Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Pomogli nam hejterzy

Pomogli nam hejterzy

fot. Łukasz Widziszowski

Stary człowiek jest zapomniany – mówi Jerzy Owsiak. O tym, dlaczego WOŚP gra także dla ludzi w podeszłym wieku opowiada w rozmowie z Dagny Kurdwanowską.

Przestarzały sprzęt, rozpadające się łóżka – jeszcze kilka lat temu większość oddziałów geriatrii była w opłakanym stanie. O ile w ogóle były, bo zdarzało się i tak, że na geriatrii nie stało ani jedno łóżko. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zaczęła grać dla osób w podeszłym wieku odpowiadając na prośby, które coraz częściej pojawiały się w listach, ale i z przekory – na przekór hejterom i tym, którzy uważali, że na potrzeby starych ludzi nie warto zbierać pieniędzy. Dagny Kurdwanowska rozmawia z Jerzym Owsiakiem o tym, dlaczego temat starszych ludzi jest w Polsce tak trudny, o budowaniu systemu profesjonalnej opieki i profilaktyki, o odbudowywaniu społecznej wrażliwości, a także o tym, ile udało się już dzięki zbiórkom WOŚP zmienić oraz o przywracaniu godności ludziom starszym.

Wywiad z Jerzym Owsiakiem rozpoczyna cykl tekstów o potrzebach i problemach osób starszych w Polsce.

Słyszałam taką opinię, że w Polsce da się zbierać pieniądze tylko na chore dzieci i zwierzęta, na starszych ludzi nie ma już sensu. A jednak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zdecydowała się zagrać na rzecz godnej opieki nad osobami w podeszłym wieku. Dlaczego?

Nigdy bym się nie podpisał pod taką opinią. Można powiedzieć, że postanowiliśmy zbierać właśnie na przekór ludziom, którzy tak myślą. Jeśli ktoś tak mówi, że nie ma sensu zbierać na starszych ludzi, to jest to brutalne i słabe, ale jest w tym jakiś procent prawdy – zbierając na dzieci raczej się odnosi sukces. Co roku też mnóstwo osób prosi, żebyśmy zbierali na zwierzaki. Solidaryzujemy się z tym tematem, ale jednak jest mnóstwo innych organizacji, które to robią. Dostajemy mnóstwo korespondencji od narodu. Ludzie proszą o różne rzeczy. Pojawiał się też w niej temat ludzi starszych – bardzo trudny, wręcz w naszym kraju beznadziejny. Zaczęliśmy o nim rozmawiać 5 lat temu i w końcu postanowiliśmy się z nim zmierzyć.

Co zdecydowało?

W Fundacji pracuje 30 osób. Raz w tygodniu mamy burzę mózgów, gdzie omawiamy wszystkie ważne sprawy z szefami działów. Kiedyś pojawił się temat chorób nieuleczalnych – jest ich niewiele i są to rzadkie przypadki. My zawsze zastanawiamy się, jak zająć się problemem, żeby przemawiał do szerokiej grupy ludzi. I na przykład problem mukowiscydozy udało się ruszyć, bo zajęliśmy się pulmonologią. Temat ludzi w podeszłym wieku powtarzał się w tej korespondencji do nas. Ludzie pisali, czy możemy pomóc albo wpaść na jakiś pomysł, co mamy robić, bo szpitale są niedofinansowane. Tragiczna sprawa – stary człowiek jest u nas zapomniany. Leczenie dla niego jest na samym końcu, pomijane przez wszystkich

Kto pisał te listy – lekarze, zwykli ludzie?

Głównie ludzie, którzy prowadzili ośrodki geriatryczne. Zaczęliśmy się nad tym pochylać. Są uniwersytety trzeciego wieku, które fajnie działają, aktywizują ludzi. Nawet moja teściowa w takim uczestniczy i bardzo to sobie chwali. Ale z drugiej strony jest świat szpitali, które są różnie wyposażone, gdzie na badania czeka się strasznie długo. Sami tego doświadczamy, bo choruje moja mama i widzimy, że jest totalny problem. Jeśli druga połówka jest na emeryturze, to ma czas się zajmować, opiekować chorą i starszą osobą. A co, jeśli mąż czy żona jeszcze pracują? Jeśli pracują też wszyscy inni członkowie rodziny?

