Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Wszystkiego uczyłam się po drodze

Wszystkiego uczyłam się po drodze

Upadamy, coś nam nie wychodzi, ale zawsze się podnosimy i walczymy, jesteśmy twardzi – opowiada Agnieszka Peszek, twórczyni marki ubrań TAFF.ONE.

Najpierw było wydawnictwo z książkami o profilu sportowym. Kiedy ten projekt nie wypalił, Agnieszka Peszek zaczęła szukać nowego pomysłu na biznes i wróciła do pomysłu, na który wpadła jako nastolatka. Tak powstała marka ubrań Alibadi, niedawno przemianowana na TAFF.ONE. O tym, jak wspólnie z mężem rozwijała firmę, dlaczego nauczyła się szyć i czy trzeba być twardzielką, żeby zajmować się modą opowiada Dagny Kurdwanowskiej.

Zanim zajęłaś się modą i szyciem ubrań, miałaś wydawnictwo – w Polsce ludzi łatwiej ubrać niż zachęcić do czytania?

Zdecydowanie ubrać. Każdy z nas wychodząc z domu potrzebuje ubrania. Książki nie są w Polsce towarem pierwszej potrzeby i z czytaniem jest u nas średnio. Sama czytam bardzo dużo, ale obserwuję też statystyki czytelnictwa w naszym kraju, które nie pozostawiają złudzeń. Dodatkowo, nasze książki były dość specyficzne, bo były to książki sportowe. Nasz czytelnik był więc też specyficzny. Z ubraniami jest trochę łatwiej, choć też przecież trzeba pamiętać, że podobnie jak z książkami – trzeba trafić w gust i potrzeby odbiorców.

Po tym jak nie wyszło z wydawnictwem nie zniechęciłaś się do prowadzenia własnego biznesu? Nie myślałaś – czas poszukać sobie jakiejś stabilnej i bezpiecznej pracy?

Kiedyś już pracowałam w korporacji. To było na początku mojej drogi zawodowej i po tym doświadczeniu wiem, że to nie jest praca dla mnie. Nie lubię się podporządkowywać, nie lubię współpracować w grupie. Praca dla siebie to coś, co jest zgodne z moim charakterem i z moim stylem życia. Pracuję, kiedy chcę, a przede wszystkim gdzie chcę, bo nie raz zdarza mi się pracować zagranicą. W momencie, kiedy podjęłam decyzję o zamknięciu wydawnictwa, od razu zaczęłam więc myśleć o kolejnym biznesie. Wtedy, ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, żeby znaleźć tzw. stabilną i bezpieczną pracę. Dziś czasem taka myśl się pojawia, bo jednak prowadzenie własnej firmy jest wyzwaniem, szczególnie finansowym. Praca na własny rachunek niesie za sobą zagrożenie choćby w kwestii płynności finansów. Kiedy pojawiają się tego typu kłopoty, myśl o pracy dla kogoś powraca, ale wtedy zazwyczaj pomaga mi najbliższa rodzina.

A jak to się stało, że nauczyłaś się szyć?

Moja przygoda z szyciem zaczęła się ponad rok temu. To była jesień 2014 roku. Wybrałam się na kurs szycia, żeby móc sprawdzić jakość pracy moich podwykonawców. Po pierwsze, chciałam rozumieć, co do mnie mówią, bo jak ludzie w każdej branży używali specyficznego języka. Po drugie, chciałam zweryfikować pracę szwalni. Czy jeśli mówią, że czegoś nie da się uszyć tak, jak bym chciała, to tak jest rzeczywiście? Po pierwszych zajęciach na kursie wiedziałam, że na tym się nie skończy. Od razu wybrałam maszynę do szycia. W ciągu roku zrobiłam ogromny postęp i dziś szyję samodzielnie ubrania, które są dobrej jakości, i które, co najważniejsze, dobrze się sprzedają. W tej chwili rzeczy, których nie zamawiamy na zewnątrz, szyję ja.

