Branża kosmiczna wciąż brzmi dla wielu jak science fiction. Co sprawiło, że zdecydowałaś się wejść właśnie w ten sektor?
Właśnie to, że brzmi to jak science fiction – ale jednocześnie rzeczywiście się dzieje. Chciałam robić coś na froncie nauki lub technologii. W momencie, kiedy wybierałam kierunek studiów, takimi tematami wydawały się technologie kwantowe lub kosmiczne. Nie ma co ukrywać, kosmos w tym zestawieniu ma zdecydowanie lepszy PR. Jednocześnie media, które akurat mnie interesowały – seriale Star Trek czy nowa wówczas gra Kerbal Space Program – zaraziły mnie tym kosmicznym bakcylem, a istnienie Studenckiego Koła Astronautycznego przy Politechnice Warszawskiej wydawało się świetną okazją, żeby wejść do tej branży.
Czy w tej drodze było więcej odwagi czy wiary w siebie? Co przychodziło Ci trudniej?
Zdecydowanie odwagi. W tak trudnej branży o pewności siebie można mówić, kiedy ma się już lata doświadczenia w jakiejś konkretnej roli. Mi zależało natomiast na tym, żeby nauczyć się jak najwięcej nowych rzeczy, sprawdzić się w wielu różnych rolach. To wiązało się z częstym wychodzeniem poza swoją strefę komfortu, podejmowaniem się zadań, które były dla mnie czymś zupełnie nowym. Szczególnie zaczynając Kosmok – żeby budować startup i nie czuć lęku, trzeba mieć nierówno pod sufitem. Zderzenie skromnych początków z planami o wielkiej skali i wieloletnią ścieżką do sukcesu jest trudne. Trudno mi wtedy nie myśleć o wszystkim, co może pójść nie tak, ale też mimo to trzeba iść do przodu, nie dać się sparaliżować. Nauczenie się radzenia sobie z tym lękiem to chyba dla mnie najbardziej wartościowa lekcja z prowadzenia startupu i właśnie to daje mi dziś coś, co chyba mogę nazwać pewnością siebie.
Kosmok rozwija technologię tankowania satelitów na orbicie. Jak w prosty sposób wyjaśniłabyś, na czym polega to rozwiązanie?
Wyobraźmy sobie, że samochody nie mają stacji benzynowych – każdy jeździ, dopóki nie skończy mu się paliwo, później po prostu zostaje porzucony na poboczu. Tak dziś wygląda kosmos. Satelita ma tyle paliwa, ile zatankuje na start, używa go do utrzymania swojej orbity lub przemieszczania się pomiędzy orbitami, a kiedy paliwo się kończy, staje się śmieciem kosmicznym, choć często jego elektronika mogłaby działać jeszcze przez lata. My budujemy infrastrukturę, która pozwoli te satelity zatankować na orbicie: interfejs dokowania i transferu paliwa, CIRI, oraz system autonomicznej nawigacji, który pozwoli dwóm obiektom bezpiecznie się spotkać w kosmosie. To pozwoli przedłużać życie satelitów, ale też zwiększyć ich mobilność na orbicie.
Jak dużą zmianę może przynieść technologia CIRI dla całego sektora kosmicznego?
W najbardziej konserwatywnym wariancie – byłoby to wygodne rozwiązanie dla operatorów dużych satelitów, pozwoliłoby im na elastyczne zarządzanie swoją flotą. Ciekawszy jest jednak wykluwający się obecnie ekosystem logistyki kosmicznej. Satelity naprawiające lub budujące inne satelity, holowniki orbitalne, magazyny paliwa czy centra danych – to wszystko zaczyna być realne i potrzebuje znacznie większej niż dotychczas mobilności na orbicie, a więc paliwa. Tankowanie na orbicie ma więc szansę stać się równie strategiczne, co usługi wynoszenia na orbitę. Tak jak USB uprościło podłączanie urządzeń na Ziemi, tak CIRI może uprościć łączenie się i transfer paliwa dla satelitów.
Co dla Ciebie oznacza sukces w branży kosmicznej – wdrożenie technologii, skala działania, a może realny wpływ na przyszłość?
Sukces to dla mnie pytanie o to, co po sobie zostawiamy. Przekonuje mnie wizja logistyki kosmicznej, wierzę, że jest to sensowny krok dla eksploracji kosmosu, ale też ważny krok, który umożliwi kolejną falę jego uprzemysłowienia, otworzy drzwi do zastosowań, które obecnie wydają się nieprawdopodobne. Jeżeli Kosmok może pomóc w tym, żeby ten ekosystem był jak najbardziej otwarty – to jest coś, co da mi ogromną satysfakcję.
Startup to ciągłe balansowanie między wizją a rzeczywistością. Co było dla Ciebie największym albo najbardziej bolesnym zderzeniem z rzeczywistością?