Albo, gdy ktoś jest samotny.

Jeśli ktoś jest samotny, to już zupełny klops. To wszystko się nawarstwiło i podczas naszych dyskusji padł pomysł, żeby zacząć zbierać także na starszych ludzi. Ale ostatecznie pomogli nam hejterzy.

WOSP_Lukasz_Widziszowski_LCS_0792 fot. Łukasz Widziszowski

Źli ludzie pomogli?

W tym roku też źli ludzie pomogli nam niesamowicie, bo zadeklarowane sumy, które mamy w banku są już znacznie wyższe niż te, które były o tej samej porze w zeszłym roku. A kilka lat temu ci źli ludzie pomogli nam podjąć ostateczną decyzję w sprawie geriatrii. W negatywnych głosach, których nigdy nie brakowało przy okazji naszej działalności znaleźliśmy sposób na pozytywną dyskusję wokół tego, co robimy. Hejterzy używali wówczas takiego sformułowania – Na dzieci to każdy potrafi zebrać. A wtedy myśmy sobie powiedzieli – Tak? To zobaczymy i w tym roku będziemy zbierać też na dorosłych. To była taka kropla, która przelała czarę i podjęliśmy decyzję, że będziemy też zajmować się osobami starszymi. Kiedy już była decyzja, poprosiliśmy znajomych lekarzy, żeby nam dali kontakty do kolejnych lekarzy, a my zaczęliśmy pytać, na czym polega problem, o co w nim chodzi, czym by się można zająć. Zaczęliśmy drążyć sprawę i pojawiło się słowo „geriatria”. Termin, z którym wcześniej nie mieliśmy styczności. Okazało się, że ośrodków geriatrycznych jest w Polsce bardzo za mało. Większym problemem było jednak to, że były niedofinansowane. Tam był sprzęt, który się rozlatywał. Ze świecą w ręku można szukać – a my chyba nie znaleźliśmy – takiego, w którym byłoby nowe USG, nowy kardiomonitor, densytometr do mierzenia gęstości kości, pompy infuzyjne, nie mówiąc o sprzęcie absolutnie niezbędnym, czyli podnośnikach, dzięki którym można pacjenta przewieźć i wykąpać. Geriatria, nie mówiąc o ZOL-ach [ZOL – Zakład Opiekuńczo-Leczniczy – przyp. red.] to był zupełny spad.

WOSP_Lukasz_Widziszowski_2 fot. Łukasz Widziszowski

Niektórzy mówią jeszcze brutalniej – umieralnia.

ZOL-e były tymi umieralniami. Umieralnia to brzydkie słowo, ale ZOL-e były takimi przechowalniami. Geriatria to miejsce, do którego osoba starsza trafia na krótko, na dwa tygodnie, gdzie powinna zostać przebadana, a potem może wrócić do domu z zaleceniami.

Niedofinansowanie to jeden problem – co jeszcze?

W Warszawie nie było ani jednego łóżka na geriatrii. W tym wielkim mieście nie było geriatrii! Zapewniliśmy 32 łóżka, powstały dwa oddziały geriatryczne. Teraz będziemy wyposażać kolejny. Brakuje też lekarzy-geriatrów. Jest totalna załamka, jeśli chodzi o sposób leczenia starszych ludzi – bez przyglądania się temu, jak wyglądała dotychczasowa terapia. Starsi ludzi dostają petardę leków, a jeden lek nie współgra z drugim. Nikt tego nie kontroluje. Do tego dochodzi wielochorobowość. No i okazuje się, że nikt nie szuka sposobu, jak z tego wybrnąć. Starszy człowiek jest przeganiany, nie ma dla niego czasu. To jest mit, że ludzie starsi nie mają co robić, więc chodzą do lekarza. Mają prawo iść do lekarza. Jeśli człowiek przychodzi regularnie i lekarz go zna, to też szybciej jest w stanie go zbadać i wyłapać, co jest zwykłym jojczeniem, a co nie gra.

