Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Czasem wystarczy postawić ławkę

Czasem wystarczy postawić ławkę

Milion złotych da Lechstarter na projekty ulepszające przestrzeń miejską. Jak zmieniać ją mądrze tłumaczy Teresa Latuszewska z Urban Forms.

Jeszcze do 4 kwietnia można zgłaszać projekty w ramach programu Lechstarter stworzonego z myślą o pomysłach, które mogą poprawić przestrzeń miejską. Swoje projekty mogą zgłaszać m.in. NGO, ruchy miejskie, wspólnoty mieszkaniowe. Warto, bo do zagospodarowania jest pięć grantów po 100 tys. zł i 20 mikrograntów po 25 tys. zł. Pomysły można zgłaszać w czterech obszarach – Zazielenienie, Łączenie ludzi, Promowanie technologii i Zmienianie na ładne. W pierwszym etapie projekty oceni jury, w skład którego wchodzą Teresa Latuszewska-Syrda (Fundacja Urban Forms), Grzegorz Marczak (Antyweb.pl), Grzegorz Młynarski (Kwiatkibratki) oraz pisarz, Filip Springer. W drugim odbędzie się głosowanie internautów, które wyłoni zwycięskie projekty.

O tym dlaczego warto zmieniać nasze miasta na lepsze, jaki wpływ na jakość życia mieszkańców ma dobrze i mądrze zaprojektowana przestrzeń, dlaczego tak ważny jest dialog z mieszkańcami i rozwiązania systemowe oraz dlaczego, czasem najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze, Dagny Kurdwanowska rozmawia z Teresą Latuszewską-Syrdą, założycielką i prezes Fundacji Urban Forms – jednej z najbardziej rozpoznawalnych organizacji z kręgu sztuki miejskiej, inicjatorką projektu Galeria Urban Forms, w ramach którego powstały słynne łódzkie murale.

Są badania, które pokazują, że dobrze zaprojektowana przestrzeń wspiera budowanie zgody i dobrych relacji między mieszkańcami, a źle zaprojektowana przestrzeń może rodzić konflikty, nawet agresję.

To prawda. Warto spojrzeć na to z perspektywy dwóch kategorii – z jednej strony jest dobrobyt, a z drugiej dobrostan. Dobrostan to pojęcie znacznie szersze od dobrobytu. Przykładem może być Kuba – kraj niezbyt zamożny, ale jego mieszkańcy deklarują, że są szczęśliwi i zadowoleni z życia. Dobrostan Kubańczyków wynika m.in. z tego, że uprawiają swoje przydomowe ogródki, spotykają się dużo ze sobą, zachowana jest tam wspólnotowość rodzinna. I to sprawia, że są szczęśliwi. Dobrostan nie zależy więc od tego, ile masz pieniędzy, ale od tego, czy ci się chce, czy masz ochotę coś zrobić, wyjść do ludzi, spotkać się, czerpać z tego przyjemność.

Dobrze zaprojektowaną przestrzenią jesteśmy w stanie zbudować dobrostan?

Z całą pewnością. Widzę to w Łodzi. Zrobiliśmy badania, jak murale wpływają na ludzi i wyszły nam modelowe rezultaty. Mural jest obojętny dla przestrzeni, nie wchodzi w nią, bo jest tylko na ścianie. Nie można się o niego potknąć, nie trzeba go obchodzić. Ale tworzy miejsce, w którym powstał, a to dla ludzi wokół jest niesłychanie ważne. Mural pobudzał ich do aktywności, na przykład do nawiązania z kimś rozmowy. Wytrącał ludzi z rutyny, sprawiał, że zaczynali dostrzegać więcej rzeczy wokół siebie. W niektórych miejscach sprawiał, że ludzie zaczynali walczyć o to miejsce, bardziej o nie dbać, spotykać się w nim. Mural stawał się punktem odniesienia. Dzięki temu tworzy się relacja z miejscem. A, jeśli jest relacja, są i emocje.

Tworzą się sieci wzajemnych powiązań?

Sieci to fajna metafora. Sieć zakłada, że łączymy się w różnych obszarach. Ale warto pamiętać, że zakłada też tworzenie czegoś, z czego inni mogą być wykluczeni.

Przestrzeń miejska powinna sprzyjać zmniejszaniu wykluczenia różnych grup?

