Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

10 kobiet, 10 dni, 3 samochody, 2.600 km, czyli kobieca wyprawa na Islandię

10 kobiet, 10 dni, 3 samochody, 2.600 km, czyli kobieca wyprawa na Islandię

Fot. Kasia Surlicka
Fot. Kasia Surlicka

 

Pewnego dnia przeglądam Facebooka i mój wzrok przykuł jeden post: Jola, dawna znajoma z zajęć zumby, szuka współtowarzyszek wyprawy na… Islandię! W najśmielszych marzeniach podróżniczych Islandii nie brałam pod uwagę. Bo to kierunek dość wymagający, który nijak nie kojarzy się z wypoczynkiem do jakiego przyzwyczaiły nas kolorowe katalogi biur podróży.

Chwila zawahania nie była długa, napisałam, że jestem zainteresowana. Jak się okazało, nie tylko ja – lista zamknięta i moje wielkie rozczarowanie, którego nie ukoiła nawet ulubiona czekolada. Jednak los miał mieć dla mnie dobre wieści: za czas jakiś okazało się, że pojadę, zastępując Martę, która zmieniła plany co do islandzkiej eskapady.

Przedsmak podróży można już było poczuć czytając posty dziewczyn na naszej messengerowej grupie. Emocje sięgały zenitu, a ja miałam wrażenie, że dużo tracę będąc w kołowrotku zawodowym i nie mogąc uczestniczyć w internetowych dyskusjach. I znowu los mi to miał zrekompensować – jakością rozmów z kubkiem herbaty na Islandii. No ale nie wyprzedzajmy faktów!

Pierwsze spotkanie uczestniczek wyjazdu mnie ominęło. Drugie było za to bardzo konkretne: spotkałyśmy się pewnej niedzieli by rozdzielić prowiant tak, by każda z nas do walizki oprócz niezbędnych rzeczy, zmieściła makaron, kabanosy lub herbatę. Wałówka mocno wpłynęła na kształt i zawartość mojego bagażu. Ileż ja zbędnych rzeczy zwykłam pakować! Kabanosy tym razem miały status priorytetowy! Teraz już wiem, że mniej znaczy więcej i na upartego spakuję się w mini walizkę, a co!

Leciałyśmy z dwóch różnych miast – lecąc z Wrocławia byłyśmy w Rejkiawiku kilka godzin przed dziewczynami, które wylatywały z Warszawy. Na miejscu odebrałyśmy zarezerwowany wcześniej samochód i dziękując wszechświatowi za Google Maps ruszyłyśmy ku naszemu islandzkiemu domowi.

Pierwsze wrażenia: mocny wiatr silnie uderzał w samochód, a niespotykana w Polsce ciemność okalała szczelnie świat nie pozwalając zobaczyć nic, prócz drogi oświetlanej reflektorami samochodowymi. Pierwszy poranek już sugerował, że to będzie fajny czas – dziewczyny, które doleciały w nocy, kiedy my – te z pierwszej tury już spałyśmy, ułożyły na stole wielkie serce ze śliwek w czekoladzie. Początkowo zastanawiałyśmy się kto wymyślił by brać taką ilość śliwek w czekoladzie? W końcu każda z pań z założenia dba o linię lub stosuje wyznaczniki zdrowego żywienia, prawda? Prawda, ale na Islandii owe zaskakujące ilości czekolady okazały się zupełnie łatwe do pokonania! No, w końcu było nas 10!

Fot. Kasia Surlicka
Fot. Kasia Surlicka

Siedząc w dziesiątkę w naszym islandzkim salonie słuchałam z wypiekami na twarzy genezy pomysłu tej wyprawy. Jola była na Islandii rok temu, jako gość pewnej szczególnej konferencji. Wówczas miała tylko trzy dni by w szalonym tempie objechać największe atrakcje tej niesamowitej wyspy. Jednak zobaczenie atrakcji wchodzących w skład tak zwanego Golden Circle (Złotego Kręgu) – czyli Parku Pingvellir, obszaru geotermalnego Geysir i wodospadu Gullfoss – to mało! Rozbudzony apetyt sprawił, że Jola obiecała sobie, że wróci. I tak zrobiła. Zabierając przy okazji nas.

