Sprawczość jest jednym z tych słów, które zrobiły w ostatnich latach ogromną karierę
Mówimy o sprawczości kobiet w biznesie, finansach, relacjach i życiu społecznym. Zachęcamy kobiety, żeby brały odpowiedzialność za swoje decyzje, negocjowały, mówiły głośno o swoich potrzebach i przestawały przepraszać za własne ambicje. Rzadziej zastanawiamy się nad tym, że poczucie sprawczości ma również wymiar cielesny. Zanim coś powiemy, nasze ciało już wysyła sygnały. Zanim podejmiemy decyzję, możemy czuć napięcie albo swobodę, zaim wejdziemy do sali pełnej ludzi, możemy mieć wrażenie, że zajmujemy właściwą ilość miejsca albo przeciwnie, że najlepiej byłoby stać się trochę mniejszą.
Ubranie znajduje się dokładnie pomiędzy tym, co dzieje się wewnątrz nas, a tym, co pokazujemy światu. Dlatego psychologia ubioru jest znacznie ciekawsza niż pytanie o to, czy dana sukienka jest modna. Interesujące jest to, co dzieje się z kobietą, kiedy ją zakłada. Czy zaczyna chodzić pewniej, przestaje poprawiać rękawy, czy nie myśli przez cały dzień o tym, że spodnie są za ciasne? Czy może swobodnie gestykulować podczas prezentacji? Materiał nie ogranicza jej ruchów, fason pozwala jej zapomnieć o ubraniu i skupić się na tym, po co właściwie przyszła? To ostatnie pytanie jest szczególnie ważne.
Dobre ubranie nie powinno przez cały dzień przypominać nam o swoim istnieniu
Z punktu widzenia materiałoznawstwa sprawa jest bardziej skomplikowana, niż sugerowałaby moda sprowadzona do koloru i fasonu. Materiał ma swoją masę, grubość, sztywność, sprężystość, przewiewność, zdolność pochłaniania wilgoci i sposób układania się na sylwetce. Każda z tych cech wpływa na fizyczny komfort, a komfort wpływa na to, jak funkcjonujemy. Sztywna tkanina może utrudniać swobodne ruchy ramion. Materiał o niewielkiej przepuszczalności powietrza może powodować dyskomfort podczas wielogodzinnego spotkania. Ubranie, które przesuwa się na ciele, roluje, uciska albo wymaga nieustannego poprawiania, odciąga uwagę od tego, co naprawdę ważne. To nie są modowe drobiazgi. To informacje wysyłane przez ciało.
Wyobraźmy sobie kobietę, która prowadzi ważne spotkanie. Ma świetnie przygotowaną prezentację, zna liczby, zna rynek i doskonale wie, czego chce. Zakłada jednak sukienkę, której dekolt musi co kilka minut poprawiać, albo marynarkę, która ogranicza ruchy ramion. Jej kompetencje pozostają dokładnie takie same. Zmienia się natomiast ilość uwagi, którą może przeznaczyć na rozmowę. Część jej koncentracji zajmuje kontrolowanie własnego ciała i ubrania.
Zupełnie inaczej działa strój, który pozwala zapomnieć o sobie
Psychologia stylu mówi nie tylko o tym, co ubranie komunikuje, lecz także o tym, jakie warunki stwarza naszemu ciału. Ubranie może być wizualnym komunikatem, ale jest również fizycznym środowiskiem, w którym funkcjonujemy przez wiele godzin. Dotyka skóry, ogranicza albo wspiera ruch, wpływa na odczuwanie temperatury i może zmieniać sposób, w jaki poruszamy się w przestrzeni.
Ta zależność jest szczególnie interesująca w przypadku kobiet, które pracują pod presją. Przedsiębiorczyni prowadząca negocjacje, menedżerka prezentująca wyniki zarządowi czy ekspertka występująca przed kamerą potrzebują przede wszystkim możliwości swobodnego działania. Ich ubranie nie może konkurować o uwagę z ich kompetencjami.
Nie oznacza to, że powinnyśmy ubierać się wyłącznie zachowawczo. Wręcz przeciwnie. Sprawczość nie ma jednego fasonu ani jednego koloru. Dla jednej kobiety będzie nią perfekcyjnie skrojony garnitur, dla innej jedwabna koszula noszona z szerokimi spodniami, a dla jeszcze innej sukienka o mocnej konstrukcji i intensywnym kolorze. Istotne jest nie to, czy strój spełnia definicję „kobiety sukcesu”, lecz czy pozwala konkretnej kobiecie działać w zgodzie z sobą.
I tutaj dochodzimy do bardzo ważnej różnicy pomiędzy pewnością siebie, a sprawczością.
Pewność siebie często kojarzymy z tym, jak dobrze czujemy się z sobą
Sprawczość jest bardziej praktyczna. Dotyczy przekonania, że możemy coś zrobić, wpłynąć na sytuację, podjąć decyzję i ponieść jej konsekwencje. Można mieć wątpliwości i jednocześnie działać. Można nie czuć się idealnie i mimo wszystko zabrać głos przy stole negocjacyjnym. Ubranie może wspierać właśnie ten drugi obszar. Nie musi sprawić, że nagle przestaniemy się stresować. Nie powinno być traktowane jak psychologiczna proteza, która ma za nas wykonać całą pracę. Może jednak stać się elementem przygotowania do działania. Tak samo jak notatki przed wystąpieniem, znajomość danych czy plan rozmowy. Kiedy wiemy, że wyglądamy i czujemy się zgodnie z własnymi założeniami, część niepewności znika.
Ważną rolę odgrywa tutaj również spójność między tym, jak siebie postrzegamy, a tym, co pokazujemy na zewnątrz. Jeżeli kobieta jest odważna, zdecydowana i kreatywna, ale jej garderoba składa się wyłącznie z rzeczy, które wybierała z myślą o tym, żeby „nikogo nie urazić”, może pojawić się rozdźwięk. Nie chodzi o to, że ubranie powinno być ekstrawaganckie. Chodzi o to, żeby nie przeczyło osobie, która je nosi.
To właśnie dlatego własny styl ma tak duże znaczenie dla samoświadomości. Kiedy wiemy, co jest nasze, przestajemy nieustannie sprawdzać, czy spełniamy cudze oczekiwania. Nie potrzebujemy każdego ranka zastanawiać się, czy dany fason jest wystarczająco elegancki, kobiecy albo profesjonalny. Zaczynamy podejmować decyzje z innego poziomu: „To jest moje. W tym mogę działać”.
W świecie biznesu ma to szczególne znaczenie. Wizerunek nie jest przecież wyłącznie kwestią pierwszego wrażenia. W wielu sytuacjach zawodowych jesteśmy oceniane przez długi czas: podczas spotkań, wystąpień, negocjacji, rozmów z zespołem czy kontaktu z klientami. Ubranie staje się wtedy częścią naszego sposobu komunikowania się, ale również częścią naszego własnego przygotowania do roli, którą pełnimy.
Sprawczość zaczyna się tam, gdzie kończy się przebieranie
Nie oznacza to oczywiście, że trzeba odrzucić klasykę, elegancję czy zasady dress code’u. Dobrze skrojona marynarka, biała koszula, garnitur czy szpilki mogą być świetną bazą garderoby i bardzo skutecznie wspierać profesjonalny wizerunek. Sama często po nie sięgam, ponieważ ich siła polega właśnie na tym, że nie wychodzą z mody i dają ogromne możliwości stylizacyjne.
Różnica pojawia się w momencie, kiedy zaczynamy traktować ubranie jak kostium, który ma za nas odegrać określoną rolę. Zakładamy marynarkę, ponieważ „tak wygląda profesjonalna kobieta”. Wybieramy określony fason, ponieważ „na tym stanowisku wypada”. Kupujemy kolejną rzecz, która ma sprawić, że będziemy wyglądać poważniej, bardziej kompetentnie albo bardziej prestiżowo. Wszystko się zgadza, a mimo to coś nie gra.
