Iwona Kulwicka, autorka książki

Miłość na Tinderze. Fakt czy mit?

Twierdzi, że nie jest spełniona, bo to by oznaczało, że nie oczekuje już niczego od życia ponad to, co przeżyła i co posiada teraz. Iwona Kulwicka w swojej nowej książce opowiada o czterech miesiącach swojego życia, w których była w stanie głębokiego zakochania. Nigdy nie przypuszczała, że w jej wieku uczucie to będzie pełne namiętności, pasji i oddania. Jak to wszystko się zaczęło? Przeczytaj fragment książki „Miłość po 40. Jak się zakochać na Tinderze? Książka dla kobiet, które nie wierzą w miłość”.

Marzec

Godzina 7:15 – właśnie dowiedziałam się, że to już koniec mojego dwudziestoczteroletniego związku. Słowa, które usłyszałam, wbiły mnie w kuchenne krzesło na kilka minut.

Co robię w tej sytuacji?

Obrażam się na niego i wyzywam go od drani czy planuję słodką zemstę, aby wziąć odwet?

Nie! Nic z tych rzeczy!

Przez moją głowę przemknęła myśl, aby ze sobą skończyć…

Na szczęście Wszechświat czuwa nade mną i przed próbą samobójczą ratuje mnie telefon od przyjaciela Marka.

Dlaczego mam dosyć życia?

Ta długa, toksyczna relacja, w której tańczyliśmy jak dwójka uzależnionych od siebie szaleńców, doprowadziła mnie do momentu, gdy zdałam sobie sprawę, że bez tego mężczyzny:

Jestem nikim – nic nie mam – nic nie znaczę – jestem zerem…

Kilka miesięcy później

Pakuję się! To nie lada wyzwanie zmieścić wszystko w dziesięciokilogramową kabinówkę. Ha, ha.

„Wszystko?” – zapytasz.

No właśnie – cóż to jest to „wszystko”, gdy twoja podróż ma trwać zaledwie weekend? To oczywiście zależy od tego, gdzie i do kogo jedziesz. Hi, hi.

Biorę czarne, aksamitne szpilki, ulubioną kremową sukienkę z bufiastymi rękawami, dżinsy, kurtkę i sportowe buty.

„Dokąd jedziesz?” – pytasz.

Jestem pewna, że gdy do mojego ekwipunku dodam jeszcze atłasową piżamkę, koronkową bieliznę i pończochy, to mój cel podróży stanie się dla ciebie nad wyraz jasny.

Dzisiaj wskakuję do łóżka wyjątkowo szybko.

Po co? Żeby się wyspać przed podróżą?

Nie, bardziej żeby ukoić nerwy, zasnąć i nie myśleć o tym, co będzie jutro. Nadal nie czuję się zdrowa. Bolą mnie stawy i jeszcze ten stan podgorączkowy. No nie, tego już za wiele! Tyle czasu czekałam na ten wyjazd, a teraz miałabym z tego zrezygnować? Pakuję w siebie kilkanaście witamin C, piję wodę z czosnkiem, imbirem i cytryną i nie dopuszczam innej opcji niż ta, że jutro o 12:20 będę w samolocie do Bolonii. Żadna pandemia COVID mnie nie powstrzyma!

Czego się nie robi z zakochania?

Potrafię wiele, ale nadal jeszcze nie znam swoich granic. Polubiłam już ten stan, bo budzi we mnie kreatywność, wrażliwość i ciekawość kolejnych emocji, które będzie mi dane przeżyć.

Jest północ, a moje oczy, jak dwa księżyce w pełni, wpatrują się w pięknie oświetlony Pałac Kultury, który widzę z okna sypialni. Przewracam się z boku na bok, marząc o tym, co będzie jutro. Mijają kolejne kwadranse.

Muszę to przerwać i przestać myśleć – decyduję. Włączam relaksacyjną muzykę Karen Drucker i po chwili, jak piękny biały obłok, nadchodzi upragniony sen.