W naszej Fundacji pracujemy właśnie z tymi wykluczonymi. Robimy to trochę z przypadku – ta ścieżka pojawiła się wraz z rozwojem naszego projektu. Łódź ma takich obszarów mnóstwo. W 2015 wygraliśmy przetarg na działania informacyjne i konsultacyjne dotyczące rewitalizacji centrum miasta. W ramach prowadzonych przez nas działań kilkadziesiąt punktów konsultacyjnych stanęło na podwórkach. To było kilkaset godzin rozmów z mieszkańcami, słuchania ich. Rozmawialiśmy z ludźmi, którzy czuli się wykluczeni z różnych powodów – z powodu biedy, na przykład, z powodu braku dostępu do nowych technologii.

A samotność – też jest powodem wykluczenia?

Mam starszą, schorowaną mamę, której towarzyszę i myślę, że samotność starszych ludzi jest ogromnym problemem. To są zresztą nie tylko ludzie chorzy, ale i tacy, których nie stać nawet na kupienie biletu komunikacji miejskiej, żeby gdzieś pojechać, pobyć z ludźmi. My weszliśmy w te przestrzenie i zaczęliśmy z takimi osobami rozmawiać. Okazało się, że wszyscy chcieli mieć na swoich podwórkach mural. Opowiadali nam, gdzie jest fajna, pusta ściana. To nie były żadne ciągi komunikacyjne, ulice, po których się chodzi, ale właśnie takie zakamarki w podwórkach. To doświadczenie skłoniło nas do wejścia z muralami w te przestrzenie i do współpracy z mieszkańcami kamienic, na których powstaną murale. Nazwaliśmy ten projekt OFF GALERIA, w jego ramach jesienią 2015 roku powstały 4 murale na Starym Polesiu (dzielnica Łodzi)

Jak pracowaliście z mieszkańcami?

Po konsultacjach – mamy taka autorską formę, którą nazwaliśmy „Dialogi wokół murali” – przeprowadziliśmy warsztaty, w czasie których pracowaliśmy z mieszkańcami nad kształtem dzieła, które powstanie w okolicy, w oparciu o ich oczekiwania, zagadnienia związane z przestrzenią czy wręcz kompozycją i kolorystyką. Choć uczestnicy warsztatów nie robili projektu muralu, nie wybierali jego tematyki, to mieli poczucie realnego wpływu na ostateczny jego kształt.

To był sposób na nawiązanie z nimi rozmowy?

Bardziej chodziło o interakcję. Pomagała w tym formuła warsztatów. To, co zebraliśmy, przekazaliśmy artystom, a oni tworzyli projekt. Prosiliśmy ich, żeby brali pod uwagę sugestie mieszkańców. Gotowe projekty pokazaliśmy mieszkańcom. W większości przypadków mieszkańcy je zaakceptowali. W jednym zupełnie odrzucili artystę i jego projekt, co uszanowaliśmy. Ale mieliśmy też jeden bardzo ciekawy przypadek. Chodziło o bardzo zaniedbane podwórko i odrapaną ścianę. Artysta zaprojektował na nią stwora z ogonem między łapami. Mieszkańcy, kiedy to zobaczyli, stwierdzili, że oni czegoś takiego nie chcą, bo stwór ich zdaniem wyglądał jak rozjechany kot. Artysta, Egon Fietke, człowiek o bardzo dużej wrażliwości społecznej był gotów całkowicie zmieniać projekt. Poszliśmy jednak na spotkanie z mieszkańcami tego podwórka. Okazało się w końcu, że stwór nawet im się podoba, ale prosili, żeby zrobić coś z jego ogonem, bo kobietom kojarzył się z czymś nieprzyzwoitym. Skończyło się fantastycznie, bo Egon zmodyfikował trochę projekt, dzieciom dał szablony i spray, wspólnie rysowali. Mieszkańcy z kolei skrzyknęli się, żeby na własną rękę załatać ubytki w elewacji. To jest kwintesencja takich projektów. Podeszliśmy do mieszkańców z uważnością.

Wysłuchaliście ich.

I ludzie poczuli się wysłuchani. Tu wszystko zagrało w sposób naturalny. Myślę, że do tego trzeba dążyć – pytać ludzi, rozmawiać z nimi, słuchać ich.

Sprawić, że poczują się częścią tego dialogu?