Możemy wyglądać dokładnie tak, jak wymaga tego sytuacja, i nadal mieć poczucie, że jesteśmy trochę przebrane. Zamiast skupić się na rozmowie, zaczynamy kontrolować siebie. Czy dobrze wyglądam, czy marynarka się nie gniecie, czy sukienka nie jest za krótka? Czy nie wyglądam zbyt kobieco? A może przeciwnie, czy nie jestem zbyt zachowawcza? Wtedy ubranie, które miało nam pomóc, zaczyna zabierać uwagę.
Dojrzały styl nie polega na odrzucaniu zasad ani na demonstracyjnym łamaniu dress code’u
Polega na tym, że potrafimy korzystać z jego reguł, pozostając przy tym sobą. Możemy założyć klasyczny garnitur i nadal przemycić do niego własny charakter. Możemy wybrać jedwabną koszulę, mocniejszy kolor, ciekawą biżuterię, określony fason spodni czy buty, w których rzeczywiście dobrze się poruszamy. Nie po to, żeby zwracać na siebie uwagę za wszelką cenę. Po prostu dlatego, że wiemy, co nam służy.
To wydaje się drobną różnicą, ale ma duże znaczenie. Kiedy ubranie jest nasze, przestajemy o nim myśleć. Nie musimy go pilnować ani udowadniać nim swojej pozycji. Możemy zająć się tym, co w danej chwili jest dla nas ważne czyli decyzją, negocjacją, wystąpieniem.
Na tym polega sprawczość w ubiorze. Nie na tym, żeby wyglądać jak kobieta sukcesu, ale na tym, żeby nie potrzebować kostiumu kobiety sukcesu, kiedy już nią jesteśmy. Dlatego warto przyjrzeć się nie tylko temu, co podoba nam się na wieszaku, ale również temu, jak reaguje na to nasze ciało. Czy możemy swobodnie usiąść, podnieść rękę i materiał nie ogranicza ruchu? Po kilku godzinach nadal czujemy się komfortowo, a fason pozwala nam zapomnieć o mankamentach, które próbujemy nieustannie kontrolować? Czy możemy skoncentrować się na rozmowie zamiast na tym, jak wyglądamy?
Właśnie w tym miejscu materiałoznawstwo spotyka się z psychologią stylu. Nie każda tkanina zachowuje się tak samo, nawet jeśli na pierwszy rzut oka dwie marynarki wyglądają podobnie. Jedna może mieć konstrukcję, która utrzymuje sylwetkę i daje poczucie stabilności. Druga może być miękka, elastyczna i niemal niewyczuwalna podczas ruchu. Jedna może dobrze funkcjonować podczas krótkiego spotkania, druga sprawdzi się podczas dziesięciu godzin pracy. To nie są detale. To właściwości użytkowe, które wpływają na nasze doświadczenie ubierania.
Ubranie może wspierać, ale i odbierać sprawczość
Warto też pamiętać, że ubranie może działać w dwie strony. Może nas wspierać, ale może również odbierać sprawczość. Jeśli przez cały dzień czujemy, że musimy kontrolować sylwetkę, poprawiać ubranie, ukrywać ciało albo pilnować, czy nic się nie przesuwa, nasza uwaga zostaje częściowo skierowana do wewnątrz. Zamiast być obecne w rozmowie, stajemy się obserwatorkami własnego wyglądu.
To szczególnie ważne dla kobiet, które osiągnęły zawodowy sukces, ale nadal mają trudność z pozwoleniem sobie na pełną obecność. Możemy być świetnie przygotowane, kompetentne i doświadczone, a mimo to wejść do pokoju z poczuciem, że powinnyśmy być trochę mniej widoczne, trochę mniej wyraziste, trochę mniej „za bardzo”. Ubranie nie rozwiąże tego problemu. Może jednak stać się małym codziennym ćwiczeniem z zajmowania własnego miejsca. Założenie koloru, którego wcześniej unikałyśmy, wybór fasonu, który nie służy do ukrywania sylwetki, ale pozwala ją zaakceptować czy zamiana „bezpiecznego” ubrania na takie, które naprawdę odpowiada naszej osobowości to pozornie niewielkie decyzje, ale każda z nich może być komunikatem skierowanym do samej siebie: nie muszę się pomniejszać, żeby być profesjonalna.
Wraz ze wzrostem samoświadomości często zmienia się również sposób robienia zakupów
Przestajemy pytać wyłącznie: „Czy dobrze w tym wyglądam?”. Pojawia się pytanie: „Jak będę funkcjonować, kiedy będę to nosić?”. To zupełnie inny sposób myślenia. Możemy zacząć oceniać ubranie nie tylko przez pryzmat ceny, marki czy trendu, ale również przez jego użyteczność. Czy pozwoli mi prowadzić spotkanie przez sześć godzin. Sprawdzi się podczas podróży? Czy nie będzie wymagało ciągłego poprawiania, a materiał odpowiada warunkom, w których będę pracować? Czy ten fason wspiera moje ciało, czy każe mi przez cały dzień o nim pamiętać? To właśnie tutaj zaczyna się dojrzały styl.
Nie wtedy, kiedy znamy wszystkie trend, kiedy mamy garderobę pełną drogich rzeczy i nawet nie wtedy, kiedy potrafimy stworzyć idealną stylizację. Dojrzały styl pojawia się wtedy, kiedy rozumiemy zależność pomiędzy ubraniem, ciałem, emocjami i działaniem. Kiedy wiemy, że jedwab, wełna, len, bawełna czy nowoczesne włókna techniczne nie są tylko nazwami na metce. Każdy materiał ma określone właściwości, które mogą być naszym sprzymierzeńcem albo zupełnie nie pasować do sytuacji. Kiedy rozumiemy, że fason nie powinien być narzędziem dyscyplinowania ciała. Kiedy przestajemy kupować ubrania dla kobiety, którą „powinnyśmy” być, i zaczynamy wybierać je dla kobiety, która naprawdę prowadzi nasze życie.
Sprawczość nie mieszka w marynarce, nie mieszka też w szpilkach, jedwabiu ani perfekcyjnie skrojonym garniturze. Mieszka w nas. Ubranie może jednak stworzyć warunki, w których łatwiej ją poczuć, uruchomić i pokazać światu, może pomóc ciału poczuć się bezpiecznie, głowie skupić się na zadaniu, a nam samym przypomnieć, że nie musimy czekać na pozwolenie, żeby zająć swoje miejsce.
Dlatego następnym razem, kiedy będziesz wybierać ubranie na ważne spotkanie, nie pytaj wyłącznie: „Jak będę wyglądać?”. Zapytaj również: „Jak będę działać?”.
To drugie pytanie może zmienić znacznie więcej niż zawartość Twojej szafy.
***
O autorce

Iwona Sasin – inżynier włókiennictwa, edukatorka, psychostylistka i mentorka. Absolwentka Wydziału Włókienniczego Politechniki Łódzkiej oraz francuskiej École d’Ingénieurs ITECH w Lyonie, gdzie zdobyła również dyplom Université de la Mode na kierunku komunikacja w przemyśle modowym i luksusowym.
Współtworzyła jedną z pierwszych europejskich firm produkujących dzianiny seamless, wiele lat przed światową modą na tego typu rozwiązania.
Prowadzi webinary, wykłady, szkolenia i konsultacje indywidualne. W pracy łączy wiedzę o technologii włókien z psychologią stylu, pokazując modę jako narzędzie komunikacji, a nie tylko estetyki. Jej misją jest pomaganie ludziom w pozbyciu się nadmiaru w szafie, w myśleniu i w wyborach konsumenckich.