Wiele osób uważa, że starsi ludzie przesiadują u lekarza z nudów, a dla wielu to sposób na samotność. Z badań wynika, że jako społeczeństwo mamy małe pojęcie o potrzebach starszych osób.

Myśmy zamówili jeszcze badania i wyniki były bardzo ciekawe. 94% ludzi odpowiedziało, że to fantastyczny pomysł, żeby zbierać na starszych ludzi. 3% nie było pewnych, a 3% było bezwzględnie przeciw. I te 3%, tak jak wcześniej ci hejterzy byli dla nas kopem – A sukinsyny, co myślicie, że jesteście jak Robocopy, że będziecie żyli wiecznie? Jesteś na nie, bo co? Bo masz 25 lat i myślisz, że starość cię nie dorwie? Walnij się człowieku w głowę. Uznaliśmy, że też dla tych matołów warto to zrobić. I zrobiliśmy pierwszy Finał, kiedy graliśmy nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych ludzi. Byliśmy w nerwie, czy to wypali. Trochę pomogli nam politycy prawicowi.

W jaki sposób?

Brałem udział w dyskusji o problemach ludzi w podeszłym wieku i użyłem słowa „eutanazja” – kontekst był taki, że mówiłem, że zatrzymanie działań na rzecz ludzi w podeszłym wieku, to taka kwalifikowana eutanazja. Jeśli masz termin do lekarza za pięć lat, to jak to nazwać?

A masz lat 78.

No właśnie. To jak to nazwać? W związku z tym próbowano uknuć, że jestem za eutanazją. Kilku polityków mocno się na ten temat wypowiadało. I co? I od tamtego Finału minęło kilka lat. W tym roku zrobiliśmy go z sukcesem po raz czwarty. Do tej pory przeznaczyliśmy na geriatrię ok. 50 milionów złotych. To taki jeden duży finał. A ci, co najwięcej krzyczeli przez te cztery lata nie zrobili nic dla starszych ludzi. Absolutnie nic. Choć byli w Sejmie i mogli coś zrobić. Nie mieliśmy zresztą oparcia w politykach żadnej opcji.

WOSP_Lukasz_Widziszowski_LCS_0173 fot. Łukasz Widziszowski

Każdy spycha ten problem?

Nikt nawet się nie zająknął – hura, fajnie, że to robicie. Rzadko się spotykamy z politykami, ale kilka razy z nimi rozmawialiśmy. W tym temacie przyjmują postawę lekko kuriozalną – że powinno się stworzyć domy rodzinne, że rodzina powinna zajmować się takim starszym człowiekiem.

Piękne, ale kompletnie nierealne.

Na miłość boską, czy oni nie wiedzą, jak ludzie teraz żyją? Są strasznie zajęci pracą, a człowiek chory i w podeszłym wieku destabilizuje wszystko. Nie da się nim zająć, jak się będzie miało chwilę, po pracy. To musi być profesjonalna opieka i to przez cały czas. Po kilku latach zajmowania się tym problemem już wiem, że tu potrzebny jest odpowiedni system. Pierwszy Finał był sukcesem. Przekazując tylko część pieniędzy, bo przecież pamiętajmy, że graliśmy też dla dzieci, udało nam się wymienić cały sprzęt na oddziałach geriatrycznych. Udało nam się stworzyć pewien standard. W tym standardzie są na przykład odpowiednie łóżka. W sumie kupiliśmy 3434 nowych łóżek. Firmy, które wymieniały łóżka dzwoniły do nas, że z tymi starymi nie udało im się nawet wyjechać z sali, bo jak je ruszyli, to się rozpadły. Do tego 656 materaców przeciwodleżynowych, 134 kardiomonitory, 52 aparaty EKG, 35 aparatów USG. Do tego specjalne wózki. Pielęgniarki mówiły nam, że dla nich to jest wielka ulga, bo bez nich nie były w stanie same dźwigać większych pacjentów. Siłą rzeczy byli rzadziej myci. A teraz mają wózki, elektroniczne, które podjeżdżają pod pacjenta. To jest totalna zmiana standardów. To jest już inna jakość opieki dla tych ludzi.

WOSP_Lukasz_Widziszowski_LCS_0079 fot. Łukasz Widziszowski

Badania mówią, że jakość opieki ma wpływ na to, jak i czy w ogóle zdrowiejemy.

Kiedy pojechaliśmy do Katowic do doktora Derejczyka i kręciliśmy film na drugi finał, starsi ludzi, którzy leżeli na oddziale podchodzili do nas i pytali, co my tu robimy. Mówimy, że robimy reklamówki. – A możemy z Wami w tym wziąć udział – pytają. Jak macie ochotę, to dawajcie – mówimy. I krzyczeli wszyscy na korytarzu „Siema!”. Serce rosło. Ale najważniejsze, że to wszystko, ten cały sprzęt realnie przedłuża im życie. Pozwala zrobić odpowiednie badania, lekarz może zapisać właściwe leki, zalecenia, a człowiek wychodzi ze szpitala i myśli sobie – Kurczę, będę żył o kilka lat dłużej, bo się ktoś mną porządnie zajął.

O problemie zaczęto też więcej mówić.

Już w przemówieniach pani premier Kopacz pojawiło się słowo „geriatria”. Pojawiło się też w kampanii wyborczej. Politycy zauważyli, że to jest temat nośny i potrzebny. Ale nadal nikt nam w tym nie pomaga.

A przecież Polska jest w pierwszej 30. krajów, które najszybciej się starzeją. Za chwilę będziemy mieli naprawdę poważny problem.

Zgadza się. Dlatego zawsze myślimy o tym, jak kupować sprzęt, żeby wytyczać nowe kierunki oraz żeby skupiać się jednak na diagnostyce. Diagnostyka jest droga, ale opłacalna.

Bo leczenie jest wtedy tańsze.

Oczywiście, że tak. Jeśli zbadamy dziecko na okoliczność wad słuchu, to możemy zacząć je szybciej leczyć i spowodować, że słuchu nie straci. Tak samo jest w przypadku starszych ludzi. Trzeba ich leczyć skutecznie i myśleć do przodu. Nikt nigdy z żadnego ministerstwa nie przyszedł i nie powiedział – Fajnie, że to robicie, bo to idealny program dla organizacji pozarządowych. To może zróbmy razem jakąś linię i my w ramach NFZ zainwestujemy w diagnostykę przedszpitalną. Tu chodzi o to, żeby człowiek przyszedł do ośrodka, przebadał się, jak najdłużej trzymał formę. Nikt, pies z kulawą nogą się nad tym nie zastanawia. Ale jesteśmy dobrej myśli. Wierzymy, że im dłużej będziemy o tym mówić, tym większa szansa, że ktoś to podłapie i coś się ruszy.

Najgorzej, że bez polityków systemu się nie zmieni.

No właśnie. To jest ból. Przez dwa lata robiliśmy geriatrię. Teraz zajmujemy się ZOL-ami. W Polsce jest ich ok. 1000. Do tej pory kupiliśmy sprzęt do 120 ZOL-i, typując te, które są według nas najlepsze.

Czyli jakie?

