Ile może kosztować kobiety zawodowa niewidoczność?

Można świetnie wykonywać swoją pracę, dowozić wyniki, zarządzać dużym zespołem i mieć kilkanaście lat doświadczenia, a jednocześnie pozostawać niemal niewidoczną poza własną organizacją. Przez długi czas nie musi to być problem. Do momentu, kiedy okazuje się, że ciekawe propozycje, zaproszenia do projektów czy nowe możliwości biznesowe trafiają do osób, które rynek po prostu lepiej zna. Wtedy pojawia się pytanie: czy zawodowa niewidoczność ma swoją cenę?

Często słyszymy od kobiet: „nie potrzebuję się promować, wyniki mówią za mnie”. Bardzo lubię pierwszą część tego zdania, bo rzeczywiście nie chodzi o promowanie się dla samej rozpoznawalności. Z drugą mam większy problem. Wyniki nie zawsze mówią. Czasami trzeba im pomóc.

Kto wie, że jesteś dobra?

Wyobraźmy sobie dwie osoby o podobnym doświadczeniu i porównywalnych kompetencjach. Jedna regularnie komentuje to, co dzieje się w branży, czasem publikuje na LinkedInie, występuje na konferencjach, pojawia się w mediach. Druga wykonuje równie dobrą pracę – być może nawet lepszą – ale poza jej najbliższym otoczeniem zawodowym niewiele osób o tym wie.

Kiedy pojawia się propozycja udziału w projekcie, panelu, radzie doradczej czy nowej współpracy biznesowej, nikt nie tworzy przecież rankingu wszystkich kompetentnych osób na rynku. Zwykle przypominamy sobie nazwiska, które już znamy, o których słyszeliśmy albo które ktoś nam polecił. I właśnie w tym miejscu widoczność zaczyna mieć realną wartość biznesową.

W badaniu Impact Relations niemal co trzeci lider deklaruje, że dzięki działaniom związanym z marką osobistą wielokrotnie pozyskał klientów, inwestorów lub partnerów. Co trzeci uważa też, że gdyby zaczął budować swoją markę wcześniej, jego biznes rozwijałby się szybciej. Kiedy pytaliśmy szerzej o korzyści, również mniej więcej co czwarty badany wskazywał wsparcie sprzedaży oraz łatwiejsze pozyskiwanie inwestorów i partnerów.

Nie oznacza to oczywiście, że sama rozpoznawalność gwarantuje kontrakt. Daje jednak coś, czego nie zapewnią nawet najlepsze kompetencje, jeśli wie o nich tylko wąskie grono: większą szansę, że nasze nazwisko w ogóle pojawi się w odpowiednim momencie i w odpowiedniej rozmowie.

I chyba właśnie tak warto patrzeć na ekonomiczny wymiar marki osobistej. Nie przez liczbę obserwujących czy reakcji pod postem, ale przez rozmowy, rekomendacje i możliwości biznesowe, które dzięki reputacji w ogóle mają szansę się pojawić.

Widoczność nie gwarantuje awansu. Ale niewidoczność też nie jest neutralna

Nie ma prostego równania: zacznę publikować, więc będę więcej zarabiać albo szybciej awansuję. Widoczność sama w sobie nie zastąpi kompetencji, wyników ani relacji. Może jednak sprawić, że więcej osób będzie wiedziało, co potrafimy – a to ma znaczenie, kiedy pojawiają się nowe możliwości zawodowe.

Ciekawy kontekst daje badanie Women in the Workplace 2025 prowadzone przez LeanIn.Org i McKinsey. Pokazuje ono, że kobiety na początku kariery mają znacznie mniejszy dostęp do tzw. sponsorów kariery – bardziej doświadczonych osób, które nie tylko doradzają, jak mentorzy, ale aktywnie rekomendują je, zwiększają ich widoczność w organizacji i pomagają otwierać kolejne zawodowe drzwi. Takie wsparcie ma 31 proc. kobiet na początku kariery i 45 proc. mężczyzn.

I tu pojawia się różnica, którą warto zapamiętać: mentor rozmawia z tobą. Sponsor kariery rozmawia o tobie – także wtedy, kiedy nie ma cię w pokoju.