Podczas porannej toalety odwiedza mnie mój stary znajomy. Strach, który kiedyś był moim współlokatorem, teraz jedynie u mnie pomieszkuje. Ciekawe jest to, z jaką precyzją i wyczuciem wybiera momenty na swoje wizyty. Doskonale mnie zna i wie, kiedy jestem najbardziej wrażliwa na jego sugestie. Rozsiada się wówczas w mojej głowie jak w wygodnym fotelu na biegunach, zakłada nogę na nogę, splata swoje ręce i z szyderczym uśmieszkiem pyta:

„Po co ci ten wyjazd?”

„Czy na pewno on przyjedzie po ciebie na lotnisko?”

„Czego oczekujesz od faceta, którego tak krótko znasz?”

„Nie boisz się?!”

Tak! Boję się!

„Czego?”

Rozczarowania. Dwa miesiące w oczekiwaniu na spotkanie z ukochanym wykreowało we mnie wiele wyobrażeń, a z nimi intensywne emocje.

Co zrobię, jeśli idealny Fulvio jest tylko wytworem mojej wyobraźni?

Jak zareaguję, gdy okaże się, że go sobie wyidealizowałam?

Decyduję się jednak nie wdawać w dołującą konwersację i – aby pokonać strach – używam odwagi. Odwagi, którą dostałam od swojego rodu. Od mojego taty, który nigdy się nie poddawał, i od babć, które były prawdziwymi siłaczkami. Zaufanie do życia, które powoli odzyskuję, pozwala mi nabrać dystansu i postrzegać swój lęk jako irracjonalne echo przeszłości.

Na lotnisku jestem już o 10:00. Kupuję wodę i kanapkę. Siadam na jednym z wolnych krzeseł i piszę. Po chwili miejsca za moimi plecami zajmują dwie kobiety. Nie wiem jeszcze, jak wyglądają, ale słyszę dokładnie każde ich słowo.

Dwie koleżanki jadą na wakacje do Florencji. Jedna bardzo nieszczęśliwa. Właśnie teraz, po związku trwającym trzy lata, porzucił ją partner. Nie może się z tego otrząsnąć.

Pyta samą siebie: Jak on mógł mi to zrobić?

Rozstanie jest tym boleśniejsze, że jej chłopak odszedł do innej kobiety – do swojej szkolnej koleżanki. Żal i pretensje wylewają się z każdego wypowiedzianego przez nią słowa.

– Czy ty wiesz, co on mi powiedział? Ja tyle dla niego zrobiłam! Dopasowałam do niego całe swoje życie! Nawet z dziećmi spotykałam się tylko wtedy, gdy on miał jakieś inne zajęcia. O wszystkich swoich planach informowałam go z dużym wyprzedzeniem, aby nie miał do mnie pretensji, że mi na nim nie zależy i że skazuję go na samotność. A on mnie po prostu nie szanował i był ciągle o wszystko zazdrosny. A ja tak się starałam! A ja tak go kochałam i nadal kocham! Nie widzę sensu życia bez niego! On zawsze był! Miałam z kim jeździć na wakacje i chodzić do kina. Nie byłam sama! A teraz?! Zobacz! Kto mnie teraz zechce?! Było mi z nim tak dobrze! Tak za nim tęsknię!

Przyjaciółka próbuje ją pocieszyć i obiecuje wsparcie.

– Będziesz ze mną jeździć na wycieczki – obiecuje. – Zobaczysz, zajmiesz się czymś i zapomnisz. Musisz tylko koniecznie się czymś zająć.

Opowiada o swoim obecnym związku z mężczyzną, którego nie kocha, ale bardzo lubi. Zachęca nieszczęśliwą koleżankę, aby porzuciła swoje potrzeby, mówiąc:

– Moja droga, ja bardzo często rozmawiam z moim chłopakiem, Waldkiem, o miłości i zakochaniu. Jestem taką samą romantyczką jak Ty i marzę o tym, aby kochać i czuć się kochaną. Ciągle jest we mnie ta tęsknota za czymś ekscytującym, za tymi motylami w brzuchu i tą cudowną energią, która temu towarzyszy, ale z biegiem czasu sama zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy Waldek nie ma racji… On uważa, że po pięćdziesiątce nie mamy już szans na zakochanie i miłość. Jego zdaniem w tym wieku powinniśmy się zadowolić co najwyżej przyjaźnią. Zakochanie i miłość są dla młodych, nie dla nas. Powtarza mi, że czym szybciej się z tym pogodzę, tym mniej będę cierpiała. Jego zdaniem miejsce zakochania i miłości powinny zająć szacunek i zaufanie. Pyta mnie:

  • Po co ta cała reszta?
  • Po co te uniesienia i ta euforia?
  • Komu to jest potrzebne?
  • To tylko sprawia ból!
  • Nie lepiej jest sobie spokojnie i stabilnie żyć?