Mamy cały system, według którego oceniamy jak działa, jaką ma opinię, ilu ma pacjentów, jaką ma aktywność. Jest wiele dobrych ZOL-i w małych miasteczkach. Często tragiczny jest stan pomieszczeń. W większości przypadków trafiamy na personel, który jest niesamowicie oddany sprawie. Zdarza się, że kiedy dostaną łóżka, sami odmalowują już ściany, żeby było przyjemniej. Ale tu nie wystarczy odmalowanie ścian, tu trzeba generalnych remontów. My tych ludzi mobilizujemy, żeby zaczęli szukać na to środków. Ci najbardziej zaradni znajdują. Byłem ostatnio w jednym z mniejszych miast i ludzie mówią nam, że zrobili oddział geriatrii na 10 łóżek. Mówimy – OK, to my Wam kupimy sprzęt. I kupiliśmy im cały potrzebny sprzęt. Jest motywacja. Coś się zmienia. Niemożliwe, żeby te 3500 nowych łóżek i nowy sprzęt nie zaczęły zmieniać standardów. Dostaję zresztą maile od ludzi – Byłam u mamy w szpitalu, ma komfortowe łóżko, mama jest zachwycona, od razu jest inaczej. To jest właśnie robienie standardu, od którego nie ma już odwrotu.

Starsi ludzie czują się wreszcie zauważeni. To też jest bardzo ważne.

Najważniejsze jest, żeby starszy człowiek był długo aktywny. Im dłużej człowiek jest samodzielny, tym dla wszystkich lepiej. To się wszystkim opłaca. I tu dochodzimy do problemu, o którym też dużo mówiliśmy – systemu opieki nad osobami starszymi. Pojechaliśmy do Holandii, która sobie świetnie z tym daje radę. Mają swój pomysł, jak to robić. System składa się z prywatnego funduszu, państwa i królowej, która także przeznacza na to swoje fundusze. Do tego dochodzi część, ok. 30% tego, co ma starsza osoba. I to tworzy kapitał, którym obraca specjalne towarzystwo. Obserwowaliśmy w Hadze osiedle, którym takie towarzystwo zarządza. Składa się z kompleksu domów, gdzie mogą zamieszkać osoby w podeszłym wieku. Nie muszą pozbywać się swoich mieszkań, nie oddają na swoje utrzymanie wszystkich pieniędzy, żyją sobie razem, mają opiekę, wyżywienie. Jest basen, sklep, fryzjer, zajęcia ruchowe. Są nawet budynki przystosowane dla ludzi z demencją. Osoby, które mają 90 lat czują dzięki temu, że wciąż normalnie funkcjonują. Są wśród ludzi, mogą iść na zakupy. Wszyscy są otoczeni fachową opieką. I to działa. To jest super. To pokazuje, jak niesamowite efekty daje utrzymywanie tych ludzi w aktywności.

W Polsce koszty mieszkania w takich domach są zazwyczaj wysokie.

Bo jest jeden mały dom, więc koszt na jednego pensjonariusza jest relatywnie wysoki. To są potężne pieniądze, na które idzie często emerytura jedna, druga, dokłada się rodzina. Opieka jest zawodowa, ale mało kogo na nią stać. A na tym polega trwoga życia, że w końcu wielu z nas staje przed tym problemem – mamy starego, niedołężnego rodzica i co z tym zrobić? Ludzie piszą do nas dramatyczne maile, prosząc o pomoc. Nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić, bo muszą iść do pracy, a tu rodzic z ciężką demencją, którego samego w domu nie można zostawić. Przecież nie można go przywiązać do kaloryfera. Stworzenie takiego systemu opieki będzie nas w końcu czekało.

Ma Pan poczucie, że to, że gracie dla starszych ludzi budzi w młodych ludziach świadomość, że za te 30 lat ten problem będzie także ich problemem? Przecież to, jaki system opieki zaczną tworzyć dziś, z takiego skorzystają jako seniorzy.

O tym dokładnie mówię. Ostatnio odbieraliśmy z żoną nagrodę dwutygodnika „Forbes” i na koniec powiedziałem – Zobaczycie, kiedyś wy też będziecie leżeli w naszych łóżkach. Wszyscy krzyknęli „Hura!”. Ale taka jest prawda. My to właśnie teraz zaczynamy tworzyć.