Tak. W czasie tych konsultacji, związanych z rewitalizacją Łodzi ludzie często narzekali na współpracę z administracją, na arogancję urzędników, na kompletny brak wrażliwości. Mieszkańcy tych miejsc są często trudni, mieszkają tam różne rodziny, ale oni tym bardziej będą się izolować, im bardziej ktoś ich będzie traktował z góry.

Moje doświadczenie mówi, że czasem niewiele trzeba, by zaangażować ludzi do działania. Na moim podwórku dzieci namalowały mural. Część mieszkańców była sceptyczna i mówiła, że to nie ma sensu, bo zaraz i tak ktoś go zniszczy. Mural powstał, jest nienaruszony i wszystkim poprawia humor.

Czasem wynika to z kodeksu honorowego – nie niszczy się tego, co nasze. Nie maluje się na cudzym podwórku. Chyba, że chodzi o kibiców, którzy zawsze muszą oznaczyć swój teren. Na jednym z naszych murali dopisali hasło z ŁKS-em w roli głównej. Odczytaliśmy to tak, że lokalna społeczność dała swoją pieczątkę, zaakceptowała mural. Pamiętam też nasze doświadczenia z jednego z pierwszych projektów. Zrobiliśmy mural, obok był parking, na którym chcieliśmy zrobić piknik. Ludzie podchodzili i mówili – Nie chcemy Was tu, idźcie sobie stąd, róbcie sobie piknik w parku, przeszkadzacie nam. Nikt nie chciał dać nam prądu. To było strasznie trudne. Ale zrobiliśmy piknik, potem kolejny. Powoli ludzie zaczęli się do tego pomysłu przekonywać. Wszystko można, czasem małymi krokami.

Co w takim razie jest największym problemem?

Brak systemowych rozwiązań.

Sami liderzy działań nie wystarczą?

Nie. To musi być systemowe działanie. Podczas jednej z naszych akcji pojawił się chłopiec, Kazik. Jego matka jest alkoholiczką, ojciec zniknął, mieszka z nimi kolejny partner matki. Kazik, który chodził głodny, bity przy tym projekcie rozkwitł. Okazało się, że ma niesamowitą inteligencję – cudowne dziecko. Przez te kilka miesięcy był na każdym podwórku, stał się naszym pupilkiem niemalże. Ale projekt się skończył, a Kazik tam został – w otwartych drzwiach, przez które nie może przejść. Bo nie ma żadnego systemu, który by w tym pomógł, który by się Kazikiem zaopiekował.

To wymaga dołączenia do dialogu na linii mieszkańcy-fundacja trzeciego gracza – urzędników i administracji.

Tak, systemowe wsparcie miasta jest niesamowicie ważne. Bez tego zawsze ktoś zostanie w takich otwartych drzwiach i nie pójdzie dalej. Moim guru jest Amanda Burden, planistka z Nowego Jorku. Dostała niesłychanie trudne zadanie od burmistrza Bloomberga – poprosił, by stworzyła nowe możliwości dla kolejnego miliona mieszkańców w mieście, które jest otoczone wodą, nie ma przedmieść i nie nie ma szansy, żeby się rozrosnąć. I ona to zrobiła. Jak? Opowiada o tym w swoim wystąpieniu na konferencji TEDx. Przeszła tysiące kilometrów, wysłuchała ludzi, rozmawiała z nimi, całymi dniami, miesiącami i latami chodziła po mieście, oglądała wszystkie kwartały i myślała, jak to zrobić. W końcu to wymyślili, ale nie udałoby się bez podejścia systemowego.

Wracamy też do uważności i wrażliwości, które powinny być częścią tego systemu. Świetnym przykładem jest Kopenhaga, w której, jeśli jest kawałek niewykorzystanej przestrzeni, władze stawiają tam ławkę – i to taką, która będzie wygodna, estetyczna i będzie zachęcać, żeby na niej usiąść.

Bo to musi być robione z głową. W Łodzi mamy przykład, kiedy ktoś nie do końca pomyślał – za duże pieniądze zbudowano wielki plac zabaw. Nie przychodzą tam żadne dzieci. Stoi opustoszały.

Dlaczego?

Są ścianki wspinaczkowe, sieci i inne cuda, a nie ma piaskownicy, nie ma huśtawek, a przede wszystkim nie ma ławek. Rodzic, który tam przyjdzie z dzieckiem nie ma gdzie usiąść. Jak tam spędzać czas?