Kiedy pojawił się pomysł, żeby stworzyć własną linię ubrań?

Pomysł całego biznesu pojawił się kilkanaście lat temu. Jako nastolatka pojechałam do Budapesztu i w jednym z centrów handlowych znalazłam spodnie idealne – to były jeansy ¾. Miały kolorowe kieszonki i wykończenia. Pomyślałam sobie wtedy, że fajnie by było, gdybym mogła te elementy sobie w ubraniach wymieniać – zamiast zielonych kieszonek, dać raz czerwone, a raz żółte. Przypomniałam sobie o tym pomyśle jakieś dwa lata temu, kiedy znalazłam się na zawodowym rozdrożu i zastanawiałam się intensywnie, co ze sobą zrobić. Zrobiłam wtedy pierwsze projekty ubrań z odpinanymi elementami – kieszonki można w nich było dowolnie wymieniać.

Miałaś jakąś filozofię, strategię, czy raczej działałaś spontanicznie i eksperymentowałaś?

Z perspektywy tych kilkunastu miesięcy mogę powiedzieć tak – wydawało mi się, że miałam strategię, ale dziś wiem, że to było raczej błądzenie i dużo spontanicznych działań. Codziennie musiałam weryfikować swoje pomysły. Myślę, że to naturalne, kiedy ktoś zaczyna robić coś, co go pasjonuje, ale na czym się jeszcze nie zna. Startując z projektem odzieżowym nie miałam pojęcia, jak się szyje ubrania, jak wygląda cały proces, kto, co, za co odpowiada, gdzie znaleźć ludzi, ile im się płaci – wszystkiego musiałam się nauczyć po drodze.

Projektując ubrania, ważne jest, żeby tworzyć rzeczy, w których samemu chciałoby się chodzić?

Oczywiście, to jest dla mnie podstawa. Mój mąż i ja jesteśmy pierwszymi osobami, które weryfikują ubrania pod kątem wygody, kroju, szycia. Sprawdzamy, czy w tym, co sobie wymyśliłam da się w ogóle chodzić, czy to jest komfortowe, czy się dobrze zapina, układa, czy dobrze leży, czy materiał nie niszczy się po trzech praniach. Każdą rzecz najpierw testujemy na sobie. Od niedawna mamy linię PRO, czyli ubrania dla osób, które lubią aktywny styl życia. W tej serii testowaliśmy stroje nie tylko pod kątem wygody, która w sporcie jest bardzo ważna, ale też wytrzymałości materiałów, np. czy wytrzymają, kiedy zrobimy szpagat albo się rozciągamy. Jeśli uznajemy, że coś jest nie tak, rezygnujemy z projektu albo wprowadzamy do niego konieczne zmiany. Naszym głównym założeniem jest to, żeby sprzedawać rzeczy, w których będzie chciało się chodzić.

Kiedy myślę o Waszym kliencie, widzę osobę, która lubi wygodę, ale ma też fantazję i lubi się wyróżniać.

Zdecydowanie. Nasze rzeczy mają być wygodne, ale chcemy też, żeby wyróżniały się pod względem kroju i stylu. Nie chcemy robić kolejnych szarych dresów – wolimy szare dresy z ciekawymi dodatkami. U nas można kupić szare spodnie z dodatkami w stylu „jungle”, dzięki czemu przestają być nudne i banalne.

Wasza marka – TAFF.ONE – sugeruje też, że to ubrania dla silnych, mocnych ludzi.

