Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Na miejscu zbrodni

Na miejscu zbrodni

Prof. Monika Całkiewicz przez lata jako prokurator badała miejsca zbrodni. Teraz wspólnie z Iwoną Schymallą przygotowała książkę popularyzującą wiedzę prawniczą, “Zbrodnia prawie doskonała”.

Nie pamiętam, czy pierwszy był Sherlock Holmes czy Hercules Poirot – na pewno od jednego z tych słynnych literackich detektywów zaczęła się moja fascynacja powieściami kryminalnymi. Potem były podobierane rodzicom z półki książki z serii z kluczykiem i z jamnikiem. Dziś sięgam po wszystko, co zostało wydane w tym gatunku od Skandynawii, przez Wielką Brytanię aż po Izrael. Dlatego oczy zaświeciły mi się, gdy tylko dowiedziałam się o książce „Zbrodnia prawie doskonała” (PWN) – rozmowie Iwony Schymalli z prof. Moniką Całkiewicz, ekspertką w dziedzinie kryminalistyki, medycyny sądowej, psychologii sądowej oraz postępowania karnego. Prof. Całkiewicz od lat bada motywy sprawców zabójstw i ich sposób działania. Ponadto skupia się na opracowaniu nowych metod badania ciał ofiar i miejsc zbrodni, które mają ułatwić pracę śledczych. Swoją karierę zaczynała jako prokurator, obecnie wykłada na Akademii Leona Koźmińskiego.

Czym prędzej więc skorzystałam z przywileju zadawania pytań. Z prof. Moniką Całkiewicz rozmawiam o fascynacji złem, o tym, czy czytanie o zbrodni może relaksować, o tym, czy można zabić z nudów, o motywach sprawcy, o wyłączaniu emocji i o tym, jak ważne jest popularyzowanie wiedzy na temat prawa.

Dagny Kurdwanowska: Na polskich listach bestsellerów od kilku lat o podium walczą ze sobą powieści kryminalne, thrillery i romanse. Wygląda na to, że zbrodnia i namiętność to coś, co nas niezmiennie pociąga. Dlaczego tak ekscytujemy się właśnie kryminałami?

Prof. Monika Całkiewicz: Można to wytłumaczyć na kilka sposobów. Przestępstwo jest swego rodzaju tabu, przełamaniem zakazów, moralnych i prawnych. Nie każdy jest w stanie te granice – moralne i prawne – przekroczyć, szczególnie w odniesieniu do takich zbrodni, jak zabójstwo. Ale fascynuje nas czytanie o takich ludziach, którzy zabili, którzy są źli. Zło jest krzykliwe, zatem przyciąga uwagę. Są też teorie kryminologiczne mówiące o tym, że czytanie o przemocy, oglądanie filmów kryminalnych dodaje adrenaliny, zaspokaja potrzebę urozmaicenia życia, zastępuje własne zachowania agresywne. To chyba trochę jak w przypadku romansów – czytamy je marząc, że to my przeżywamy wspaniałe miłosne uniesienia, zdradzamy, zaspokajamy potrzeby erotyczne, które uważamy za zboczenia. W realnym życiu część czytelniczek romansów nie chciałaby albo nie umiała swoich fantazji zrealizować. Czyli mamy coś, co nasze potrzeby jakoś zaspokaja, może substytuuje.
No i wreszcie dla niektórych czytelników kryminały to okazja do ćwiczeń intelektualnych. Miło jest rozwiązywać zagadkę kryminalną, łączyć fakty, mieć satysfakcję, że udało się prawidłowo wytypować zabójcę.
Warto pamiętać, że popularność opowieści kryminalnych nie jest nowym zjawiskiem. Arthur Conan Doyle, po uśmierceniu Sherlocka Holmesa, został zmuszony przez miłośników przygód genialnego detektywa do wskrzeszenia go, chociaż podobno miał dość wymyślonego przez siebie bohatera. Pierwsze pitawale, czyli opisy głośnych procesów sądowych, były publikowane już w pierwszej połowie XVIII wieku. Ludzie chcieli czytać o zbrodni i zbrodniarzu. Zaryzykuję stwierdzenie, że to naturalne.

