Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Z kamieni, o które się potykałam zbudowałam schody na szczyt

Z kamieni, o które się potykałam zbudowałam schody na szczyt

Katarzyna Gulczyńska
Katarzyna Gulczyńska

To, co najcenniejsze można dać drugiemu człowiekowi, to czas – mówi Katarzyna Gulczyńska założycielka Fundacji „Pokonaj Raka”.

W 2007 r. Katarzyna Gulczyńska stanęła pod Mont Blanc. Nigdy wcześniej nie była w górach, teraz miała wspiąć się na szczyt. To był początek nie tylko jej wielkiej przygody z górami, ale także działania na rzecz osób chorych na raka. Krótko po pierwszej wyprawie dowiedziała się, że bliska osoba choruje. By zmotywować ją do walki wymyśliła projekt „Za każdą chemię – jeden szczyt”. Gdy przyjaciel brał chemię, ona wspinała się w górach. Zebrane wówczas doświadczenie stało się fundamentem dla stworzenia Fundacji „Pokonaj raka”. W VII edycji Konkursu Sukces Pisany Szminką Bizneswoman Roku została nagrodzona w kategorii Działalność na Rzecz Kobiet. – Z tego, że wspinałam się na kolejne szczyty, każdy uszczknął coś dla siebie – jeden poszedł się zbadać, drugi zobaczył, że można zrobić coś dla innych, trzeci, że w tej codziennej bieganinie są rzeczy ważne i ważniejsze. Dziś fundację staram się też robić dla wszystkich – dajemy wsparcie chorym, ich bliskim, ale budujemy też świadomość wśród zdrowych, pokazując jak ważna jest profilaktyka. Pokazuję, że warto żyć świadomie i mądrze – opowiada Katarzyna Gulczyńska. Z Dagny Kurdwanowską rozmawiała o wsparciu, byciu z drugim człowiekiem, walce z chorobą i zgodzie na to, by pozwolić innym odejść, gdy nadejdzie ich czas.

Poznałyśmy się podczas tegorocznej gali Bizneswoman Roku – na tym wydarzeniu nie było drugiej tak radosnej i uśmiechniętej osoby. Na co dzień zajmuje się Pani bardzo trudnym tematem – wspiera Pani osoby chore na nowotwór i ich bliskich. Skąd Pani czerpie tę niesamowitą energię?

Znajomi twierdzą, że jestem podłączona do baterii słonecznych, a ja taką mam naturę. Od dziecka rozpierała mnie energia i radość życia. Po prostu jestem sobą. Los nie zawsze mnie oszczędzał, ale nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy. Z trudów życia staram się wyłuskać zawsze coś pozytywnego i nosić w sobie słońce. Na gali, jako pierwsza odbierałam nagrodę i nie doznałam ciężaru oczekiwania. Ta nagroda dała mi niesamowitego kopniaka i też była pozytywnym wzmocnieniem.

Konkurs Bizneswoman Roku już od 7 lat nagradza kobiety sukcesu. Otwiera przed nimi możliwości rozwoju i pozyskania partnerów biznesowych. Nagłaśnia ich sukcesy na skalę ogólnopolską i tworzy sieć kobiecego networkingu. W tym roku pojawiło się kilka ważnych nowości. O tym, czy przedsiębiorczość może być sposobem na życie oraz dlaczego warto nazywać swoje osiągnięcia sukcesami mówi Olga Kozierowska.

Powiedziała mi Pani wówczas zdanie, które wzięłam sobie do serca: „W życiu człowieka są dwa ważne momenty – gdy przychodzi na świat i kiedy dowiaduje się, po co żyje”. Pani już to wie?

Kiedyś jedna z Podopiecznych powiedziała: „Kasia, jest filarem, który trzyma dach niosący nadzieję”. To zdanie jest dla mnie kwintesencją mojej pracy. To, co robię sprawia mi wielką radość. Kocham ludzi i to jest klucz do ich otwartości. Jaką energię wysyłasz, taka wraca do ciebie.

Można powiedzieć, że Fundacja „Pokonaj Raka” powstała, bo pewnego dnia postanowiła Pani wspiąć się na szczyt. To było dziewięć lat temu. Wcześniej nie była Pani w górach, a tu nagle pojawia się chęć wejścia na Mont Blanc. Chciała się Pani sprawdzić?

Kierowała mną ciekawość dziecka. Dlaczego dziecka? Bo dano mi taką możliwość przy braku wiedzy i doświadczenia z mojej strony. To była też chęć poznania siebie, sprawdzenia się w trudnych warunkach. Mam dwóch synów, których wychowuję samotnie, więc czasem myślę, że może chciałam im trochę zaimponować i pokazać, że wszystko w życiu jest możliwe.

Ta pierwsza wyprawa omal nie skończyła się tragicznie – nagłe załamanie pogody, brak możliwości wezwania pomocy. Był strach i myśl, że może lepiej było siedzieć w domu?

Siłą myśli byłam przy najbliższych. Instynktownie czułam, że to jeszcze nie jest mój czas. Nie mając wiedzy, ufałam całkowicie przewodnikowi. Na szczęście, ten brak wiedzy i świadomość braku własnych umiejętności nie pozbawił mnie wiary i dziś możemy rozmawiać.