Nasza marka nazywała się początkowo Alibadi. Kiedy szukaliśmy nazwy, przypomniało nam się jak nasza córka Julka, mając 2 latka biegała po domu i krzyczała „Alibadi! Alibadi!”. Pomyśleliśmy – OK, czemu nie. Ale okazało się, że klienci albo nie mogą jej zapamiętać albo ją przekręcają. Mówili o nas Alibada, Alibabi. Niektórzy uważali, że jest dobra dla brandu z odzieżą dziecięcą, inni sądzili, że to marka wyłącznie kobieca. To dało nam do myślenia i na początku roku zmieniliśmy nazwę na TAFF.ONE. Szukaliśmy nazwy prostej, krótkiej, łatwej do zapamiętania. TAFF.ONE oddaje też to, jacy jesteśmy – to, że przez cały czas toczymy walkę z różnymi przeciwnościami, ale się nie dajemy. Upadamy, stajemy przed ścianą, coś nam nie wychodzi, ale za każdym razem się podnosimy i walczymy – jesteśmy twardzi. Ta nazwa jest więc zgodna z tym, co robimy i jaką mamy życiową filozofię. W ramach tej marki stworzyliśmy różne linie ubrań – TAFF.Life, czyli brand lifestylowy, TAFF.PRO, czyli ubrania sportowe, TAFF.Ninja, czyli ubrania dla dzieciaków, TAFF.XYZ, czyli ubrania personalizowane.

Personalizacja ubrań, którą proponujecie to ukłon w kierunku oczekiwań i wygody klienta?

Personalizacja ubrań jest u nas w tej chwili dwutorowa. Po pierwsze, można wybrać, jak ma wyglądać ubranie – jaki kolor mają mieć kieszenie, dodatki w bluzach. Po drugie, można także określić niestandardowe rozmiary. Są osoby, które są szczupłe i mają długie nogi, są osoby, które mają długie i szczupłe ręce, są osoby, które mają więcej kilogramów – wszystkie mają problem, żeby znaleźć coś dopasowanego w sklepie. My jesteśmy w stanie uszyć dla nich ubranie, które będzie idealnie pasować. Dzięki temu mogą nosić coś niebanalnego i dobrze uszytego.

Czego Ty sama szukasz w modzie?

Przede wszystkim wzorów, kolorów i wygody. Tego u nas szukają też nasi klienci. Sama na co dzień chodzę ubrana kolorowo. Czasem do tego stopnia, że ludzie na ulicy przystają i mi się przyglądają. Kiedy zdarza mi się ubrać w czerń, wszyscy zaraz pytają, czy u mnie wszystko w porządku.

A czym się kierujesz wybierając materiały, wzory, kroje? Co Cię inspiruje?

Przede wszystkim to, co mnie otacza. Mieszkamy na wsi, więc na pewno też kontakt z przyrodą. Za chwilę ruszamy z nową kolekcją, która będzie bliska naturze. Cały czas szukam i obserwuję, co dzieje się na rynku mody. Są trendy, które warto w swoich kolekcjach wykorzystać. Kupuję też różne rzeczy i staram się z nich wyciągnąć to, co mi się podoba. Każdy mój projekt to próba stworzenia rzeczy idealnej, w której staram się łączyć dobre pomysły zebrane z różnych źródeł.

Wszystko robicie sami – projekty, produkcję, zdjęcia, jesteście też modelami, własnymi PR-owcami. Macie poczucie, że już trochę tego za dużo, czy macie z tego jeszcze frajdę?

Dorzućmy do tego księgowanie, obsługę magazynu, sklepu, szycie. W tej chwili faktycznie zajmujemy się tym z mężem. Mamy jedną dziewczynę do pomocy, a pracy jest ogromnie dużo. W dodatku największym naszym wrogiem jesteśmy my sami, bo lubimy robić wszystko idealnie. A, żeby zrobić coś idealnie, trzeba się temu naprawdę poświęcić. Czasami mamy wrażenie, że ciągniemy za wiele srok za ogon i nas to przytłacza. Teraz po zmianie nazwy, wiele rzeczy udało nam się uporządkować, także w głowach. I tak naprawdę mamy z tego wszystkiego wielką frajdę i raczej szybko się to nie zmieni.

Co było do tej pory największym wyzwaniem w rozwijaniu waszej marki?