W tym momencie przypomniałam sobie słowa Jacka Walkiewicza, autora książki Pełna moc możliwości:

„A Sztaudynger nawet pisał: Stabilizacja motylka to szpilka. Dlatego jeżeli ktoś – niezależnie od tego, ile ma lat – postawi sobie taki cel (ustabilizować siebie czy firmę), to jest to droga donikąd. To jest pułapka, proszę o tym pamiętać. Rozwijamy się i zdobywamy doświadczenie wtedy, gdy wychodzimy poza strefę komfortu… Człowiek może doświadczyć czegoś nowego, tylko wchodząc w coś nowego…”[1].

Przekonania Waldka mnie zasmuciły. Przypomniałam sobie siebie sprzed dwudziestu lat, gdy na swoich trzydziestych czwartych urodzinach oznajmiłam gościom, że już nigdy więcej nie chcę się zakochać. Dokładnie pamiętam, jakie emocje mi wtedy towarzyszyły. Byłam zła, rozczarowana i nieszczęśliwa.

Pytałam: „Co jest przyjemnego w zakochaniu?”.

I odpowiadałam: „To przecież samo cierpienie. Wolę żyć spokojnie bez niepotrzebnych uniesień i stresu”.

Do dzisiaj dźwięczą mi w uszach moje ostre i zimne słowa, kierowane lękiem przed odczuwaniem nie zawsze łatwych emocji.

Za moimi plecami nadal trwa rozmowa:

– Także nie martw się, proszę. Zostaw marzenia o miłości na boku i poszukaj sobie kogoś, przy kim będziesz mogła się spokojnie zestarzeć.

Nie wytrzymałam!

Odwróciłam lekko głowę, spojrzałam przez ramię i powiedziałam:

– Przepraszam, drogie panie, ale chciałabym tylko powiedzieć, że ja się z tym nie zgadzam. Wybaczcie, że się wtrącam, ale nie sposób było nie słyszeć waszej rozmowy, a słowa, które usłyszałam, poruszyły we mnie tyle emocji, że musiałam na nie zareagować. Nie będę zanudzać i powiem tylko, że zakochanie po pięćdziesiątce jest możliwe i jest piękne. Nie jest łatwe, ale jest piękne. Za dwa dni kończę pięćdziesiąt cztery lata i właśnie lecę do swojego włoskiego kochanka do Bolonii.

Gdy skończyłam, twarze kobiet rozpromieniały. Ich oczy napełniły się blaskiem, policzki nabrały lekko pąsowego koloru, a na twarzach pojawił się cudowny, radosny uśmiech. Wyglądały tak, jakby odnalazły sens istnienia, jakby otrzymały wiadomość, że właśnie są w sprzedaży bilety na drugie życie.

Już wtedy było oczywiste, że nasza rozmowa nie skończy się szybko. Gdy dostrzegasz światełko w ciemnym tunelu, chcesz iść dalej i dalej. Od razu przeszłyśmy na ty, a energia płynąca między nami sprawiała, że pozostali pasażerowie byli pewni, że jesteśmy wspólnie podróżującymi przyjaciółkami.

– Gdzie poznałaś swojego Włocha? – zapytała Magda.

– Na Tinderze.

– O, nie. Ja też szukałam, ale albo mi się nie podobają, albo boję się, że ja im się nie spodobam. A poza tym, skąd mogę wiedzieć, czy to będzie facet dla mnie, gdy widzę tylko jego zdjęcia?

