To nie zniknie samo: Samotność w związku po cichu zjada relację od środka

Są takie momenty, kiedy budzisz się obok kogoś i masz wrażenie, że śpisz sama. Dwa ciała, jedno łóżko, wspólna historia, a jednak pomiędzy - cisza. Nie ta kojąca, intymna, tylko gęsta i ciężka. Cisza, która nie pyta „jak było?”, tylko mówi: „nie mam już siły słuchać”. Samotność w związku jest jednym z najbardziej niedocenianych, a jednocześnie bardzo bolesnych doświadczeń emocjonalnych. Bo jak to - być samotną, skoro „kogoś mam”? Przecież jesteśmy razem. Przecież są zdjęcia, wakacje, wspólne rachunki i święta u teściów. Przecież jest status. A jednak samotność w związku nie ma nic wspólnego z brakiem ludzi. Ona rodzi się z braku spotkania.

Samotność, która boli bardziej

Paradoks polega na tym, że samotność w pojedynkę bywa łatwiejsza do uniesienia niż samotność w relacji. Kiedy jesteś sama, wiesz, na czym stoisz. Kiedy jesteś w związku, a czujesz się niewidzialna – zaczynasz wątpić w siebie. „Może przesadzam?”, „Może oczekuję za dużo?”, „Może taka jest dorosła miłość?”. Otóż, nie jest.

Dorosła miłość nie polega na mijaniu się w korytarzu jak współlokatorzy. Nie polega na rozmowach logistycznych, które zastąpiły bliskość. Nie polega na emocjonalnym outsourcingu, kiedy o ważnych sprawach rozmawiasz tylko i wyłącznie z przyjaciółką, terapeutką albo notatnikiem, bo z partnerem „nie ma sensu”, „nie da się”.

Kiedy zaczynamy być obok siebie, a nie ze sobą

Samotność w związku rzadko pojawia się nagle. To raczej proces. Najpierw przestajemy opowiadać o drobiazgach. Potem o emocjach. A na końcu – o sobie.

Zmęczenie. Rutyna. Niewypowiedziane pretensje. Role, które z czasem stają się ważniejsze niż relacja: rodzic, menedżer, ogarniacz życia. Czasem też lęk… Bo jeśli powiem, co naprawdę czuję, to co, jeśli usłyszę ciszę bądź krytykę? Więc milczymy. A milczenie, choć bywa złotem, w relacjach bardzo często jest walutą samotności.

PRZECZYTAJ TAKŻE: (Nie)szczęśliwe życie seksualne Polek – Justyna Kwil o tabu, które unieszczęśliwia Polki

Samotność to sygnał, nie wyrok

Wbrew temu, co podpowiadają romantyczne mity, samotność w związku nie musi oznaczać końca. Ale zawsze oznacza coś ważnego. To sygnał alarmowy, a nie porażka. Może relacja akurat wymaga rozmowy, która była odkładana latami? A może potrzebuje nowego języka bliskości? Być może potrzebuje odwagi, by przyznać, że to już nie jest miejsce, w którym można być sobą.

Najbardziej samotnymi osobami stają się takie, które nauczyły się nie zawracać innym głowy swoimi emocjami. Które są „silne”, „ogarnięte”, „samowystarczalne”. A potem wracają do domu i nikt nie pyta: „jak się dziś naprawdę masz?”.

Bliskość zaczyna się od ryzyka

Nie ma bliskości bez ryzyka. Bez odsłonięcia się. Bez powiedzenia: „jest mi z tobą samotnie” – nawet jeśli boimy się odpowiedzi. Bo samotność w związku nie znika sama. Ona albo zostaje nazwana i zaopiekowana, albo powoli zjada relację od środka. Czasem bardzo elegancko, bez awantur. Po cichu.

A miłość – jeśli ma być czymś więcej niż układem na wspólne życie – potrzebuje obecności. Nie perfekcyjnej, ale prawdziwej. I jeśli dziś czujesz się samotny lub samotna w swoim związku, to nie znaczy, że jest z tobą coś nie tak. To znaczy, że jakaś ważna część ciebie woła o uwagę. Warto jej posłuchać.

Przeczytaj także