Mniej więcej w tym samym czasie dowiedziała się Pani, że inną walkę o życie musi stoczyć bliska Pani osoba. Na stronie napisała Pani: “Nie wiedziałam, co robić, choć jednocześnie było oczywiste, że coś zrobić trzeba”.

Jestem typowym zadaniowcem. Do każdej przeszkody podchodzę jak do problemu, który należy rozwiązać. Ważne jest, żeby w takich sytuacjach wyznaczać sobie cele. Droga do realizacji obranych celów pozwala uniknąć myślenia o sprawach błahych. W naszym przypadku cel był ten sam – życie. Różne były tylko drogi, które musieliśmy przejść.

Tak narodził się projekt “Za każdą chemię – jeden szczyt”, który później przekształcił się w Fundację „Pokonaj Raka”.

Walkę z rakiem i zdobywanie kolejnych szczytów wbrew pozorom wiele łączy. W chorobie i w górach jesteśmy samotni. Mimo obecności rodziny czy zespołu tak naprawdę to, co się dzieje dotyczy jedynie mnie, to mój krok decyduje o moim życiu. O zwycięstwie często decyduje silna psychika. Lęk i strach to nieodłączni towarzysze zarówno choroby, jak i górskiej wędrówki.

Życie wspinacza zależy od solidnego sprzętu i wsparcia partnera. A czego potrzebuje osoba, która zmaga się z ciężką chorobą?

Przede wszystkim wiary i sprawnego systemu opieki zdrowotnej. Do tego miłości, bliskości i normalności. Rozmawiania o tym, co zrobimy w weekend, planów na wakacje.

Spotkałam się z tym, że bliscy dowiadując się o chorobie, zamykają się, boją się rozmawiać, nie potrafiąc znaleźć słów.

Zauważyłam, że z samą informacją o chorobie nowotworowej najgorzej radzą sobie właśnie bliscy. Wcale nie chory, który ma świadomość, że nie jest w stanie już niczego cofnąć ani zmienić. Często dochodzi do paradoksu, że chory zaczyna wspierać bliskich, którzy nie radzą sobie z sytuacją. Następuje odwrócenie ról. Dlatego w Fundacji wspieramy nie tylko chorych, ale także rodziny, bo one tego wsparcia potrzebują tak samo, a często nawet bardziej. Osoby, które są obok mają poczucie, że muszą dać teraz z siebie wszystko, żeby wesprzeć chorego, a często nie wiedzą jak. Uciekają więc w pocieszacze – „Dasz sobie radę”, „Zobaczysz, wszystko będzie dobrze”, a one nie działają. Nie tego potrzebuje chory.

Warto zapytać chorego – czego teraz potrzebujesz?

Najważniejsze w takim momencie, to po prostu być z chorą osobą, uważnie obserwując, co będzie dla niej wsparciem. To, co najcenniejsze można dać drugiemu człowiekowi, to czas. Bądźmy dla niego silnym ramieniem. Ważna jest także świadomość, że chory nie potrzebuje ciągłych rozmów o chorobie. Choroba jest, trzeba z nią walczyć, ale to nie znaczy, że całe życie ma się wokół niej kręcić. Im mniej myśli o chorobie, tym więcej energii do działania. Moje doświadczenia mówią, że zwycięstwo możliwe jest wtedy, kiedy wyznacza się cel, do którego będziemy podążać. Kiedy masz cel, skupiasz się na działaniu, a nie na chorowaniu.

Czasami brakuje wiary, chęci, siły i silnej woli, żeby walczyć – co wtedy?

Kontrolowanie odpuścić, poddać się. Przecież słabości są ludzkie.

Odpuszczenie, poddanie się – to budzi w nas strach. Taki sam, jak choroba. Panicznie boimy się diagnozy. Czasem tak bardzo, że nie chcemy iść na badania. Wciąż pokutuje w naszych głowach, że rak to wyrok śmierci.

Jestem za świadomym życiem. Wierzę, że mamy wpływ na to jak będzie wyglądać. To my decydujemy, jak się odżywiamy, czy o siebie dbamy, czy znajdujemy czas na aktywność fizyczną i badania, które mogą uratować nam życie. Mamy też wpływ na swoje myśli i na to, czy będziemy żyć w strachu, czy stawimy czoła swoim lękom. Wiele osób mówiło mi, że choroba paradoksalnie zmieniła ich życie na lepsze. Pomogła im się otworzyć. Często jesteśmy tak zagonieni, że nie zastanawiamy się nad tym, jak żyjemy. Musi stać się coś dramatycznego, co każe nam się zatrzymać i przewartościować wszystko. Wiem, że tak jest, bo dwa razy miałam sytuację, kiedy życie przeleciało mi przed oczami. Chorzy mają podobnie – patrzą wstecz i podsumowują, czego dokonali, co po sobie zostawią. Niektórzy postanawiają wszystko zmienić. Miałam podopieczną w Fundacji, która zrobiła studia podyplomowe i zaczęła wszystko od nowa. Większość ludzi dochodzi przy tym do refleksji, że wcale nie najważniejsze jest to, co zrobili, ale jakimi są ludźmi. Na koniec wychodzi, że rację miał profesor Bartoszewski – warto być po prostu przyzwoitym człowiekiem.