Ktoś pomyślał, żeby było ładnie, ale nie zadbał o aspekt użytkowy.

Dokładnie tak. Piękna przestrzeń publiczna to taka, w której ludzie chcą być. Jeśli coś jest dobrze pomyślane, przyciągnie ludzi, potem kolejnych i w końcu zacznie żyć. Miasto to jest interakcja. To też wzajemne uczenie się, rozmowy, spotykanie się. A w polskich miastach komercjalizacja i potrzeba zabudowania każdego wolnego kawałka przestrzeni walczy z potrzebami mieszkańców. Znów powołam się na przykład Nowego Jorku i park High Line, który powstał na torowisku po zamknięciu naziemnej linii kolejowej. Miejsce, które jest odwiedzane przez tysiące ludzi, bez względu na pogodę. Wymyślono, że skoro tyle ludzi tam przychodzi, to trzeba postawić tam sklepy. Amanda Burden opowiadała o swoim wielomiesięcznym boju, żeby do tego nie dopuścić. W krótkiej perspektywie miasto mogło na tym zyskać, ale w długiej ludzie przestaliby po prostu tam przychodzić. Chcieli parku, a nie sklepów. Inny przykład w Łodzi – plac przed Teatrem Wielkim. Stały tam samochody, dzieciaki jeździły na deskorolkach. Coś tam się działo. Plac został odnowiony, na środku postawiono fontannę, złośliwi mówią, że w kształcie waginy. Plac stoi teraz pusty, bo nie ma ławek. Ludzie nie mają tam, gdzie usiąść.

Brytyjczycy, kiedy budują nowe osiedle, nie wytyczają ścieżek. Sadzą trawnik i patrzą którędy chodzą ludzie, a potem budują w tych miejscach chodnik. U nas jest wciąż odwrotnie – najpierw chodnik, a potem złość, bo ludzie wytyczają sobie inne ścieżki.

To jest problem naszej przeszłości i spadku po PRL. To, co było na zewnątrz było groźne, nieprzyjazne, to była sfera oporu. Mieszkańcy nie mieli poczucia, że mają jakikolwiek wpływ na to, co zadecyduje urzędnik. I to jest okropnie trudne. Zmiana i uczenie się nowego sposobu myślenia o wspólnej przestrzeni zajmie nam pewnie jeszcze wiele lat.

Wiele zmieniły już budżety obywatelskie. Co może zmienić program taki, jak Lechstarter?

Po cichu mam nadzieję, że pojawią się projekty, które wykorzystają efekt relacji mieszkaniec-miejsce i stworzą przestrzenie, w których ludzie będą chcieli przebywać. Liczę na różnorodne pomysły, śmiałe, szalone i wizjonerskie (bo któż, jeśli nie marzyciele, są w stanie zmieniać świat), ale też skromne, wynikające ze znajomości potrzeb najbliższego otoczenia, właśnie z tej uważności, która nie jest spektakularna, ale z punktu widzenia relacji bodaj najważniejsza. Pomysł, że ostatecznie będą decydować Internauci jest dobry (choć z początku miałam mieszane odczucia), bo skłoni projektodawców do budowania sieci wsparcia w lokalnych społecznościach.

Dlaczego zdecydowała się Pani zostać ekspertką w tym programie?

Po trosze odpowiadam na to pytanie powyżej. Ponadto zdecydowałam się być ekspertką, ale i ambasadorką programu, bo zawsze będę wspierać inicjatywy, które mają szanse wpływać na jakość naszej wspólnej przestrzeni. Podkreślam – zdecydowanie za mało przeznacza się na ten cel pieniędzy publicznych, a pieniądze są tu niezbędne. Płacimy za projekty architektoniczne, rozwiązania urbanistyczne, pomijając zazwyczaj myślenie o mieście, jako miejscu interakcji i zjawisku społecznym. Szkoda, bo przecież to miasta w XXI wieku wytwarzają bodaj ¾ PKB, a o ich atrakcyjności decydują publiczne przestrzenie. Dlatego wezmę udział w każdym działaniu, gdzie są konkretne środki na zmianę w przestrzeni miasta. Jak mówi przywoływana już tutaj Amanda Burden: „udane miasto jest jak cudowne przyjęcie. Ludzie zostają, bo świetnie się bawią”.

Więcej na:

Fundacja Urban Forma

Lechstarter

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!