Zwiększa się wrażliwość na potrzeby starszych ludzi?

Za dziecko wykłóci się zazwyczaj rodzic. Za starszą osobę nie wykłóci się nikt. Jest takie zdjęcie, na którym siedzę ze starszą panią. Pamiętam ją dobrze, bo rozmawialiśmy wtedy, żartowaliśmy. To było przed świętami, więc zapytałem jak spędza święta. – Samotnie. Dzieci są w świecie – odpowiedziała. Samotność starszych ludzi jest dramatyczna. Oni bardzo potrzebują, żeby ich zauważyć, dostrzec. Jakiś czas temu warszawskie MZK zrobiło badania na temat tego, jak często ustępujemy miejsca innym. Ponad 70% osób odpowiedziało, że skoro ma bilet, to ma prawo siedzieć w tramwaju. Jak byłem chłopakiem, to nie ustąpienie miejsca starszej osobie to był wstyd. Nie ustępował tylko pijak, bo siedział pijany i spał. To był nawyk.

WOSP_Lukasz_Widziszowski_4 fot. Łukasz Widziszowski

Ale i wrażliwość na tych ludzi.

To była też edukacja. To była podstawa. Dlatego dziś na przykład prowadzimy kursy pierwszej pomocy dla dzieci. Idzie to fantastycznie. Dzieci uczą się, jak wezwać pomoc, jak poinstruować dorosłego, żeby zrobił masaż serca, co to jest defibrylator. To też działanie podobne do diagnostyki – naucz, zaprocentuje to w przyszłości. Też nam nikt w tym nie pomaga. Daj boże, żeby dzisiejsze pokolenie 30-latków wykształciło sobie taki system, w którym każdy będzie zaopiekowany. To musi zostać uregulowane, żeby zapewnione było finansowanie i standardy.

Może na początek wystarczyłoby, żeby każdy rozejrzał się dookoła siebie i sprawdził, czy wśród sąsiadów nie ma samotnej starszej osoby, która potrzebuje pomocy albo chociaż osoby, z którą trzeba porozmawiać, zainteresować się jej losem.

Trzeba to robić, jasne, ale myślę, że mało kto spojrzy. Paradoksalnie w czasach realnego socjalizmu było z tym lepiej. Byliśmy w harcerstwie, robiliśmy akcje niewidzialnej ręki. To był czas wspólnoty – wspólnotą byli sąsiedzi, dzieciaki na podwórku. Pukało się do sąsiadki i pytało – Czy może mi pani dać pajdę chleba z masłem i cukrem? Ona szła, przynosiła kromkę chleba i biegło się dalej bawić. Sąsiadka dawała, moja mama dawała. Te czasy były takie, bo ludzie uważali, że mają tyle samo co sąsiedzi. Ani więcej ani mniej. Pomaganie sobie, odwiedzanie siebie było naturalne. Ta pogoń za dobrami materialnymi, ta potrzeba, żeby mieć wielki telewizor i nie jeden, ale najlepiej dwa samochody, tę wspólnotę niszczy. Musimy ten etap przejść.

Potem będzie lepiej?

Kraje Europy Zachodniej już to przeszły i dziś lepiej radzą sobie z kwestiami społecznymi, z pomaganiem i działaniem na rzecz innych ludzi. Pieniądze na cele charytatywne zbiera się w bogatych krajach, nie w biednych. Ludzie, kiedy już coś mają, chcą zacząć pomagać i się dzielić. W USA, w Wielkiej Brytanii, jeśli ludzi chcą mieć wyższy standard w szpitalu, to nie czekają aż im to zrobią z podatków, ale zbierają pieniądze i sami sobie stawiają szpital, robią nowoczesny oddział. Jak mi w Polsce ktoś mówi, że nam się to należy z podatków, to mówię mu, żeby się puknął w czoło. W Emiratach Arabskich mogą tak robić. Nie ma takiego kraju, gdzie z podatków jest finansowana cała medycyna.