Zderzenie z rzeczywistością? Formalności. Brzmi banalnie, ale kiedy zatrudniałam pierwszą osobę, ilość rzeczy do ogarnięcia była przytłaczająca – nie wiedziałam nawet, od czego zacząć. Dookoła prowadzenia spółki jest mnóstwo zasad i terminów, o których po prostu trzeba wiedzieć i pamiętać, a nikt wcześniej tego nie wytłumaczył. Na ziemię też sprowadza mnie często poczucie odpowiedzialności za zespół – że jest ktoś, kto zależy od wypłaty, a więc i od tego, czy firma działa i się rozwija. To zmienia perspektywę i jest czymś, na co żaden startupowy content cię nie przygotuje.
Jak wyobrażasz sobie sektor kosmiczny za 10-20 lat?
Za 10-20 lat spodziewam się, że ekosystem logistyki kosmicznej będzie już czymś normalnym, podobnie jak dziś rutyną są już lądowania Falcona 9. Z regularnym serwisowaniem satelitów, transferami paliwa, pierwszymi stałymi stacjami-hubami logistycznymi na orbicie. Myślę, że ciekawą transformację przejdzie też segment rakiet, dzięki rosnącej konkurencji dla SpaceX można spodziewać się znacznego spadku kosztów wynoszenia. To wszystko zmieni sposób, w jaki myślimy o przemyśle kosmicznym – myślę, że będziemy budować większe satelity, robić to szybciej, mniej bać się ryzyka.
Bardzo ciekawi mnie też to, co dzieje się w Polsce. Creotech, Scanway, ICEYE – to firmy światowej klasy, świetne historie polskiej przedsiębiorczości i myślę, że to dopiero początek. Mam nadzieję, że za dwadzieścia lat będziemy mogli powiedzieć, że Polska złapała tę falę.
Kosmos wciąż wydaje się czymś odległym i niedostępnym. Co powiedziałabyś tym, którzy mają „niemożliwe” marzenia, ale boją się za nimi pójść?
Po pierwsze – żeby coś zrobić, trzeba zacząć to robić. Nie ma sensu siedzieć, planować, dyskutować, czekać na idealny moment. Pierwszy krok nigdy nie jest komfortowy, zawsze jest czymś nowym, krokiem w nieznane. Chyba nie da się na to przygotować, trzeba po prostu zaakceptować, że ten lęk i niepewność będą nam w realizacji tych marzeń towarzyszyć. I po drugie – bądźcie bardzo sceptyczne wobec wszystkich rad! Przecieranie szlaków niestety wiąże się z tym, że nikt dokładnie czegoś takiego jak Wy jeszcze nie robił. Na pewno spotkacie dużo bardzo pewnych siebie osób, które będą Wam próbowały doradzać, ale często będzie to sprzeczne z tym, co mówią inni, nierzadko może Wam zaszkodzić. Ja staram się myśleć o tym, dlaczego taka osoba daje nam taką radę, z jakiego doświadczenia to wynika i co z tego może być dla mnie przydatne. Choć znowu – jeżeli będziecie robić coś popularniejszego niż kosmos, na przykład aplikację B2B, to nie mam wątpliwości, że rady będą bardziej celne, więc i to, co ja mówię, należy filtrować.
—
Łucja Rugor – CEO Kosmok, firmy z branży kosmicznej, która rozwija autorską technologię pozwalającą tankować satelity na orbicie i wydłużać ich misje, wspierając jednocześnie rozwój bardziej zrównoważonych usług kosmicznych. Firma stworzyła CIRI – rozwiązanie, które może ograniczać straty sięgające setek milionów euro, bo dziś wiele satelitów kończy pracę wyłącznie z powodu wyczerpania paliwa. Łucja to laureatka XVII edycji Konkursu Sukces Pisany Szminką w kategorii Start-up Roku, której partnerem jest home.pl.
—
Poznaj laureatki i laureatów XVII edycji konkursu Sukces Pisany Szminką!

Od 17 lat konkurs Sukces Pisany Szminką nagradza polskie przedsiębiorczynie, aktywistki, działaczki społeczne, edukatorki, a także liderki i liderów oraz organizacje, które odważnie kształtują przyszłość, walcząc o równość, różnorodność i włączenie. To wyróżnienie dla ludzi zmieniających świat na lepsze.
Organizator konkursu: Fundacja WłączeniPlus
Partner strategiczny: Mastercard
Partner merytoryczny: PwC
Partnerzy kategorii: BLIK, BNP Paribas, By the People Group, DPD Polska, Fundacja Polska Bezgotówkowa, home.pl, JetBrains, Lidl, L’Oreal Paris, Orange, Totalizator Sportowy
Patronat Honorowy Konkursu: Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy
Patroni medialni: TVN, WP, PAP Biznes, Rzeczpospolita, Polskie Radio Trójka, Superbiznes, Twój Styl, naTemat, INNPoland, My Company, Wirtualne Media, Nowy Marketing, Mam Startup, polki.pl, Focus, Chip