Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
To, co w życiu najważniejsze

To, co w życiu najważniejsze

Tomasz Sobierajski

W książce „Wybieram życie” Tomasz Sobierajski zebrał 9 rozmów z podopiecznymi domów opieki i ich bliskimi. Nam opowiedział o tym, co zrobić, gdy nadchodzi czas trudnych decyzji.


Pani Teresa dzięki opiece i rehabilitacji odzyskała sprawność w dłoniach i zaczęła malować. Pan Jerzy ma 90 lat, ale wciąż żyje aktywnie i robi kolejne plany. Pani Ewa na początku za nic nie chciała zostać, dziś miejsce, w którym mieszka daje jej poczucie bezpieczeństwa. Bohaterów rozmów socjologa Tomasza Sobierajskiego łączy to, że mieszkają w ośrodkach opieki lub w innej formie korzystają z ich opieki i wsparcia. W książce „Wybieram życie” dzielą się swoimi doświadczeniami, pokazując, że decyzja o skorzystaniu z tej formy opieki nigdy nie jest łatwa. Czasem staje się koniecznością, czasem ratuje życie i pozwala wrócić do normalności.

wybieram życie
fot. Monika Szalek

Książkę “Wybieram życie” można kupić TUTAJ. Dochód ze sprzedaży zostanie przekazany na cele charytatywne.

W rozmowie z Dagny Kurdwanowską Tomasz Sobierajski opowiada o mitach, stereotypach i hipokryzji, które narosły wokół domów opieki, o godnym życiu i chorowaniu, trudnych wyborach i o tym, jak zacząć zmieniać nasze podejście do opieki nad ludźmi starszymi i przewlekle chorymi.

„Wybieram życie” to książka, która porusza niezwykle trudny temat – opieki nad osobami starszymi i przewlekle chorymi. Składa się z rozmów z podopiecznymi domów opieki, ich najbliższymi, opiekunami.

Lekarze mówią, że kiedy choruje jedna osoba, to choruje także cała rodzina. Nie możemy o tym zapominać i dlatego w tej książce, oprócz opowiedzenia historii osób chorych, oddałem głos także ich bliskim, którzy również cierpią.

Pana bohaterów łączy to, że zdecydowali się skorzystać w różnej formie z pomocy domów opieki. Wiem z doświadczenia swojego, moich przyjaciół jak trudno jest podjąć decyzję o tym, żeby rodzica, dziadka, babcię umieścić w takim miejscu. Zwykle pojawia się wówczas w głowie słowo „oddać”, które kojarzy nam się z porzucaniem, zostawianiem.

Zdarza się, że niektóre osoby są „oddawane” w ten sposób. Mówili o tym bohaterowie mojej książki. Przyjeżdża rodzina, zostawia chorą osobę przed drzwiami ośrodka, wsiada z powrotem do samochodu i już nigdy więcej się tam nie pojawia. Chcę zaznaczyć, że w tej książce starałem się pokazać jak różne są historie, a nie odpowiadać na pytanie, czy dobrze jest „oddawać” kogoś do domu opieki. Chciałem pokazać, jak wygląda taka opieka, w jaki sposób jest roztaczana nad całą rodziną i jakie przynosi efekty. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że do ośrodków chorzy trafiają również na chwilę, żeby się zrehabilitować, a potem wracają do normalnego życia. Myślę, że ważne jest budowanie pozytywnego przekonania, że na pewnym etapie życia, albo w pewnej sytuacji, w której się znaleźliśmy, są miejsca, są profesjonaliści, którzy mogą nas wesprzeć. Jedna z osób, z którymi rozmawiałem powiedziała, że poza swoim ośrodkiem nie czuje się bezpieczna, że tylko tu ma profesjonalną opiekę i nie wyobraża sobie, żeby miała to miejsce opuścić.

fot. Monika Szalek

Wątek poczucia bezpieczeństwa pojawia się też w innej rozmowie, z synem, którego matka była chora na Alzheimera. Opowiada w niej, że dzięki opiece ośrodka wreszcie nie musiał się bać o swoją mamę.

