi odpowiednikami z innych państw UE. Chociaż Schengen trzeszczy w szwach (bardziej z powodu imigrantów niż zagrożenia terrorystycznego), to jeszcze się trzyma, przede wszystkim z powodu ryzyka ogromnych strat gospodarczych.

Przeciwnicy zamykania granic argumentują, że ich zamknięcie byłoby kosztowne. Te pieniądze lepiej przeznaczyć na dofinansowanie służb i narzędzi, które pomagają walczyć z terroryzmem.

Zamknięcie granic utrudni terrorystom działania, ale nie wyeliminuje problemu. Terroryzm w Europie to nie jest nowe zjawisko, a terroryści w latach ’70 XX wieku świetnie sobie radzili, chociaż strefa Schengen wtedy nie istniała.

Niektórzy przekonują też, że rozwiązaniem jest nie zamykanie granic między państwami Unii, ale znalezienie sposobu na szerszą współpracę państw nad ochroną granic zewnętrznych – wspólna instytucja chroniąca granicę, unijna straż przybrzeżna.

Ochrona granic zewnętrznych to przede wszystkim problem związany z niekontrolowanymi migracjami, a nie z terroryzmem. Dotychczasowi terroryści to obywatele państw UE a nie migranci, chociaż oczywiście istnieje ryzyko przedostania się terrorystów wraz z migrantami na terytorium Europy oraz ryzyko postępującej radykalizacji części rozczarowanych europejską rzeczywistością migrantów. Niestety nie widzę szans na skuteczną ochronę europejskich granic zewnętrznych. Jak chronić europejskie granicie na Morzu Egejskim? Dotychczasowe misje morskie podejmowane przez UE i państwa członkowskie służą nie blokowaniu napływu kolejnych osób, ale wyławianiu imigrantów i bezpiecznym odstawianiu ich do UE. W praktyce zwiększa to tylko presję migracyjną, bo migranci wiedzą, że ich szanse na przeżycie morskiej podróży rosną dzięki patrolom. Z kolei państwa pochodzenia migrantów nie są zainteresowane ich ponownym przyjmowaniem – wolą eksportować problem “ludzi zbędnych”.

Martin Schulz podczas swojego wystąpienia na Radzie Europejskiej w grudniu 2015 r. przekonywał, że ulegając emocjom, tracimy z oczu wartości, które były fundamentem UE, ale i prawdziwe przyczyny, które stoją m.in. za aktami terroru. Skaczemy od kryzysu do kryzysu, nie rozwiązując żadnego z nich do końca.

Zarządzanie kryzysowe to rzeczywiście specjalność działającej bardzo reaktywnie Unii Europejskiej. Z drugiej strony, jakie “prawdziwe przyczyny” stoją za aktami terroru PI? Nie rozumiemy do końca natury tego tworu. Nie wiemy, co kieruje zamachowcami-samobójcami. Bieda i brak perspektyw? To częste wyjaśnienie, zwłaszcza w kręgach socjaldemokratycznych, z których wywodzi się Martin Schulz, ale daleko niewystarczające.

Przyczyn obecnego kryzysu jest wiele – o niektórych mówiłaś w naszej poprzedniej rozmowie – ekonomia, brak poczucia bezpieczeństwa. Do tego dochodzi słaba asymilacja społeczności muzułmańskiej, wzrost nastrojów radykalnych, brak pomysłu na to, co zrobić z problemem uchodźców. Wydaje się, że ich rozwiązanie leży w interesie każdego z państw członkowskich. Gdzie zatem leży przyczyna niemocy UE w ich rozwiązaniu?

Część państw (Europa Środkowa) uważa, że ich te problemy nie dotyczą. Sytuacja gospodarcza jest również bardzo zróżnicowana: Niemcy finansowo poradzą sobie z 1-2 milionami migrantów, inne kraje – niekoniecznie. Sądzę, że problemem jest też brak zaufania, to widać w przypadku niewystarczającej współpracy i wymiany informacji przez służby państw członkowskich. Z jednej strony to dziwi, bo dziesięciolecia współpracy w ramach UE powinny to zaufanie zbudować. Z drugiej strony, kryzys gospodarczy i migracyjny mocno to zaufanie nadszarpnęły. Warto też pamiętać, że większość polityków podejmuje decyzje z myślą o kolejnych wyborach. UE czeka teraz na wyniki referendum w Wielkiej Brytanii (23.06.2016) oraz wyniki wyborów prezydenckich we Francji i parlamentarnych w Niemczech (2017). Radykalizacja opinii publicznej nie sprzyja forsowaniu wspólnych rozwiązań i solidarnemu dzieleniu się ciężarami z nich wynikającymi. Efektem jest więc krótkoterminowe chowanie głowy w piasek lub machanie szabelką. O strategiach długoterminowych nikt nie myśli.

W poprzedniej rozmowie powiedziałaś, że bać powinniśmy się dominacji skrajnych opinii i uproszczeń. Coś się zmieniło po zamachach w Brukseli?

To zawsze jest aktualne. W dyskursie publicznym zamachy w Paryżu zostały intensywnie powiązane z problemem migrantów. W przypadku zamachów w Brukseli dużo więcej mówi się o lokalnym, europejskim charakterze tego problemu, o zaniechaniu i słabości służb. Zamachy w Paryżu miały charakter “narodowy”, ofiarami byli przede wszystkim obywatele francuscy. W Brukseli ofiary i poszkodowani byli, według danych belgijskiej policji, obywatelami ponad 40 państw, w tym chyba wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej. Zaatakowana stacja metra mieści się w centrum dzielnicy europejskiej – dosłownie kilka kroków od budynków Komisji, Rady, Parlamentu Europejskiego. Wśród rannych było najprawdopodobniej wielu urzędników instytucji unijnych, bo wybuch nastąpił o 9 rano, gdy jechali do pracy. Symbolicznie uderzono zatem nie tylko w państwo belgijskie, ale w Unię Europejską. W tym sensie każde z jej państw członkowskich zostało zaatakowane.

Dr Agnieszka Cianciara jest politologiem i pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!