Z różnych danych wynika, że w przeważającej części czytelnikami i jednych, i drugich książek są kobiety. Michał Fajbusiewicz wspominał ostatnio w audycji radiowej, że ponad 60% widzów programu 997 to były kobiety. Skąd u kobiet taka fascynacja złem i zbrodnią?

Wchodzimy w sferę stereotypów. Kobieta ma być łagodna, ciepła, opiekować się rodziną, być wrażliwa na potrzeby innych. Mężczyzna ma testosteron, więc ma prawo uderzyć ręką w stół, a nawet od czasu do czasu wdać się w bójkę. Tylko że dzisiaj tradycyjny podział ról odszedł do lamusa. Kobiety nie tylko rodzą dzieci, ale też kształcą się, pracują zawodowo, ba – są czasami głównymi żywicielkami rodzin. Są coraz bardziej niezależne. Dlaczego nie miałyby się interesować zbrodnią? Tylko dlatego, że to nie pasuje do tradycyjnie pojętej kobiecości? Często zadaje mi się pytanie, dlaczego zostałam prokuratorem, dlaczego moja specjalizacja jako prawnika to szeroko pojęte prawo karne. W czasach, kiedy pracowałam w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Mokotów, było nas – prokuratorek – kilkadziesiąt. Mężczyzn było czterech, z czego dwóch szefów. W moim dziale było pięć kobiet. Byłyśmy (moim zdaniem) bardzo profesjonalne. Nie było nigdy problemu z dokonaniem oględzin zwłok, z obecnością w czasie sekcji w Zakładzie Medycyny Sądowej. Kobiety są silne psychicznie, czasami myślę, że nawet bardziej niż mężczyźni. I mają potrzeby takie same, jak mężczyźni.

A co zatem z kobietami, które popełniają zbrodnie? Czy to prawda, że robią to rzadziej niż mężczyźni, ale potrafią być bardziej okrutne?

Rzeczywiście kobiety zabijają zdecydowanie rzadziej. Ale to kolejny stereotyp, że są bardziej okrutne. Moim zdaniem potrafią być oczywiście okrutne, ale co do zasady zabijają tak samo, jak mężczyźni – czasem targane emocjami, czasem z wyrachowania, czasem jest to jeden cios nożem, czasem dręczenie ofiary przez kilka godzin. Ale faktem jest, że przestępczość wśród kobiet wzrasta.

Czytając Pani książkę „Zbrodnia prawie doskonała”, miałam też pod ręką zbiór reportaży Justyny Kopińskiej „Polska odwraca oczy”. Książkę Kopińskiej otwiera reportaż o żonie Mariusza Trynkiewicza. Jego bohaterka opowiada o fascynacji Trynkiewiczem. Jest wiele przykładów kobiet, które piszą do sprawców gwałtów, morderstw, zostają ich żonami, kochankami. Skąd bierze się ta fascynacja?

Nie sposób udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W jakiejś części może chodzić o fascynację złem, ale moim zdaniem najczęściej są to kobiety, które zostały zmanipulowane. One szczerze wierzą, że ci mężczyźni zostali niewinnie oskarżeni albo rzeczywiście dokonali zarzucanych im czynów, ale są usprawiedliwieni, bo mieli ciężkie dzieciństwo, bo są chorzy, bo ktoś im kazał. Nierzadko dla takich kobiet sensem życia zaczyna być walka o odzyskanie dobrego imienia zabójcy. One potrzebują takiej szczytnej idei, żeby się realizować, żeby czuć się potrzebnymi. A w części przypadków to kobiety, które szukają nietuzinkowego partnera. A zabójcy, szczególnie seryjni, są swego rodzaju celebrytami. Piszą książki, udzielają wywiadów, ich nazwiska są rozpoznawalne, czasami ich sława przekracza granice kraju, w którym działają. Chyba każdy zna takie nazwiska, jak Ted Bundy czy Richard Kuklinski.

Czyta Pani czasem kryminały?

Jestem namiętną czytelniczką kryminałów. Niestety mam coraz mniej czasu na czytanie, szczególnie beletrystyki, ale w ciągu roku kupuję (a czasami też dostaję) kilkanaście książek kryminalnych. Zabieram ze sobą część z nich na moje dwutygodniowe wakacje i tam pożeram. Może to brzmi fatalnie, ale czytanie o zbrodni, która powstała w głowie autora, po prostu mnie relaksuje. Jeśli jeszcze książka jest dobrze napisana, intelektualnie wymagająca, to niewiele więcej potrzeba mi do szczęścia.

Były inspiracją przy szukaniu tytułu Pani książki? Czym jest zbrodnia prawie doskonała?

Szczerze mówiąc propozycja tytułu padła ze strony wydawnictwa, jak go nie wymyśliłam. Myślę, że pani redaktor odpowiedzialna za tę publikację zwróciła szczególną uwagę na ten fragment książki, w którym walczę z mitem zbrodni doskonałej i genialnego zabójcy. Nie znam sposobu popełnienia przestępstwa w taki sposób, żeby zabezpieczyć się przed pozostawieniem śladów, a tylko wtedy zbrodnia jest doskonała. Doskonała – czyli taka, której sprawca jest niemożliwy do wykrycia. Nie zmienia to faktu, że oczywiście części zabójców udaje się ujść sprawiedliwości.

Nie ma zbrodni doskonałej, ale nie zawsze udaje się ująć sprawcę – dlaczego?

Czasami policja działa nieprofesjonalnie, nieudolnie, czasami sprawca ma po prostu szczęście. Albo jest na tyle dobrze przygotowany do popełnienia przestępstwa, że pojedynek z policją wygrywa. Zostawia mało śladów, potrafi część z nich zniszczyć, skutecznie sugeruje śledczym zupełnie inny motyw zabójstwa niż ten, który rzeczywiście mu przyświecał, a motyw to zawsze wspaniały łącznik ze sprawcą. Bo zabijamy najczęściej z konkretnego powodu. Czasami sprawca na tyle jest przygotowany do popełnienia zbrodni, że jest w stanie przekonać policję, że wcale nie doszło do zabójstwa, ale na przykład do samobójstwa albo nieszczęśliwego wypadku, bo ofiara zachowywała się nieostrożnie, a zatem nikomu nie można przypisać odpowiedzialności. Takie zabiegi bywają skuteczne. Trzeba pamiętać, że dzisiaj potencjalny sprawca może dobrze przygotować się do popełnienia przestępstwa. Kiedyś, w PRL-u, część materiałów naukowych i o charakterze praktycznym publikowana była z klauzulą „do użytku wewnętrznego”. Oznaczało to, że korzystać z nich mogli właściwie tylko milicjanci. Dzisiaj w pierwszej lepszej księgarni można zaopatrzyć się w publikacje, które ukazują pracę policji. To daje know – how.

Niech padnie zatem to pytanie: dlaczego została Pani prokuratorem?

Ja w ogóle nie chciałam być praktykiem. Marzyłam o pracy na uniwersytecie, o prowadzeniu badań naukowych, pisaniu książek, a przede wszystkim o uczeniu studentów. Do dziś uwielbiam uczyć i uważam się za dobrego dydaktyka. Kiedy dostałam się na studia doktoranckie, mój mentor, prof. Tadeusz Tomaszewski, powiedział: „Pani Moniko, to teraz trzeba pomyśleć o aplikacji. Bo inaczej się uczy studentów i robi badania, kiedy ma się wiedzę z podręczników, a inaczej, kiedy jest się praktykiem.” Gdyby nie te dwa zdania, nie myślałabym w ogóle o aplikacji. Profesor nie narzucał mi konkretnej aplikacji. Ale wybór był tylko jeden: bo na aplikacji prokuratorskiej było najwięcej prawa karnego. A ja już wówczas miałam bardzo sprecyzowane zainteresowania. I jeszcze jedno – wierzyłam, że jako prokurator będę zawsze stała po stronie sprawiedliwości. Będę działała w interesie społecznym, będę niezależna, będę mogła wnosić o uniewinnienie oskarżonego albo żądać surowej kary, jeśli oskarżony na to zasługuje. Byłam prawdziwą idealistką.

