Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Historia pewnego uśmiechu

Historia pewnego uśmiechu

motywacja, uważność, mindfulness
Agnieszka Kawula, fot. Rafał Grądzki

Uśmiech – mała wielka sprawa. Spróbuj i zobacz, co się stanie. Kto wie, może akurat teraz ktoś potrzebuje małego promienia słonecznego w jego pochmurnym dniu, pisze Agnieszka Kawula.

A wczoraj rano przeszłam na czerwonym świetle. Minęłam starszego pana, który zmierzał z naprzeciwka. Spojrzeliśmy na siebie jak niesforne dzieci, które coś właśnie przeskrobały i jeszcze nie myślą o konsekwencjach. Popołudniem widzę tego samego mężczyznę, już w innych okolicznościach, ale jego roześmiane spojrzenie mówiło:- Hej, czy myśmy dziś razem czasem prawa nie złamali? Odpowiadam radosnym milczeniem: – Tak tak, to ja! Fajnie było!

Jak dobrze jest być tu, gdzie się jest. W zwykłej codzienności kryje się klucz do tego, za czym gonimy czasem na krańce świata. Jak to odnaleźć pisze Agnieszka Kawula.

Wyruszam na cappuccino do Gdańska. Wędruję uliczkami tu i tam. Pomiędzy jedną a drugą znowu światło czerwone nakazuje stać. I tym razem stoję, ale… Pojawia się babuleńka i ona śmiało rusza na głównym skrzyżowaniu… No pusto było, ale… I uśmiecha się figlarnie widząc moje zdziwienie. No dobra, i ja ruszam z naprzeciwka! I kiedy mijamy się na środku, puszcza do mnie figlarnie oko i mówi: – Czasem warto iść nawet kiedy czerwone… O, już zielone widzi pani… uśmiecha się i znika w ozłoconej słońcem uliczce…

Kiedy tak wędrowałam pustymi ulicami Gdańska, przypomniała mi się historia innego uśmiechu… Pracowałam wtedy regularnie, od do. Sunęłam nazbyt wczesną porą z lekka zaspanymi ulicami Gdańska. Przeciskałam się wąskimi uliczkami by okrężną drogą dojść na Starówkę. Rzadko patrzyłam na tych, których mijałam po drodze. Skupiona na sobie, na muzyce, która wlewała się w uszy ze słuchawek, zamknięta w bólu, który spowalniał krok… I już nie pamiętam kiedy dokładnie rozpoznałam tego mężczyznę…

Jakiś znajomy… A tak! Przecież codziennie mijam go w tym samym miejscu, o tej samej godzinie… Idzie po drugiej stronie ulicy, z dużą czarną torbą przewieszoną przez ramię. Dobrze zbudowany, wyprostowany. Mignęły mi jego oczy. I nie wiem co mnie podkusiło, ale na chwilę wyszłam z mojego bólu i zamknięcia i… uśmiechnęłam się do niego. Takie milczące „dzień dobry”, przecież się „znamy” od jakiegoś czasu. Odpowiedziało mi to samo milczące, aczkolwiek mile zaskoczone „dzień dobry”.

„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”… Dziś razem z Leopoldem Staffem wsłuchuję się w ten rytm – pisze Agnieszka Kawula.

Mijały dni, a ja czasem z przekory szłam inną drogą, by pana nie spotkać, czasem jechałam wcześniejszym pociągiem, a czasem późniejszym, by w rutynę nie wpadać. Ale i miło mi było wysłać myśl, czy on idzie o tej samej godzinie tuż przed ósmą i czy w punkcie naszego zwyczajowego mijania podnosi głowę by uśmiechem pożyczyć tej po drugiej stronie dobrego dnia, a której dziś jakoś nie widać… Mijały kolejne dni, wiele z nich z tradycyjnym już pozdrawiającym, milczącym uśmiechem. Od razu raźniej wędrowało ku obowiązkom ośmiogodzinnym.

Aż pewnego dnia „dzień dobry” zamieniło się w realny głos. On po prostu przeszedł na moją stronę chodnika, odezwał się, zaprosił na herbatę, powiedział jeszcze coś miłego o tej naszej komunikacji wielotygodniowej i że wcześniej jakoś odwagi brakło… A ten mój uśmiech to taki ciepły i serdeczny, że to takie rzadkie spotkać kogoś, kto się po prostu uśmiecha do kogoś obcego i idzie w swoją stronę.

Cóż… Dzień, w którym się do mnie odezwał, był dniem, kiedy złożyłam wypowiedzenie z pracy. Już nigdy więcej się nie spotkaliśmy…

Do dziś pamiętam żeby uśmiechać się do nieznajomych tak po prostu. Kto wie, może akurat teraz ktoś potrzebuje małego promienia słonecznego w jego pochmurnym dniu? Ostatnio starszy pan dość mocno marudził w trolejbusie, że z psem podróżuję, że jak to tak można, że niedługo krowy też będą podróżowały komunikacją miejską i to będzie normalne. Zdziwiłam się takim naburmuszeniem i gderactwem. Spojrzałam panu w oczy i rzuciłam: I panu miłego dnia również. Dziadek miał minę dość nietęgą jakbym go spoliczkowała. Ludzie w trolejbusie zaczęli się uśmiechać do mnie porozumiewawczo. A i mężczyzna w końcu z lekka zmiękł i z półuśmiechem wysiadł na swoim przystanku.

Taka mała wielka sprawa. Uśmiech. Spróbuj i zobacz co się stanie.

Czasem zbyt długo zwlekamy z tym, co powinno być zrobione przy pierwszym wewnętrznym drgnięciu, a co zostaje szybko zagłuszone racjonalnym zrzędzeniem. Czasem mamy kilka tygodni, a czasem parę minut by podjąć jakąś decyzję, by złamać schemat, by przestać być obojętnym, by przekroczyć strach. Czasem trzeba przejść z uśmiechem na czerwonym, by w trakcie stwierdzić, że ono już zielnym się stało…

***

Agnieszka Kawula – kobieta wielowymiarowa i wielozadaniowa z duszą wypełnioną Aloha, zdecydowanie zakochana w życiu. Pisarka, bloggerka www.alohaswiat.pl , felietonistka, może tworzyć o każdej porze dnia i nocy, bo kocha słowa a one ją. Na drugim biegunie jej pasji jest hawajski masaż Lomi Lomi Nui, którym budzi ciała i dusze swoich klientów. Prowadzi warsztaty twórczego pisania, masażu i pracy z ciałem. Prywatnie każdego dnia delektuje się filiżanką aromatycznego cappuccino i kocha Gdynię, po której wędruje ze swoim psem Gandhim w poszukiwaniu tęcz.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!