To jest oczekiwanie, że ktoś coś za nas zrobi połączone z przekonaniem, że to nie my jesteśmy za to odpowiedzialni, ale państwo, rząd, politycy.

To jest oczekiwanie błędne. Wyśrubowane przez ludzi, którzy nadużyli pojęcia demokracja. Podobnie, jak ci, którzy mówią, że mają wolność słowa i mogą mówić, co im się podoba. No nie, bo jeśli kogoś obrażają, grożą mu, wysuwają bezpodstawne oskarżenia, to nie mogą. W Polsce często w złości mówimy – Ja na Pana płacę podatki! Ja Pana utrzymuję! Jest w tym dużo prawdy, ale ta prawda rozlewa się potem w sposób niekontrolowany. Płacę podatki, więc chcę iść do lekarza, kiedy mam na to ochotę. Wiadomo, ile służba zdrowia kosztuje. Nie ma kraju, w którym z pieniędzy państwowych starcza na wszystko. W większości krajów także pieniądze państwowe są gorzej wydawane. Referendum kosztowało 100 milionów. 100 milionów! To są dwa Finały. Ile byśmy mogli za te 100 milionów zrobić – w rok byśmy załatwili wszystkie potrzeby ZOL-i i geriatrii. Póki co staramy się pokazać, jak wiele można zrobić z tym, co mamy.

I jaki jest efekt?

Przede wszystkim każdy – czy nas wspiera czy nie – widzi, że te pieniądze działają. Trzeba by wyrzucić te wszystkie łóżka, cały ten sprzęt do Wisły, żeby móc powiedzieć, że nie ma efektu. Organizacja pozarządowa lepiej gospodaruje pieniędzmi, bo jest oszczędniejsza, lepiej pilnuje pieniędzy. Organizujemy konkurs ofert, a nie zamówienia publiczne. Dzięki temu u nas decyduje jakość, nie najniższa cena. Łóżka na przykład kupujemy u trzech polskich firm. 3500 łóżek – wszyscy się cieszą, bo to od razu postawiło te firmy na nogi. A ja się cieszę, że wspieramy polski biznes. No ale nie powiem, zdarza mi się czasem na ulicy spotkać starszą panią, która mi wykrzykuje, że robimy całe zło tego świata, mamy schowane pełno pieniędzy. Ale wiem, że za jakiś czas ta pani może trafi do szpitala, a tam położą ją na nowoczesnym łóżku z naszym serduszkiem, więc nie wdaję się w dyskusję. Zawsze powtarzam – nie musisz nas kochać, nie musisz nas lubić, nie przeszkadzaj po prostu. A jak masz lepszy pomysł na to, jak pomagać ludziom w starszym wieku, rękawy do góry i rób to.

A jakie dalsze plany?

Będziemy kupować sprzęt na oddziałów geriatrii, które dopiero powstają i ZOL-e. Zawsze kupujemy sprzęt i uczymy ludzi, że muszą o niego dbać. Uczymy myślenia na kilka lat do przodu, żeby ten sprzęt działał jak najdłużej. Dobrze jest. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierają, którzy zdecydowali się dać na Orkiestrę pieniądze. I nawet wszelkiej maści krytycy przejdą w końcu obok tego – prędzej czy później skorzysta z tego sprzętu ktoś z ich bliskich, znajomych, może sami w końcu skorzystają. My nie zmienimy swojej roboty przez ich krytykę, ale oni mogą zmienić zdanie o nas. I to jest pozytywne. Pewnego dnia może ten hejter usiądzie na łóżku z serduszkiem i powie – Ale ja byłem głupek, że miałem obiekcje do całej akcji.

Dobrze, że mnie nie posłuchali.

O właśnie – dobrze, że mnie nie posłuchali! Dobrze, że dalej robią swoją robotę.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • WOSP_Lukasz_Widziszowski

  • 22_FINAL_Igor_Kohutnicki

  • 22_FINAL_Igor_Kohutnicki

  • fot. Pawel_Wygoda

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij