Diagnostyka molekularna kojarzy się raczej ze sterylnym laboratorium – co sprawiło, że zaczęła Pani myśleć o przeniesieniu jej „w teren”?
To był efekt połączenia wiedzy całego naszego zespołu, obserwacji rynku i bardzo osobistych doświadczeń. Jako diagności, biotechnolodzy, biolodzy molekularni, ale też np. właściciele zwierząt, widzieliśmy rosnący rozdźwięk między tym, co technologia potrafi w laboratorium, a tym, czego naprawdę potrzebują użytkownicy w praktyce. Najważniejsze decyzje często zapadają nie w laboratorium, tylko tam, gdzie pojawia się problem – w gabinecie weterynaryjnym, na fermie, na linii produkcyjnej czy w zakładzie przetwórczym. Zaczęliśmy zadawać sobie proste pytanie: skoro decyzje zapadają poza laboratorium, dlaczego diagnostyka wciąż jest w nim zamknięta?
Jaki problem chciała Pani rozwiązać, współtworząc PCR.smart®?
Fundamentalny problem braku dostępu do szybkiej, wiarygodnej informacji. Od początku jako zespół widzieliśmy ten sam problem w różnych obszarach – weterynarii, rolnictwie czy bezpieczeństwie żywności. Wszędzie powtarzał się schemat: wynik przychodził za późno, a decyzje podejmowano wcześniej.
W wielu obszarach nie brakuje dziś wiedzy, tylko brakuje jej na czas. A kiedy wynik przychodzi za późno, decyzje czasami podejmuje się w ciemno – i to generuje ryzyko, koszty, a czasem realne zagrożenie dla zdrowia. Nie chcieliśmy budować kolejnego urządzenia. Chcieliśmy rozwiązać problem zbyt późnej informacji.
Jak w prosty sposób wyjaśniłaby Pani, czym jest PCR.smart® i co czyni go przełomowym?
Najprościej mówiąc, PCR.smart® to mobilne laboratorium mieszczące się na dłoni. To miniaturowy system, który potrafi wykrywać DNA lub RNA patogenów – bakterii, wirusów czy grzybów – szybko i z bardzo wysoką czułością, nawet gdy w próbce jest ich śladowa ilość.
Przełom polega nie tylko na miniaturyzacji, ale na przeniesieniu jakości diagnostyki molekularnej poza laboratorium i dostosowaniu jej do realnych warunków użycia. Nie projektowaliśmy technologii „na papierze”, tylko pod rzeczywiste środowisko pracy – i to robi różnicę.
Dodatkowo, według naszej obecnej wiedzy, opracowaliśmy najszybszy na świecie układ grzewczo-chłodzący, chroniony patentem, który stanowi kluczowy element skracania czasu reakcji PCR. W połączeniu z postępem w parametrach chemii reakcyjnej daje to w przyszłości potencjał do dalszego, istotnego skracania czasu diagnostyki. Innowacyjność naszego rozwiązania potwierdza także nasze portfolio własności intelektualnej – obecnie posiadamy trzy patenty, a kolejne dwa są w trakcie procedowania, co dodatkowo wzmacnia naszą przewagę technologiczną.
Co było największym wyzwaniem w miniaturyzacji i uproszczeniu tak zaawansowanej technologii?
Największym wyzwaniem było zachowanie jakości laboratoryjnej przy radykalnym uproszczeniu systemu. Miniaturyzacja to nie tylko zmniejszenie urządzenia – to utrzymanie precyzji temperatur, stabilności reakcji i wiarygodności wyniku w znacznie prostszym, mobilnym formacie. Drugim wyzwaniem było zaprojektowanie technologii tak, by była intuicyjna dla użytkownika, który nie jest biologiem molekularnym. To wymagało uproszczenia nie tylko hardware’u, ale całego procesu diagnostycznego.
Jak udało się skrócić proces diagnostyki z kilku dni do mniej niż 90 minut?
W dużej mierze usunęliśmy to, co najbardziej spowalnia diagnostykę – logistykę, transport próbki i zależność od zewnętrznego laboratorium.
Przenieśliśmy diagnostykę bezpośrednio do miejsca pobrania próbki, uprościliśmy procedury i w wielu zastosowaniach wyeliminowaliśmy dodatkowe etapy przygotowania materiału. Dzięki temu skróciliśmy proces nie tylko technologicznie, ale przede wszystkim operacyjnie.
W których obszarach – bezpieczeństwo żywności, woda, weterynaria – ta technologia może być „game changerem”?
Docelowo wszędzie tam, gdzie czas decyduje o bezpieczeństwie, ale najszybszego przełomu spodziewam się w weterynarii.
To obszar z ogromną potrzebą szybkiej i wiarygodnej diagnostyki, a jednocześnie wciąż niedostatecznie zaadresowany technologicznie. To, co stało się standardem w diagnostyce ludzkiej, zaczyna dziś naturalnie przechodzić do diagnostyki zwierząt – i to bardzo ważny moment.
Co dla Pani oznacza sukces – liczba wdrożeń, wpływ na bezpieczeństwo, a może zmiana standardów diagnostyki?
Dla mnie sukces to przede wszystkim realny wpływ. Jeśli nasza technologia poprawi bezpieczeństwo żywności, ograniczy nadużywanie antybiotyków i pomoże szybciej chronić zdrowie zwierząt i ludzi – to będzie sukces. Oczywiście ważne są wdrożenia, skala i wzrost. Ale dla nas najważniejsze jest, czy technologia realnie zmienia sposób zarządzania ryzykiem biologicznym.
Wierzymy, że diagnostyka dostępna w czasie rzeczywistym zmienia sposób podejmowania decyzji i w efekcie redefiniuje standardy diagnostyczne w wielu sektorach. Chcemy tę diagnostykę zdemokratyzować i oddać ludziom tam, gdzie naprawdę jest potrzebna.
Gdzie kieruje Pani swoje myśli „po godzinach”? Gdzie szuka inspiracji, odpoczynku i wytchnienia?
Najczęściej w podróżach, sztuce i muzyce. Podróże uczą mnie patrzenia szerzej, sztuka daje dystans, a muzyka pomaga porządkować myśli. Bardzo często właśnie poza laboratorium pojawiają się najlepsze pomysły.