Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Powinniśmy bać się uproszczeń

Powinniśmy bać się uproszczeń

16 listopada to Dzień Tolerancji. O tym, jak na poziom tolerancji w Europie mogą wpłynąć piątkowe zamachy we Francji rozmawiamy z dr Agnieszką Cianciarą.

Dagny Kurdwanowska: Piątkowe zamachy we Francji wywołały szok w całej Europie, ale i falę współczucia. Jakie są dziś nastroje we Francji – w kilka dni po wydarzeniach?

Dr Agnieszka Cianciara: To gigantyczna trauma. Nie chodzi tylko o skalę, koordynację i liczbę ofiar, ale i formę zamachów. Nie był to zamach na symbole państwa czy konkretną organizację/ instytucję (po styczniowym zamachu na Charlie Hebdo wzmocniono w Paryżu ochronę – w tym wojskową – instytucji państwowych i najważniejszych zabytków). Chociaż najwięcej osób zginęło w klubie Bataclan, to dużo bardziej traumatyczne okazało się ostrzelanie restauracji w 10. i 11. dzielnicy. Niezliczone restauracje, kawiarnie i bary to kwintesencja Paryża: by zjeść śniadanie, wypić kawę czy kieliszek wina, poczytać książkę, spotkać się ze znajomymi – wychodzi się na zewnątrz. Z tej codziennej celebracji radości życia (fr. joie de vivre) Francuzi (a zwłaszcza Paryżanie) są ogromnie dumni. Poza tym paryskie knajpki „wychodzą” na ulice, skwery; przy stolikach ustawionych na zewnątrz siedzi się nawet zimą. Przestrzeń miejska w centrum Paryża jest przyjazna, otwarta, zachęca do tego by spędzać tam czas razem z innymi. To jest styl życia ale i stan umysłu i to po zamachach nie ulegnie zmianie.
Dla mnie fascynujące jest połączenie dumy z bycia Francuzem, ze względu na wartości jakie Francja sobą reprezentuje, z humorem, ironią i dystansem. To doskonale widać na przykładzie memów w mediach społecznościowych: “męczennik – jedyna szansa na zostanie sławnym gdy pozbawionym się jest jakiegokolwiek talentu”; karykatura zamachowca – samobójcy, który mówi: “nie lubię książek, nie lubię muzeów, nie lubię muzyki, nie lubię kobiet… co innego mi pozostaje jak tylko się wysadzić…?”. Ten sposób na odreagowanie traumy wiele o Francuzach mówi.

Wielu Francuzów pisze i mówi, żeby nie obarczać winą francuskich muzułmanów, ani uchodźców. To głosy mniejszościowe czy podejście większości?

Uważam, że jest to podejście większości, ale pamiętajmy, że to bardzo ogólne stwierdzenie. Z jednej strony Francuzi oczywiście uważają, że zdecydowana większość francuskich muzułmanów odrzuca islamski radykalizm i terroryzm, zaś uchodźcom należy się pomoc. Z drugiej jednak strony coraz więcej Francuzów (co znajduje odzwierciedlenie chociażby w ostatnich wypowiedziach Marine Le Pen i Nicolasa Sarkozy) dochodzi do wniosku, że państwo nie radzi sobie ze zradykalizowaną muzułmańską mniejszością i że potrzebne są ostrzejsze działania w sferze bezpieczeństwa. Niekontrolowany napływ imigrantów do Unii Europejskiej, budzi obawy, że chaos może być wykorzystywany przez bojowników ISIS i lokalnych radykałów.

No właśnie, w ostatnich latach do władzy doszły partie skrajnie prawicowe – coś, co jeszcze kilka, kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia.

Poparcie dla partii skrajnie prawicowych (radykalnych) znacząco rośnie w sytuacji gospodarczego kryzysu, gdy mainstreamowe partie polityczne (tak prawica jak i lewica) nie są w stanie rozwiązać problemów społecznych i ekonomicznych. Masowe zwolnienia, pauperyzacja niższej klasy średniej, niepewność zatrudnienia, niskie płace rodzą postawy antyelitystyczne i antysystemowe. Partie skrajne dostarczają prostych narracji, tłumaczących niepowodzenia osobiste i grupowe wykreowaną figurą wroga – zewnętrznego (zagraniczne korporacje, USA, Niemcy) lub wewnętrznego (mniejszości religijne i etniczne, imigranci, których się demonizuje; w tej retoryce jednocześnie (!) zabierają oni pracę i pasożytują na opiece społecznej, pomniejszając pulę dostępnych świadczeń). Niekontrolowany napływ uchodźców idealnie wpisuje się w tę narrację: do przyjęcia uchodźców zmuszają nas Niemcy, uchodźcy przyjeżdżają tu po ‘socjal’, podczas gdy my będziemy musieli na nich pracować.

W zeszłorocznym raporcie Human Rights Watch na temat stanu praw człowieka w Europie widać, że mamy duży problem ze złym traktowaniem mniejszości etnicznych. Przodowały w tym zwłaszcza Węgry i Grecja. Raport robiony był zanim zaczął się kryzys związany z napływem uchodźców, który problem jeszcze pogłębił. Idea wielu kultur jest zagrożona?