Pamiętam rozmowę z pewnym psychologiem, który wyjaśniał mi, że w czytaniu powieści kryminalnych nie chodzi tylko o rozrywkę, ale także o dwa inne, dużo ważniejsze aspekty – po pierwsze, oswojenie czegoś, co nas przeraża, a po drugie, poczucie bezpieczeństwa, bo sprawca zawsze zostaje ujawniony i ukarany. Poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość, że to zło, które związane jest zbrodnią, podlega jakiejś kontroli, jest ważne w Pani pracy?

Proszę pamiętać, że ja od kilku lat jestem radcą prawnym a nie prokuratorem. Prawdopodobnie z czasem dojrzałam do tego, żeby zrozumieć, że w gruncie rzeczy miałam zbyt mało niezależności w prokuraturze. I że każdy zbrodniarz ma prawo do obrony. Wykonywanie zawodu radcy prawnego albo adwokata w sprawach karnych wymaga dojrzałości. Teraz stoję czasem po stronie pokrzywdzonego, a czasem po stronie oskarżonego. W każdym przypadku muszę działać tylko i wyłącznie na korzyść swojego mocodawcy – oczywiście w granicach prawa i etyki zawodowej. A naprawdę zdarzają się sprawy, w których ktoś jest niewinnie oskarżony. Szkoda, że tak mało się o tym mówi. Czy wie Pani, że wniosek o uniewinnienie, wygłaszany w czasie tak zwanych mów końcowych, wymagał w czasie, kiedy byłam prokuratorem, akceptacji szefa prokuratury? Zdarzało się, że musiałam wnosić o skazanie, chociaż w moim przekonaniu brak było dostatecznych dowodów winy oskarżonego. Wbrew własnym przekonaniom. Dzisiaj w niebieskim żabocie jest mi znacznie lepiej, chociaż bardzo brakuje mi niektórych aspektów pracy prokuratora, na przykład oględzin.

Co zrobić, kiedy pojawiają się trudne emocje? Kiedy jedzie się do zamordowanego dziecka, na miejsce szczególnie okrutnej zbrodni? Jak sobie z tym poradzić?

Nie wiem. To chyba indywidualna sprawa każdego prokuratora. Ja po prostu zawsze umiałam wyłączać w sobie różne guziki. Potrafiłam wyłączyć guzik „jestem zbyt wrażliwa, by sobie z tym poradzić”. Zostawał włączony guzik „jestem profesjonalistką i ode mnie zależy, czy ta czynność będzie wykonana prawidłowo”.

Czy w tej pracy można sobie pozwolić na wyłączenie emocji? A może ważniejsza jest zdolność panowania nad emocjami?

Nie znam sposobu na całkowite wyłączenie emocji. Chyba zresztą nie o to chodzi. Emocje powinny towarzyszyć człowiekowi w każdej sytuacji, a jeśli ich nie odczuwa, to moim zdaniem ma poważne zaburzenia osobowości. Chodzi raczej o to, żeby emocje nie górowały nad intelektem.

W książce mówi pani, że „ludzie wykonujący zawody prawnicze powinni szczególnie dbać o swoje głębokie człowieczeństwo”. Co to znaczy?