Przez 10 dni zapakowane w 3 terenowe samochody objechałyśmy zachodnią część Islandii, skrupulatnie planując każdy dzień tak, by nasycić go maksymalnie wrażeniami, krajobrazami, przeżyciami. W tym planowaniu było dużo swobody, szacunku do oczekiwań swoich i innych, ćwiczenia się w kompromisach, słuchania siebie nawzajem, ale zawsze w zgodzie ze sobą. I z grupą. Udało nam się w tym duchu pokonać 2 600 km, dotrzeć nad Morze Grenlandzkie, poobserwować wygrzewające się w słońcu foki, spędzić dzień na klifach słuchając fal Oceanu Atlantyckiego, zachwycić się gejzerami, niezliczoną ilością wodospadów, pięknem północnej przyrody, wspiąć się na wygasły wulkan, spacerować malowniczymi uliczkami Rejkiawiku, wykąpać w Niebieskiej Lagunie, zwiedzić muzeum Wikingów dojechać na lodowiec i wiele, wiele więcej. I nie zatrzymały nas kłopoty z kołem, islandzkie automaty do tankowania, które nie chciały przerzucać się na żaden inny język, oszałamiające ceny (udało nam się za 2 cebule zapłacić… 5€!), czy bardzo silne wiatry.

Fot. Kasia Surlicka
Fot. Kasia Surlicka

Magii wyjątkowej dostarczała pojawiająca się zorza, którą skrupulatnie pilnowała Iza i tak dzięki jej czujności i znajomości aplikacji zorzowych, nie przegapiłyśmy żadnego z tych niebiańskich spektakli, jakie zafundowała nam Islandia przez trzy noce pod rząd.

Poznałyśmy wiele niepowtarzalnych miejsc, kilka wyjątkowych osób. A także siebie.

Cały czas zachodzę w głowę, jaka przydarzyła mi się niesamowita sprawa – 10 kobiet, 10 dni, 10 różnych marzeń, oczekiwań i perspektyw, a jeden wspólny islandzki zachwyt, który łączy mimo różnic. Myślisz, że przesadzam? Ok, a zmienisz zdanie, jak zdradzę, że dom, który wynajmowałyśmy miał 1 (słownie: jedną!) łazienkę? Widzisz oczyma wyobraźni ten poranek? 10 kobiet, 1 łazienka… a spięć nie było, wszak islandzkie piękno wpływa i na poranne nastroje!

Fot. Kasia Surlicka
Fot. Kasia Surlicka

Mam po tej wyprawie mnóstwo myśli, wśród nich taką, że to co łączy to wspólne wartości, marzenia i … stół!  Chyba nie ma nic fajniejszego jak wspólne jedzenie przy jednym wielkim stole, wśród rozmów, śmiechów, gwaru. Wszystko smakuje wyśmienicie, bez względu na to czy to makaron z sosem z papierka, czy świeży łupacz kupiony prosto z islandzkiego kutra.

Kiedy na lotnisku w Keflaviku spotkałyśmy wytrawnych podróżników, którzy kolejny raz eksplorowali Islandię, z wielką przyjemnością obserwowałam jak z niedowierzaniem dopytywali: Ale serio? 10 kobiet, 10 dni i 2 600 km po Islandii?

Tak, serio. I wiecie co, to nie koniec. :)

Wypatrujcie naszej książki. I trzymajcie kciuki! Plany na kolejne wyprawy już są.

***

O AUTORCE

Joanna Rek-Faber – Ambasadorka programu Sukces TO JA, od lat związana z edukacją. Swoją pracę opiera na pozytywnej motywacji i wartościowej relacji. Dziś łączy nauczanie, prowadzenie własnej działalności i pracę coachingowo-mentoringową. Wspiera kobiety na ich drodze do pełnego, spełnionego i szczęśliwego życia. Jest certyfikowanym trenerem metody Points of You®, prowadzi warsztaty i spotkania dla kobiet w Łodzi. Prywatnie kobieta szczęśliwa, mama Alicji i Gucia, miłośniczka książek, ruchu i herbaty.

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

[newsletter_form type="minimal"]

NEWSLETTER

Potrzebujesz jeszcze więcej motywacji, inspiracji i wiedzy?

Bądź na bieżąco i zapisz się do naszego newslettera!





Podanie przez Ciebie powyższych danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z Newslettera.
Zapisując się wyrażasz zgodę na przesyłanie przez nas informacji o tematyce motywacyjnej, rozwoju osobistego, nowościach w serwisie oraz informacji handlowych.
Administratorem danych osobowych jest Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką z siedzibą w Warszawie (00-012) przy ul. Podchorążych 75/77 lok. 2.
Zapoznaj się z naszą Polityką Prywatności, z której dowiesz się, jak chronimy Twoje dane.

Na tej stronie wykorzystujemy cookies. Uzyskujemy do nich dostęp w celach analitycznych oraz w celu zapewnienia prawidłowego działania strony. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody, możesz zmienić ustawienia w swojej przeglądarce. Zobacz więcej w Polityce Prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close