– No tak. Nie będziesz wiedziała, dopóki się nie spotkacie. Pamiętaj jednak, że nawet jak ci się nie spodoba na pierwszej randce, to nie musisz już iść na drugą. On to zrozumie. Możesz się wycofać nawet po czterech randkach. Ludzie wycofują się ze związków po przeżytych wspólnie trzydziestu latach i to też nie jest złe. Oczywiście nie jest to przyjemne, ale mają do tego prawo. To indywidualna decyzja każdego z nas i inni powinni ją uszanować, bez względu na to, jakie emocje to w nich wywołuje. Pamiętaj, proszę, to twój wybór. Ważne jest to, abyś dała sobie szansę na taką randkę.

Magda lekko przesunęła ręką po czole, odgarnęła krótko przystrzyżoną grzywkę i uśmiechnęła się z niedowierzaniem.

– I to działa?

– Tak, to działa. Uwierz mi, bo sama jestem tego najlepszym przykładem. Fulvio poznałam tuż po moim rozstaniu z innym Włochem. Jego obecność w moim życiu jest dla mnie wielką niespodzianką i cudnym prezentem. Ja też nie podejrzewałam, że będę mogła oszaleć z zakochania. Pojawił się i został. Zobaczcie, jakie to niesamowite. Spotykasz mężczyznę z Tindera, spędzasz z nim zaledwie dwie randki, wracasz do swojego kraju i chociaż wszystko wskazywałoby na to, że to będzie koniec krótkiego romansu, mijają dwa miesiące, a my nadal jesteśmy razem.

– To niesamowite – powiedziała Magda.

– Randki dadzą ci dystans do tego, co się stało, i pokażą, że na tym świecie jest wielu fajnych facetów. Dostrzeżesz, że masz w sobie coś, co przyciąga także innych mężczyzn. Będziesz miała motywację, aby zadbać o siebie, podszkolisz swój angielski i zapełnisz pustkę po rozstaniu. I nie myśl o mężczyźnie, z którym się umawiasz, jako o kandydacie na męża. Bądź bardziej wyluzowana. Może znajdziesz w nim coś, co pozwoli wam fajnie spędzać wolny czas, może odkryjecie wspólną pasję do fotografowania lub gotowania i nawet jak nie zaiskrzy między wami, to zostaniecie przyjaciółmi. Ukochanego możesz przecież znaleźć na innej randce.

– Jak miło w tak niecodziennych okolicznościach spotkać tak cudowną kobietę – skomentowała Beata. – Dałaś nam nadzieję na to, że życie może być piękne i po czterdziestce, i po pięćdziesiątce, i później. Jestem za to bardzo wdzięczna. To prawdziwy dar spotkać tak pozytywną i szczerą kobietę jak ty. Jeszcze raz bardzo dziękuję.

Magda dodała:

– Dzisiaj doznałam prawdziwego objawienia. Pokazałaś mi, że jest jeszcze szansa na coś, na co już dawno straciłam nadzieję. Na miłość.

Nasza rozmowa trwała ponad dwie godziny. Po przylocie do Bolonii spojrzałyśmy sobie porozumiewawczo w oczy, przytuliłyśmy się i nasze drogi się rozeszły.

Lekcja, którą odebrałam:

Warto rozmawiać, bo nigdy nie wiesz, kiedy możesz stać się inspiracją dla innych.

A jaka lekcję Ty odebrałaś?
Co zabierasz z tego dla siebie?

Okładka książki Miłość po 40 autorstwa Iwony Kulwickiej

O autorce:

Iwona Kulwicka – pisarka własnego życia, coach, przedsiębiorczyni wprowadzająca porządki w biznesie i w życiu prywatnym, szczęśliwa matka, kobieta, która zakochuje się w sobie i w życiu. Aktywnie wspiera kobiety i ich działania w biznesie.

Przypisy:

[1] Jacek Walkiewicz, Pełna moc możliwości, Helion, Gliwice 2015, s. 10.

Zarejestruj się aby otrzymać newsletter

 

Na tej stronie wykorzystujemy cookies. Uzyskujemy do nich dostęp w celach analitycznych oraz w celu zapewnienia prawidłowego działania strony. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody, możesz zmienić ustawienia w swojej przeglądarce. Zobacz więcej w Polityce Prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close