Co zrobić, kiedy chory powie – ja już nie chcę walczyć?

To bardzo trudne, co teraz powiem, ale nie możemy nikogo trzymać na siłę. Wielu osobom jest bardzo ciężko się z tym pogodzić, zwłaszcza gdy chodzi o bliską osobę. Proszą, by chory walczył za wszelką cenę, ponieważ boją się doświadczyć straty. Ale czasem musimy odpuścić, bo chory ma prawo do tego, by przestać walczyć. Ta choroba bardzo zmienia człowieka. Może nie mieć już siły – fizycznej i psychicznej. Bywa, że medycyna jest bezradna. Wiele lat temu w naszym domu odszedł chłopiec. To był 15-letni przyjaciel mojego syna. Od dziecka ciężko chorował na serce. Uczestniczyłam w tym odchodzeniu i zrozumiałam wtedy, że najtrudniej jest godnie odejść.

To ogromnie trudne doświadczenia. Co Pani pomaga w takich chwilach?

Wierzę w powtórne spotkania.

Miewa Pani dość?

Jak każdy. Życie nie polega na tym, że leży się na płatkach róż. Rzeczywistość to raczej róże z kolcami. Ale powiem Pani, że wiele zależy od nastawienia. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy rzucali mi kłody pod nogi, zniechęcali i utrudniali, bo dzięki temu stałam się silniejsza. Z kamieni, o które potykałam się na drodze, zbudowałam w końcu swoje schody do sukcesu.

Który z dotychczasowych szczytów był dla Pani największym wyzwaniem?

Każdy niósł nieznane. Uczył pokory. Ja zaprzyjaźniam się ze szczytem. I choć w większości jestem związana liną z partnerem, to i tak jestem tylko ja i szczyt. Chłonę przestrzeń wokół, wiem, że to od Góry zależy czy pozwoli mi na siebie wejść. Potrafię “oddać” się naturze. Prowadzę jednostronną konwersację z Górą. Wracając do pytania, myślę jednak, że to było Denali, najwyższy szczyt Ameryki Północnej. W takim tempie zdobywałam swoją Koronę Ziemi i realizowałam projekt “Za każdą chemię – jeden szczyt”, że dopiero trzy dni przed wylotem zorientowałam się, że wymagana jest wiza do Stanów. Udało się, Amerykę powitałam zgodnie z datą otrzymania wizy. Niesamowite wrażenia potęgowała biała otchłań wokół góry, poprzecinana szczelinami i białe noce. Ze względu na obostrzenia władz w Parku Denali mogła przebywać tylko garstka alpinistów w porównaniu do innych masowo zdobywanych szczytów. I choć do High Campu dotarliśmy w dobrym czasie, to bronił swej wyższości i długo trzymał w swoich szponach. Szczycę się “kartą rezydenta High Campu”.

Do czego porównałaby Pani uczucie, kiedy stoi się już na szczycie?

Do najlepszego seksu, jestem w niebie, wyżej się nie da. Jest wolność, spełnienie. Niestety, zbyt krótkie.

Czego nauczyło Panią wspinanie?

Pokory wobec życia, dyscypliny. Uświadomiło mi także jak kruche jest życie i jak kruchy jest człowiek wobec tego, co stworzyła natura. Pokazało, że niemożliwe staje się możliwe. Wracam spokojniejsza. Celebruję codzienność i bycie z drugim człowiekiem.

A czego nauczyło Panią doświadczenie towarzyszenia innym w chorobie?

To ekstremalne doświadczanie życia – uważności i godności życia. Ważne, by własne życie przeżyć zgodnie ze sobą, szczerze. Każdy z nas ma własną drogę “odchodzenia” i kiedy ten czas nadejdzie, silny kręgosłup moralny i wierność naszym wartościom pozwoli nam odejść pogodzonym. Warto cieszyć się życiem tu i teraz. A przede wszystkim cały czas się uśmiechać. Uśmiech to taka krzywa, która pomaga wyprostować większość problemów.

***

Jak można wesprzeć Fundację “Pokonaj Raka”:

Istotna dla nas jest reakcja Państwa na działania realizowane przez fundację – cenne uwag, co poprawić czy ulepszyć? Ważna jest również akceptacja, dobre słowo, uśmiech. Zachęcamy także do włączenia się w nasze działania na zasadzie wolontariatu. Osoby chętne zapraszamy do kontaktu: fundacja@pokonajraka.com

Nieocenioną pomocą byłoby przekazanie choć drobnej kwoty na dalszą naszą działalność w formie darowizny czy 1% podatku przy rocznym rozliczeniu. Dziękujemy!

Więcej na www.pokonajraka.com

1-procent-zielen

***

Nagłośnij swój sukces! Zyskaj cenne kontakty! Zgłoś się do konkursu Sukces Pisany Szminką Bizneswoman Roku! Więcej na www.bizneswomanroku.pl

Plakat Bizneswoman Roku

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!