Przypadek osób z chorobą Alzheimera jest o tyle wyjątkowy, że przychodzi taki moment, kiedy bliscy dochodzą do ściany i choćby nie wiadomo jak bardzo chcieli, to nie są już w stanie zajmować się taką osobą. Potrzebna jest profesjonalna opieka, ale okazuje się, że w Polsce nie jest wcale łatwo ją znaleźć. Większość ośrodków nie chce przyjmować takich osób, bo wymagają intensywnej, całodobowej opieki. Natomiast, kiedy już się go znajdzie, bliscy faktycznie mogą odetchnąć – nie dlatego, że im teraz będzie łatwiej, ale dlatego, że chora osoba będzie bezpieczna i dobrze zaopiekowana. Praca nad tą książką nauczyła mnie, że często musimy podejmować bardzo trudne decyzje dotyczące naszych bliskich, którzy są chorzy albo niedołężni, a te decyzje nie zawsze wypływają z troski, ale często z egoizmu i z przymusu społecznego. Tak się dzieje, kiedy lekarze i zdrowy rozsądek mówią, że warto poszukać profesjonalnej pomocy, ale my tego nie robimy, bo obawiamy się, co inni powiedzą, jeśli mama albo tata „wylądują” w domu opieki. Kończy się to tym, że my się męczymy, męczy się osoba chora, męczy się cała rodzina. Z czasem nikt już nie może na siebie patrzeć. Czasem warto się zastanowić, co jest rzeczywiście dobre dla tej drugiej, chorej osoby, a nie dla nas.

Ważną rolę w podjęciu decyzji odgrywa nasze postrzeganie domów opieki. Wiele osób uważa, że to są miejsca straszne, w których chorych zostawia się samym sobie, w których oni po prostu leżą i umierają. Dlatego trudno nam się przełamać i uznać, że skorzystanie z tej formy opieki jest przejawem troski.

To prawda, z domami opieki związanych jest bardzo dużo stereotypów. Niektórzy uważają, że placówki prywatne są lepsze od publicznych, ale to nie jest reguła. Wiele niepublicznych ośrodków jest finansowanych z NFZ. Zdarzają się ośrodki publiczne i niepubliczne, które działają fatalnie i stały się sposobem na zarabianie pieniędzy. Są jednak też takie, które działają bardzo profesjonalnie, na wysokim, europejskim poziomie. Choć moi bohaterowie opowiadali, że trudno jest znaleźć dobre miejsce. Zwracali też uwagę, że często szuka się według niewłaściwego klucza. Dla bliskich i opiekunów najważniejsza bywa odległość – ważne, żeby było blisko, żeby można było szybko dojechać, często odwiedzać chorego, pomimo tego, że ten ośrodek nie jest najlepszy dla danego chorego. Kryterium wygody dla nas nie powinno przesądzać o wyborze. Czasami lepiej jest wybrać placówkę oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów i rzadziej odwiedzać chorego, ale w zamian mieć pewność, że ma odpowiednią opiekę i wszystko to, co jest mu potrzebne. Rodzinom wydaje się, że jeśli częściej odwiedzają chorego, to mają lepszą kontrolę nad wszystkim, a to nie jest prawda. Tu znów pojawia się ten element niezdrowego egoizmu.

Egoizm, wspomniał Pan też o strachu przed oceną innych. Dodałabym do tego poczucie winy, że porzucamy rodzica, a często także niechęć osoby chorej, która boi się, że oddana do domu opieki zostanie tam sama już na zawsze. To mieszanka, pod którą wiele osób się ugnie.

W Polsce ciągle nie ma społecznego przyzwolenia na to, żeby przekazywać osoby starsze i chore do domów opieki. Zdarza się, że bliscy są już gotowi, ale chorzy się nie zgadzają. Bywa też odwrotnie – chorzy chcą iść do domu opieki, a bliscy się nie zgadzają. Obie strony wzajemnie się terroryzują.

W jaki sposób?

Starsze osoby terroryzują młode, mówiąc na przykład: „Ja cię wychowałem, poświęciłem dla ciebie wszystko, a ty mnie teraz chcesz oddać?”. Jest bardzo mało osób, które są ponad to i które samodzielnie decydują, że lepiej będzie, jeśli zamieszkają w innym miejscu, nie będę ciężarem dla rodziny i skorzystają z profesjonalnej opieki. W polskim społeczeństwie wciąż jest żywy wiejski schemat, według którego starsze osoby do końca życia są w domu. On nas bardzo blokuje przed przełamaniem tabu domów opieki. Problem polega na tym, że nie żyjemy już w wielopokoleniowych gospodarstwach. Dzieci mieszkają w swoich domach, czasem w innych miastach. Jest wiele osób starszych, które będąc w domu, siedzą całymi dniami same, nie mają kontaktu z innymi ludźmi, nie wychodzą, w końcu chorują na depresję. Codzienność w ośrodku, gdzie mogą przebywać z innymi ludźmi, wydaje się dla nich lepszym rozwiązaniem. Ale do podjęcia takiej decyzji trzeba dojrzałości. W swojej książce starałem się pokazać, jak trudne i niejednoznaczne są te wybory. Jednym z moich rozmówców jest pan Bogusław, który nie zdecydował się, żeby swoją ciężko chorą na raka mózgu żonę przekazać do domu opieki. Za to sam korzysta z pomocy i z warsztatów, które się tam odbywają, dzięki czemu łatwiej mu się opiekować żoną. Opowiadał mi, że dopóki będzie miał siły, będzie to robił i uważam, że należy to uszanować. Z drugiej strony inna moja bohaterka Pani Teresa przyznaje, że obserwowanie innych osób w ośrodku dało i daje jej motywację do wytężonej rehabilitacji. Warto też pamiętać o tym, że te osoby, które zdecydowały się przekazać swoich bliskich do domu opieki, nie zawsze mają poczucia, że to był najlepszy wybór. Z jednej strony mówią: „wiem, że to jest najlepsze dla niej/dla niego, ale to nie oznacza, że mi jest z tym łatwiej”.

fot. Monika Szalek

Konflikt serca z rozumem. To rozdarcie widać także w osobach, które są chore. Jedna z pana bohaterek, pani Ewa opowiada, że początek był straszny: cierpiała, płakała, a została tam tylko dlatego, że rozum jej podpowiadał, że to jest najlepsze rozwiązanie.

Opowiadała w naszej rozmowie, że kiedy myślała o tym, że miałaby się znaleźć w ośrodku, to taka wizja ją przerażała, ale kiedy lekarz dał jej dzień do namysłu, to po prostu się zdecydowała. Taka zmiana dla osoby chorej jest bardzo ciężka. To zmiana całego życia i świadomość, że może to już będzie miejsce docelowe, w którym spędzi resztę dni. Tego nigdy nie wiadomo. Większość bohaterów tej książki musiała to przepracować.

Mieli w tym jakieś wsparcie psychologiczne?

Tam, gdzie to wsparcie psychologiczne się pojawiało, widać, jak szalenie było ważne. I że osoby, zarówno chore, jak i ich bliscy, powinni być takim wsparciem objęci obowiązkowo. Wszyscy bohaterowie podkreślali, że tam, gdzie się pojawił psycholog, łatwiej było wszystkim ułożyć pewne rzeczy.

Z jednej strony jest to temat tabu, nie chcemy o tym rozmawiać, krytycznie oceniamy tych, którzy decydują się skorzystać z domów opieki. Z drugiej, przychodzą święta, wakacje i takie osoby są po prostu podrzucane do szpitali, a kiedy rodzina skończy świętować lub wróci z wakacji, są odbierane. Wybieramy jakieś doraźne rozwiązanie, zamiast pomyśleć: „może naprawdę trzeba mamę/tatę oddać do ośrodka, bo nie dajemy sobie rady z opieką”?

To jest niewiarygodna hipokryzja. Z jednej strony obiecujemy, że nie oddamy rodzica do ośrodka, z drugiej nie mamy problemu z tym, żeby go podrzucić na dwa tygodnie do szpitala, kiedy staje się niewygodny. Myślę, że wielu przypadkach wynika to z nieświadomości. Pisząc tę książkę zrozumiałem, że jest bardzo mało informacji o profesjonalnych ośrodkach opieki w Polsce i nawet lekarze nie wiedzą, jak pomóc. Ludzie nie mają świadomości, że jeśli chcą jechać na wakacje, to wiele ośrodków może zapewnić pomoc na ten czas. Nie trzeba chorego przekazywać do szpitala, gdzie często nie ma właściwej opieki. Zamiast tego można go umieścić na dwa tygodnie w ośrodku opiekuńczym i zapewnić mu wszystko, czego potrzebuje.

Fakt, że jesteśmy starzejącym się społeczeństwem wymusi na nas zmianę tych wszystkich przekonań?

Kiedy byłem na studiach uczyłem się o różnych systemach opieki. Wzorem były Niemcy, gdzie domy opieki są wplecione w tkankę społeczną. Na osiedlu bloków mieszkalnych jeden przeznacza się właśnie na dom opieki. Znam takie przykłady z Berlina. Dzięki temu osoby ograniczone przez ciało nie są całkowicie odcięte od społecznego świata i normalnie funkcjonują. Wydawało mi się, że u nas osiągniemy to dosyć szybko, bo wszystkie wskaźniki demograficzne mówią, że jesteśmy jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw w Europie i że taka będzie konieczność. A okazało się, że to ciągle temat tabu, ciągle się za mało o tym mówi i ciągle te osoby, które spotykają się z takimi sytuacjami, są bezradne, bo nie wiedzą, co robić i nie ma kto im pomóc. W dodatku w istniejących już ośrodkach jest za mało miejsc, żeby pomóc wszystkim.

fot. Monika Szalek

A może Millenialsi, którzy zupełnie inaczej pochodzą do wszystkiego, do pracy, do przyszłości, stworzą zupełnie nowy system opieki? Tak jak stworzyli zjawisko „sharing economy” – ekonomii współdzielenia się różnymi dobrami.

To się zaczyna dziać na zachodzie Europy. W Holandii, kiedy starsza osoba mieszka samotnie i ma duże mieszkanie, podnajmuje pokój lub dwa osobom młodym, które płacą część czynszu i opłat, a w zamian opiekują się tym seniorem, głównie rozmawiając z nim, wychodząc na spacery, spędzając czas. Rodzą się z tego piękne przyjaźnie. I to się sprawdza, szczególnie jeśli chodzi o studentów, którzy szukają mieszkań, bo w Holandii wynajem jest bardzo drogi. Dzięki temu mogą mieszkać w dobrych warunkach, uczyć się, a senior ma towarzystwo i sam może się od tych młodych ludzi wiele nauczyć.

Taki układ wymaga dużego zaufania społecznego.

To prawda. U nas niestety to zaufanie jest na bardzo niskim poziomie, a studenci nie mają najlepszej opinii. Ale wszystko jest kwestią poznania się i przekonania się do siebie. Sam tego doświadczyłem. W kamienicy, do której się wprowadziłem mieszkała pani Wanda. Na początku traktowała mnie z dystansem, myśląc sobie, że wprowadził się jakiś młody, długowłosy chłopak i pewnie będzie robił imprezy. Była nastawiona negatywnie, ale po kilku miesiącach polubiła mnie, zaakceptowała, a nawet „adoptowała”, podkreślając wielokrotnie, że jestem jej przyszywanym wnukiem. Moje i jej uprzedzenia zniknęły w momencie, kiedy się poznaliśmy i porozmawialiśmy ze sobą.

Moje doświadczenia są podobne – widzę jak wiele trzeba, żeby przełamać opór starszych osób. Często, jeśli są samotni, zamykają się w domach, niechętnie otwierają drzwi, bywają opryskliwi, z trudem obdarzają kogoś zaufaniem, a jednocześnie bardzo potrzebują pomocy, choćby w codziennych czynnościach, zaprowadzeniu do lekarza, zrobieniu zakupów.

Myślę, że ten problem ma wiele aspektów. Kiedy myślę o seniorach, którzy zamykają się w domach, widzę, jak ogromną rolę spełniają dzieci. One w tej całej sytuacji muszą być mądre. Nie miałbym tak dobrych relacji z panią Wandą, gdyby nie mądrość jej syna i jego żony, którzy przyszli do mnie i podziękowali mi, że jestem, że odwiedzam ich matkę, bo dzięki temu oni się czuje bezpieczniej. A przecież mogli mieć pretensje, że pani Wanda mi gotuje, że może ja ją chcę oszukać i wykorzystać, nie daj boże zabrać jej majątek i skłonić do zapisania mi mieszkania. Takie myśli ma wiele osób, które zupełnie sobie nie radzą z tym, że ktoś obcy pomaga ich rodzicom.

Są też dzieci, które po prostu wyjeżdżają do innego miasta lub do innego kraju. Przestają się rodzicami zajmować i poza telefonami w okresie świąt, nic więcej się nie dzieje. Czy te osoby mogą czuć się opuszczone, czuć, że są ciężarem i że dzieci chcą ich się pozbyć?