W sytuacji kryzysu gospodarczego, niewydolnych (i skorumpowanych) instytucji państwa, bardzo trudno jest władzom zaspokoić żądania rosnącej grupy rozczarowanych i wykluczonych. Ponadto, w związku z globalizacją, poziomem zadłużenia i uzależnieniem od “wyroków” agencji ratingowych, a także przekazaniem części kompetencji państwa na poziom UE, władze poszczególnych państw często mają ograniczone możliwości realnego działania. Aby utrzymać się u władzy, trzeba „oburzonym” obywatelom wskazać „winnego”. Do tego najlepiej nadaje się „inny”, przynależący do innej grupy etnicznej, rasy, wyznający inną religię. Ponadto, jak w przypadku Grecji, jeśli brakuje środków na podstawowe świadczenia dla „swoich”, władze w jeszcze mniejszym stopniu interesują się losem „innych”.

Tolerancja jest gwarantem demokracji i jedną z wartości, na których zbudowano Unię Europejską. Jak miewa się dziś tolerancja w UE?

W unijnych traktatach jest mowa nie o tolerancji, ale o niedyskryminacji oraz o ochronie praw człowieka i praw mniejszości. Tolerancja to poszanowanie czyichś poglądów, przekonań, wierzeń religijnych, gdy różnią się od naszych własnych. To podstawowa wartość francuskiego i europejskiego Oświecenia, a więc i liberalnej demokracji. Nie jest jednoznaczna z akceptacją poglądów innych. Podstawowe pytanie brzmi: co zrobić, gdy inny nie szanuje moich przekonań? Czy mamy prawo odmówić tolerancji wrogom tolerancji lub wolności wrogom wolności?

Nietolerancję i zamykanie się społeczeństw napędzają przede wszystkim lęki, poczucie niepewności i zagrożenia. Wiele osób mówi, że tolerancja to naiwność i otwieranie furtki dla terrorystów. Czy jest dziś w UE jakiś pomysł na to, jak to rozładowywać?

W UE mamy do czynienia z kumulacją problemów. Kryzys gospodarczy naruszył poczucie ekonomicznego bezpieczeństwa Europejczyków, jednak skala była różna w poszczególnych krajach, jak również przyczyny tego stanu rzeczy odbierane były inaczej w Grecji, Niemczech, Finlandii czy Wielkiej Brytanii. Wojna na Ukrainie wywołała poczucie zagrożenia militarnego w wielu krajach Europy Środkowej, w tym w Polsce. To kolejny podział, bo na Zachodzie Europy odebrano to zupełnie inaczej. Do tego dochodzi kryzys uchodźców, który interpretowany jest jako zagrożenie ekonomiczne, społeczne i kulturowe, a teraz także jako zagrożenie terrorystyczne.
Argumentacja unijnych przywódców, że “musimy stać na straży naszych wartości” dla wielu Europejczyków brzmi trochę jak zaklinanie rzeczywistości, a trochę jak kpina. To czego chcą to wzrost gospodarczy i miejsca pracy oraz nie tyle powstrzymanie migracji, co przywrócenie nad nią elementarnej kontroli. Szereg pomysłów w obu tych kwestiach przedstawiła Komisja Europejska. Tyle tylko, że to państwa członkowskie muszą wygospodarować środki i wolę polityczną do wspólnych działań. Jak dotąd jednak przeważają działania jednostronne.

Nie powinniśmy bardziej bać się braku tolerancji?

Bać powinniśmy się dominacji skrajnych opinii i uproszczeń. Gdy ludzie czują się zagrożeni, nie można im tłumaczyć, że ich strach jest wyimaginowany i że muszą być tolerancyjni (bo inaczej “na Zachodzie” będzie wstyd). To nie zmniejszy ich poczucia zagrożenia, za to tylko ich zradykalizuje. Niezbędne są działania, które realnie zwiększą poczucie bezpieczeństwa: łatwiej być tolerancyjnym dla “innego”, gdy nie czujemy się przez niego zagrożeni, albo przynajmniej wierzymy, że w razie zagrożenia nie będziemy (przez państwo) pozostawieni sami sobie.

A co każdy z nas może zrobić dla tolerancji?

Po pierwsze, szanować drugiego człowieka, który ma przyrodzoną godność i wolną wolę, by myśleć i działać inaczej niż ja. W katolickim ponoć kraju teoretycznie nie powinno to być zbyt trudne, ale w praktyce jest niestety inaczej.
Po drugie, sceptycyzm i krytyczne myślenie. Nawet jeśli jestem przekonana o sile moich argumentów, to dopuszczam, że mogę się mylić i to ktoś o odmiennych poglądach jednak może mieć rację.
W praktyce politycznej i społecznej żadna wartość nie ma jednak charakteru absolutnego. Nie możemy się więc czuć zwolnieni z obowiązku namysłu nad granicami tolerancji dla tych, którzy ją odrzucają.

***

Dr Agnieszka Cianciara jest politologiem i pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN. Z Paryżem i jego mieszkańcami związana intelektualnie i emocjonalnie.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!