W każdym biznesie najbardziej liczy się sprzedaż. Dla nas w tej chwili najważniejsze są kanały dystrybucji. Skupiamy się na razie na sprzedaży internetowej – jesteśmy na trzech platformach, mamy też własny sklep. Jak na biznes, który ruszył w czerwcu 2015 roku jest nieźle. Widzimy, że idzie to w dobrym kierunku. Myślimy też nad rozwojem sprzedaży off-line, czyli obecnością w sklepach stacjonarnych. Budujemy tę strategię powoli, bo jestem przeciwniczką posiadania. Kiedy miałam wydawnictwo był moment, gdy w magazynie leżało 15 tys. książek. Jeśli nie ma się gotowych kanałów dystrybucji, to z tych 15 tys. książek można zrobić co najwyżej duże ognisko. Dlatego nie spieszymy się z podejmowaniem tych decyzji.

A co daje Ci tworzenie własnej marki ubrań?

Przede wszystkim wielką satysfakcję. Szczególnie, gdy wracają do nas klienci i kiedy dostajemy komunikat zwrotny, że to, co robimy jest fajne. Mam wtedy poczucie, że to, co robię ma sens i podoba się innym.

Masz jakąś radę dla tych, którzy marzą o stworzeniu swojej marki ubraniowej?

Po pierwsze, nigdy nie myśleć, że jest się alfą i omegą i że to, co nam się podoba musi koniecznie podobać się innym. Wielokrotnie wydawało mi się, że właśnie stworzyłam murowany hit, a później okazywało się, że ludzi to nie przekonało. Bywało, że decydowały o tym szczegóły. Trzeba słuchać. A, żeby słuchać czasem trzeba też zadać odpowiednie pytanie. Pójść do ludzi, pokazywać siebie, swoje projekty, obserwować ich reakcje, wyciągać z tego wnioski. Nie tworzymy ubrań tylko dla siebie. Co z tego, że będziemy mieli ich pełną szafę. W końcu chodzi przecież o to, żeby inni też je kupowali. Ważną rzeczą jest również wytrwałość. Zanim sprzedamy pierwszą rzecz, upływa zazwyczaj o wiele więcej czasu niż zaplanowaliśmy. Przyrosty sprzedaży też są zazwyczaj mniejsze niż planowaliśmy. Trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Własny biznes to ciągłe eksperymenty i uczenie się?

Od momentu, gdy zaczęliśmy tworzyć tę firmę, niesamowicie dużo się nauczyliśmy. Ja nauczyłam się szyć, mój mąż rozwinął się jako fotograf, teraz zaczął zajmować się także grafiką. Dodatkowo zaczął też projektować ubrania i jest w tym coraz lepszy. Kiedy pracuje się w branży kreatywnej trzeba się ciągle rozwijać, szkolić się. To także ciągłe próbowanie nowych rzeczy, pomysłów. Eksperymentuje się na sobie, na przyjaciołach, na rodzinie. Dla mnie to uczenie się i rozwój, to tak naprawdę jeden z najprzyjemniejszych elementów tego biznesu.

Więcej na:

www.taff.one

www.facebook.com/taffoneclothes
www.instagram.com/taffoneclothes

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

  • Taff.One

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

NEWSLETTER

Potrzebujesz jeszcze więcej motywacji, inspiracji i wiedzy?

Bądź na bieżąco i zapisz się do naszego newslettera!





Podanie przez Ciebie powyższych danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z Newslettera.
Zapisując się wyrażasz zgodę na przesyłanie przez nas informacji o tematyce motywacyjnej, rozwoju osobistego, nowościach w serwisie oraz informacji handlowych.
Administratorem danych osobowych jest Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką z siedzibą w Warszawie (00-012) przy ul. Podchorążych 75/77 lok. 2.
Zapoznaj się z naszą Polityką Prywatności, z której dowiesz się, jak chronimy Twoje dane.

Na tej stronie wykorzystujemy cookies. Uzyskujemy do nich dostęp w celach analitycznych oraz w celu zapewnienia prawidłowego działania strony. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody, możesz zmienić ustawienia w swojej przeglądarce. Zobacz więcej w Polityce Prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close