Tylko żeby ktoś mógł powiedzieć w takim pokoju: „znam świetną osobę do tego projektu”, „powinniśmy ją zaprosić” albo „ona powinna dostać tę szansę”, musi najpierw wiedzieć, z czym nas kojarzyć i co potrafimy.

Widoczność nie daje więc gwarancji, że drzwi się otworzą. Zwiększa szansę, że kiedy będą się otwierać, ktoś pomyśli również o nas.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Marka osobista nie zaczyna się od LinkedIna

Dlatego myśląc o widoczności, nie zaczynałabym od pytania: „co mam publikować?”. Zaczęłabym od zadania sobie innych pytań. Z czym chcę być kojarzona? W jakich trzech tematach mam naprawdę coś do powiedzenia? Kto poza moim bezpośrednim zespołem wie, że się na nich znam? Czy osoby podejmujące decyzje dotyczące projektów, awansów albo współpracy miały okazję zobaczyć efekty mojej pracy?

Dopiero później pojawiają się narzędzia. Dla jednej osoby będzie to LinkedIn. Dla innej konferencje, media branżowe albo podcasty. Czasem będzie to po prostu większa obecność wewnątrz organizacji: prezentowanie wyników projektu zamiast oddawania tej roli komuś innemu, zabieranie głosu na spotkaniach czy budowanie relacji poza własnym zespołem.

Personal branding nie zaczyna się od publikowania. Zaczyna się od decyzji, z czego chcemy być znane.

Reputacja pracuje także na firmę

Jest jeszcze jeden wynik naszego badania, który szczególnie lubię. Zapytaliśmy liderów o korzyści z silnej marki osobistej. Najwięcej – 50,7 proc. – odpowiedziało: większe zaufanie do całej firmy. Zaufanie ograniczone wyłącznie do samego lidera wskazało tylko 15,1 proc.

To dobrze pokazuje, dlaczego marka osobista nie musi być egoistycznym projektem. Jeżeli CEO dzieli się swoją wiedzą, firma może stawać się bardziej wiarygodna. Gdy ekspertka jest rozpoznawalna w branży, jej reputacja pracuje także na zespół i organizację. Jeżeli founderka potrafi ciekawie opowiadać o rynku, łatwiej zainteresować jej biznesem partnerów, klientów czy inwestorów. Własna widoczność może być częścią pracy na rzecz firmy.

Ile kosztuje niewidoczność?

Nie da się tego policzyć w Excelu. Trudno stwierdzić, ile propozycji nigdy do nas nie trafiło. Nie zobaczymy maila, którego ktoś nie napisał. Nie dowiemy się, że podczas rozmowy o nowym projekcie padło inne nazwisko, bo naszego nikt w tym kontekście nie znał. I właśnie dlatego zawodowa niewidoczność jest tak trudna do zauważenia.

Nie twierdzę, że każda kobieta powinna zostać marką osobistą ani że od jutra wszystkie powinnyśmy zacząć publikować. Uważam natomiast, że warto świadomie odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy ludzie, którzy mogą mieć wpływ na mój kolejny zawodowy krok, wiedzą, w czym naprawdę jestem dobra?

Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, być może problemem nie są kompetencje. Być może są po prostu zbyt dobrze ukryte.

O autorce

Marta Tyszer – ma blisko 20 lat doświadczenia w kształtowaniu reputacji firm, marek eksperckich i najwyższej kadry zarządzającej. Współpracuje z zarządami, founderami i zespołami eksperckimi, pomagając im komunikować wartości organizacji w sposób spójny, wiarygodny i strategiczny. Jest założycielką firmy doradczej Impact Relations oraz autorką pierwszego w Polsce badania dotyczącego personal brandingu liderów biznesu. Badanie objęło ponad 500 przedstawicieli najwyższej kadry zarządzającej i stało się punktem wyjścia do rozmowy o roli liderów w komunikacji współczesnych organizacji. Prowadzi również autorski podcast „Impact PR” dostępny na Spotify, YouTube i Apple Podcasts.

Przeczytaj także