Często tak jest. Dla osób starszych mamy coraz mniej czasu. Wykonując zawód socjologa i robiąc wywiady od wielu lat, zdałem sobie sprawę, że człowiek jest w stanie bardzo wiele wytrzymać, jest w stanie wiele znieść, tylko w jednym momencie się poddaje i załamuje – kiedy odbiera mu się godność. To jest ta granica. W momencie, kiedy funkcjonuje i żyje w godnych warunkach, to będzie się tego chwytać, żeby przeżyć. A godność to też szacunek ze strony innych ludzi i uważność, jaką dostajemy od świata.

Uderzyło mnie to, co mówi jedna z bohaterek, pani Ewa – ona nie chce poświęcenia, chce towarzyszenia.

Pani Ewa podkreśla, że chce być częścią społeczeństwa. Nie chce być na marginesie życia. Chce pracować. To samo mówi Pan Jerzy, który pomimo 90 lat i wielu chorób ma przed sobą wiele planów. Znam to też z mojego życia. Mój Tata, również senior przeżywa w tej chwili piękną miłość, jest ciągle w ruchu, a życie ma zaplanowane na wiele miesięcy do przodu. Rozmowy z bohaterami tej książki pokazują, że wiele rzeczy, którymi się przejmujemy na co dzień, to drobiazgi. Być może dzięki tej książce czytelnicy złapią dystans do życia. Nie chodzi o licytowanie, kto ma większy, czy mniejszy problem, ale o to, by zobaczyć, że czasami zbyt nieważnym rzeczom poświęcamy zbyt dużo wagi.

Czego potrzeba, żeby zmienić nasze przekonania i stereotypy na temat domów opieki?

Ważne jest rozmawianie o potrzebie takiej opieki i pokazywanie, jak może to pomóc osobom chorym i ich rodzinom. W mojej książce jest historia pani Teresy. Kiedy trafiła do ośrodka nie mogła ruszyć ani ręką, ani nogą. Leżała tylko w łóżku, wpatrywała się w sufit i jak sama mówiła, czekała tylko na śmierć. W tej chwili, dzięki rehabilitacji siada, porusza rękami i zaczęła malować. Dzięki decyzji o zamieszkaniu w ośrodku, dała sobie kilka lat aktywnego życia. Podobnie jest z osobami chorymi na Alzheimera – w ośrodkach one dużo dłużej są aktywne.

Warto z tym trudnym tematem oswajać także dzieci?

Byłoby fantastycznie, gdyby w ośrodkach były prowadzone lekcje dla dzieci. Proszę sobie wyobrazić jaką wartością byłoby, gdyby do pana Jerzego, powstańca warszawskiego, przyszła wycieczka szkolna, a on mógłby im zrobić lekcję historii. Dzieci mogłyby zobaczyć jak wygląda opieka, na czym polega. Takie spotkania uwrażliwiają młodzież i pokazują jej, że ludzie mogą znaleźć się w różnych sytuacjach życiowych. Uświadamiają im także, że nawet jeśli ktoś jest słabszy fizycznie, to nie znaczy, że jest kimś gorszym. Nastolatkowie są bardzo wrażliwi i bardzo szybko się uczą. Z 30-osobowej klasy, która przyjdzie do takiego ośrodka, być może większość osób będzie miała to gdzieś. Ale może znajdą się dwie osoby, które coś zrozumieją, potem zostaną wolontariuszami i będą pomagać. Potem przyjedzie kolejna klasa i kolejne dwie osoby złapią bakcyla. W ten sposób, krok po kroku, można realnie coś zmienić.

fot. Monika Szalek

 

***
dr Tomasz Sobierajski – socjolog, kulturoznawca, metodolog. Od wielu lat bada zjawiska społeczne, uważnie przyglądając się ludziom i ich zachowaniom. Prowadzi szeroko zakrojone badania w ramach socjologii edukacji, socjologii zdrowia i wakcynologii społecznej. Wykłada na uniwersytetach w całej Europie. Autor wielu książek i publikacji naukowych. Ekspert od spraw wagi państwowej i przyziemnych problemów. W DDTVN prowadzi cykl „Jacy Polacy?”. Zafascynowany neurologią, komunikacją interpersonalną i nowymi technologiami. Kiedy chce być sam, biega na długie dystanse po lesie, a kiedy chce się wyżyć, gra w squasha. Wierzy, że… można.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!