„Bo kto nie był człowiekiem ni razu, temu człowiek nic nie pomoże”… Trzeba umieć zrozumieć innego: pokrzywdzonego, który czasem jest zbyt wymagający, nienawidzi prokuratora i swojego pełnomocnika za to, że kara nie może być surowsza, oskarżonego, który może bardzo żałuje tego, co zrobił, ale zrobił coś przerażającego w swym okrucieństwie. Każdy z nich jest targany emocjami, przeżywa przestępstwo na swój sposób, bywa niezmiernie trudny w kontakcie. Ale przede wszystkim chodziło mi o to, że prawnikami powinni być prawdziwi humaniści i głęboko etyczni ludzie. Im jestem starsza, im więcej widziałam, tym większą wagę przywiązuję do etycznego działania.

Kiedy pojawiają się te medialne zbrodnie, jak ostatnio morderstwo nauczycielki na Woli czy sprawa „Mamy Madzi” większość ludzi od razu pyta – dlaczego? Dlaczego doszło do tej zbrodni. Czujemy niepokój, jeśli nie znamy motywów sprawcy. A jak ważne dla prokuratora jest poznanie motywów, które kierowały sprawcą?

Już o tym wspominałam, że motyw prowadzi do sprawcy, szczególnie w przypadku zabójstw. Na ogół nie zabija się z nudów, tylko z zemsty, nienawiści, gniewu, dla pieniędzy… Motyw dla prawnika – karnisty ma też znaczenie przy kwalifikacji prawnej (zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie jest karane surowiej, niż zwykłe zabójstwo), przy wymiarze kary, przy ocenie stopnia społecznej szkodliwości czynu.

Po tylu latach pracy jest Pani w stanie powiedzieć, dlaczego ludzie zabijają? Dlaczego spokojny do tej pory człowiek bierze nóż i dźga sąsiada, z którym pił wódkę, albo młody chłopak postanawia zamordować dziewczynę, która go odrzuciła? W którym momencie przekracza się granicę, kiedy z myślenia o dokonaniu przestępstwa przechodzi się w fazę czynu?

Możemy rozmawiać o tym godzinami, a i tak nie wyczerpiemy tematu. Moim zdaniem nie każdy człowiek jest zdolny do tego, żeby pozbawić kogoś życia. Tak jak nie każdy jest w stanie popełnić samobójstwo. W praktyce w Polsce najczęściej do zabójstw dochodzi pod wpływem alkoholu, kiedy zabójca po prostu nie jest w stanie zapanować nad emocjami. Nierzadko sprawca po wytrzeźwieniu sam dzwoni na policję i przyznaje się do zabójstwa. Chce być ukarany. Do rzadkości należą zabójstwa z zimną krwią. Na szczęście, bo te są najtrudniejsze do wykrycia.

Jaka była Pani najtrudniejsza sprawa?

Najtrudniejsze sprawy dla mnie to były i są te, w których jako pokrzywdzony występuje dziecko. Nie potrafię zrozumieć, jak człowiek może skrzywdzić niewinną i tak bezbronną istotę.

Pani książka, poza tym, że jest pasjonującą lekturą, ma także walor edukacyjny. Z czym chciałaby Pani, żeby czytelnik został po jej przeczytaniu?

Chciałabym popularyzować wiedzę o prawie. Jeżeli po przeczytaniu mojej książki człowiek nie będący prawnikiem będzie wiedział, że czasem warto skorzystać z pomocy prawnika, mój cel został osiągnięty. Zbyt często widziałam przegrane procesy, które można było wygrać. Przegrano je dlatego, że ktoś zaufał swoim umiejętnościom, radom znajomych i członków rodziny, wiedzy zdobytej w internecie, a szkoda mu było pieniędzy na pełnomocnika czy obrońcę. Każdy z Polaków jest wszak trochę lekarzem i trochę prawnikiem. I uważa, że pomoc prawna jest droga, a to tylko stereotyp. Kolejny, o którym mówimy w tak krótkim wywiadzie.

zbrodnia

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij