Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Jak oszukują naśladowcy marek?

Jak oszukują naśladowcy marek?

Silna marka potrafi stworzyć silną relację z klientem. Naśladowcy, chcąc iść na skróty, oferują swój produkt w podobnym opakowaniu. Czy dajemy się nabrać? Zbadali to naukowcy z SWPS.

Wyraziste logo, charakterystyczny kształt opakowań, elementy graficzne, kolorystyka – po tym na pierwszy rzut oka poznajemy produkty ulubionych marek. Stają się naszymi ulubionymi markami nie tyle dzięki opakowaniom, co umiejętnej komunikacji marketingowej, która budzi w nas pozytywne skojarzenia, a to w połączeniu z dobra jakością samego produkty buduje nasze przywiązanie do marki, lojalność i więź. Dzięki niej z półki, na której stoi kilkanaście produktów, do koszyka włożymy właśnie ten jeden.

Stworzenie takiej więzi i lojalności trwa miesiącami, a w cały proces zaangażowani są specjaliści od marketingu, psychologii, graficy, sprzedażowcy i duże budżety. Są jednak firmy, które postanawiają iść na skróty – zamiast badań, analiz i inwestowania pieniędzy w ekspertów, skupiają się na zaprojektowaniu opakowań, które do złudzenia przypominają te znanych marek. Ich twórcy liczą na naszą nieuwagę, a same produkty kuszą często niższą ceną. To marki-naśladowcy lub „marki-duchy” – jak nazwał je Simon Smith, szef firmy Saucy Fish, która z naśladowcami swoich opakowań poszła do sądu.

Zjawisko marketingowego naśladownictwa pojawiło się na początku lat 90. wraz z rozwojem sieci supermarketów, które do oferty wprowadzały tańsze zamienniki znanych i markowych produktów. Producenci oryginałów choć zżymali się i wściekali, niewiele mogli zrobić – opakowania naśladujące oryginały były najczęściej na tyle sprytnie zaprojektowane, że w sądach odrzucano oskarżenie o kopiowanie lub plagiat. Proceder rozwijał się więc w najlepsze i dziś kwitnie.

Czy imitowanie liderów sprzedaży faktycznie jest skuteczne? Postanowił zbadać to zespół naukowców z Uniwersytetu SWPS pod kierownictwem prof. Andrzeja Falkowskiego, psychologa biznesu. Badacze postanowili zweryfikować, czy i w jaki sposób istnienie marek naśladujących wywołuje błędne skojarzenia i doprowadza do pomyłek konsumenckich. Do badania w oparciu o analizę eksperymentalną zniekształceń pamięciowych wykorzystano cztery rodzaje najczęściej kopiowanych towarów: napoje energetyczne, odplamiacze, mrożonki oraz przyprawy o uniwersalnym zastosowaniu.

We wszystkich kategoriach para produktów (oryginalny i naśladujący) porównana była pod kątem nazwy oraz wizerunku. Wnioski z badania są interesujące – największe figle w sklepach płata nasza pamięć. Tracą na tym liderzy, zyskują naśladowcy.

Okazuje się bowiem, że klienci narażeni są na błędy pamięci wywołane podobieństwem, np. do nazwy produktu, kształtu i koloru opakowania. Im większe podobieństwo pomiędzy produktem naśladującym i oryginalnym, tym większe prawdopodobieństwo dezorientacji klientów.

Ale nasza pamięć podatna jest na zniekształcenia, które dotyczą nie tylko towarów i ich opakowań, lecz również związanych z nimi doświadczeń. Z przeprowadzonych badań wynika, że istnienie na rynku marek naśladujących osłabia symbolikę i odbiór oryginału przez konsumentów, co w konsekwencji może doprowadzić do deprecjacji marki oryginalnej. – Producenci marek naśladujących stosują strategie marketingowe, które poprzez sposób prezentacji kreują, ale także zmieniają doświadczenia związane z danym towarem. Bazują na braku uwagi oraz mechanicznym zachowaniu klientów podczas zakupów – wyjaśnia prof. Falkowski.

Warto mieć świadomość, że tego typu naśladownictwo prowadzi do rozwoju zjawiska nieuczciwej konkurencji. – Tych sytuacji można uniknąć poprzez edukację konsumencką, która pozwala zrozumieć zasady rynkowe, kampanie informacyjne w mediach, gdzie na prostych przykładach pokazuje się psychologiczne mechanizmy sprzyjające popełnianiu błędom zakupowym. Jak w programie pt. „Ulica Sezamkowa”, gdzie na podstawie zachowań głównych postaci wyjaśniano podstawowe mechanizmy wprowadzające w błąd w sytuacjach zakupowych. Już od dzieciństwa należy uczyć się rozumieć zachowania rynkowe, także niekorzystne dla konsumenta – tłumaczy prof. Falkowski. – Naturalnie nabycie takiej wiedzy nie oznacza, że nie będziemy ulegać nieuczciwym praktykom na rynku konkurencyjnym, ale z pewnością nabyta wiedza pozwoli na świadomą refleksję tego, co dzieje się w naszych głowach, jak oglądamy towary na półce sklepowej. Dzięki temu, klienci wyrabiają sobie prawidłowe i bezpieczne nawyki podejmowania decyzji – dodaje.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij