Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Zamknij ten rozdział i idź dalej

Zamknij ten rozdział i idź dalej

kobiecym okiem, felietony, Magdalena A. Olczak
Magdalena A. Olczak

Od kryzysu gorsze jest dryfowanie – pozostawianie w beznadziejnej sytuacji bez woli zmiany. Czy naprawdę jednak trzeba czekać aż wydarzy się kryzys, żeby działać – pyta Magdalena A. Olczak.

Ostatnio uświadomiłam sobie, dlaczego NIE chcę zostać ekspertką. Kilka lat temu, kiedy byłam dziennikarką umówiłam się na kawę ze znajomym właścicielem agencji PR, żeby zapytać, o to jak to się stało, że nasz znajomy z dziennikarza, stał się naprawdę cenionym ekspertem w swojej dziedzinie. Rozmowa była dość luźna, sama zastanawiałam się jak to zrobić. Niestety, dwa dni później mój szef, do dzisiaj nie wiem skąd, się o niej dowiedział, a że donoszący, czego nie usłyszał, to zmyślił… rozmowa nie należała do przyjemnych.

“Jestem nie dość dobra” – powtarzasz sobie i rezygnujesz z kolejnych szans i możliwości. Co zrobić, by wreszcie się docenić i odważyć na nowe wyzwania pisze Magdalena A. Olczak.

Od tamtego czasu minęło wiele lat. Piszę właśnie doktorat z funduszy venture capital. Przeczytałam już na ten temat sporo, napisałam prawie połowę pracy, przeprowadziłam na ten temat kilkadziesiąt wywiadów pogłębionych. Ale kiedy ktoś proponuje mi zabranie głosu, jako ekspert, napisanie czegoś na ten temat samodzielnie, bronię się rękami i nogami. Nie wiedziałam, dlaczego, ale przypadkiem przypomniałam sobie, skąd u mnie takie zniechęcenie do słowa „ekspert”.

Pewnie, gdyby zdarzył mi się kryzys, np. zostałabym bez pracy i musiała sobie wymyślić nowe zajęcie, skierowałabym swoje plany w stronę startupów i funduszy venture capital. Ale nic takiego się nie stało. Dlatego, kryzys to paradoksalnie coś dobrego. Kiedy jesteśmy pod ścianą, o wiele łatwiej zaryzykować, bo nie mamy wiele do stracenia, bo kiedy zostajemy na lodzie, okazuje się, że wokół siebie mamy mnóstwo życzliwych ludzi, którzy nie ujawniliby się, gdyby wszystko było w porządku.

Kiedy jest źle, włącza się też zacięcie do walki. Dlatego kryzys to szansa do wykorzystania. O wiele gorzej jest, kiedy świadomie lub nie, tkwimy w jakieś sytuacji – dryfujemy. Jest nam źle, ale nie na tyle, żeby chcieć coś zmieniać z dnia na dzień, jest nam wygodnie. Praca nie daje nam satysfakcji, ale pensja jest ok, więc mija nam tak kolejny i kolejny rok.

Dryfowanie może zdarzyć się ot tak… mam znajomą, która czeka na księcia z bajki i mówi, że dopiero jak go spotka będzie szczęśliwa. Inna, przez dwa lata narzekała, że nie radzi sobie z domowymi obowiązkami, zanim znalazła kogoś do pomocy. Paradoksalnie, kiedy jesteśmy w takiej sytuacji, nasi przyjaciele traktują nasze narzekanie na pracę, na życie jako zwykłe marudzenie, gorszy dzień. Z czymś takim, o wiele trudniej, moim zdaniem, poradzić sobie, niż z kryzysem.

Jak sobie z czymś takim poradzić? Nie wiem… mi zawsze pomaga wygadanie się komuś. Po prostu usłyszeć: miałam to samo, nie tobie jednej to się stało albo: zamknij to i idź dalej.

Jedno wydaje mi się ważne, nie czekajmy aż wydarzy się kryzys i rzeczywiście włączy się w nas wojownik, który będzie chciał pokazać innym, że się da. Nie ma sensu marnować czasu, bo mając odrobinę (nie)szczęścia, ten kryzys może tak naprawdę nigdy nie przyjść. I co wtedy?

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!