Nie sprzedaje obietnic o „materiale przyszłości”. Jej technologia działa na hali produkcyjnej

Grafen przez lata brzmiał jak obietnica przyszłości. Ona przekuła go w realne rozwiązanie dla przemysłu: farbę proszkową, która tworzy dla metalu „niewidzialną tarczę” i wydłuża jego odporność na korozję. W rozmowie opowiada o sceptycyzmie rynku, pokorze wobec procesu produkcyjnego i o tym, dlaczego w nowych technologiach przełomowy pomysł nie wystarczy - trzeba jeszcze umieć wdrożyć go tu i teraz. Rozmawiamy z Małgorzatą Kalisz, Prezeską NanoSphere i finalistka XVII edycji Konkursu Sukces Pisany Szminką w kategorii Liderka w Nowych Technologiach, której Partnerem jest firma JetBrains.

Farba proszkowa z dodatkiem grafenu brzmi jak prawdziwie zaawansowana technologia. Od czego zaczęła się ta historia – po prostu z potrzeby rynku czy od Pani fascynacji samą technologią?

Małgorzata Kalisz: To fascynująca droga, która pokazuje, jak nauka spotyka się z biznesem. Moja przygoda z grafenem zaczęła się znacznie wcześniej niż projekt z farbami – zrodziła się z czystej fascynacji tym „materiałem przyszłości”. Początkowo badaliśmy możliwość wykorzystania powłok grafenowych w zupełnie innym środowisku i zastosowaniu. Choć testy wypadły pomyślnie to technologia okazała się zbyt trudna do wdrożenia w produkcji seryjnej, a jej koszt był wówczas astronomiczny.

    Punktem zwrotnym była konkretna potrzeba rynkowa. Zgłosił się do nas klient, który nie mógł sprostać rygorystycznym wymaganiom korozyjnym narzuconym przez jego odbiorcę. To był „ten” moment. Postanowiliśmy połączyć naszą wiedzę o różnych formach grafenu z technologią farb proszkowych. Po dwóch latach intensywnej pracy badawczej osiągnęliśmy cel, spełniając wyśrubowane wymagania odpornościowe. Dziś to już nie tylko naukowa ciekawostka, ale realne rozwiązanie konkretnych problemów.

    Jak w prosty sposób wyjaśniłaby Pani, co technologia grafenowa zmienia w farbie?

    Najprościej można to sobie wyobrazić jako stworzenie niewidzialnej, ekstremalnie szczelnej tarczy na poziomie cząsteczkowym. Płatki grafenu są mikroskopijne, ale ich cechą charakterystyczną jest dwuwymiarowa struktura i bardzo rozwinięta powierzchnia aktywna. Co kluczowe – są one całkowicie nieprzepuszczalne.

    Wprowadzone do farby płatki tworzą wewnątrz powłoki siatkę krętych ścieżek, budując swego rodzaju labirynt. W standardowej farbie czynniki korozyjne, takie jak woda czy sól, mają ułatwioną drogę do metalu.

    W technologii NanoSphere czynniki korozyjne muszą omijać bariery grafenowe, co wydłuża ich drogę do podłoża niemal tysiąckrotnie. To nie jest tylko teoretyczny model – w testach w komorze solnej nasze powłoki wytrzymują tam, gdzie standardowe rozwiązania dawno uległy degradacji. Zmuszamy korozję do pokonania gigantycznego labiryntu, dając metalowi nieosiągalną dotąd długowieczność.

    Co dziś jest największą przewagą tej technologii nad tradycyjnymi rozwiązaniami? Czy rynek od razu był na nią gotowy?

    Kluczowa przewaga leży w wydajności: przy zachowaniu tej samej grubości powłoki, oferujemy ochronę o zupełnie innej skali. Co najważniejsze dla dyrektorów produkcji – nasza farba z grafenem jest w pełni kompatybilna z istniejącymi liniami lakierniczymi. Klient otrzymuje produkt o wielokrotnie wyższej trwałości, nie musząc zmieniać technologii samego malowania.

    Czy rynek był gotowy? Rynek rzadko jest gotowy na innowację, dopóki nie poczuje bólu związanego ze starymi rozwiązaniami. W naszym przypadku punktem zwrotnym nie była sama fascynacja grafenem, ale konkretny problem klienta, który nie mógł sprostać wyśrubowanym wymaganiom korozyjnym swojego odbiorcy. To był ten moment, w którym 'materiał przyszłości’ stał się rynkową koniecznością, która stała się przedmiotem weryfikacji. Branża lakiernicza jest z natury konserwatywna i przywiązana do sprawdzonych receptur, więc początkowo spotykaliśmy się z barierą przyzwyczajenia i sceptycyzmem. Rynek musiał zrozumieć, że nie oferujemy kolejnej laboratoryjnej ciekawostki, ale realne narzędzie: farbę, którą nakłada się tak samo jak zwykłą, ale która dzięki 'tarczy grafenowej’ zapewnia ochronę o zupełnie innej skali. Dziś wygrywamy tym, że potrafimy przełożyć język nanotechnologii na język korzyści biznesowych – dłuższą żywotność detalu i brak reklamacji.

    PRZECZYTAJ TEŻ: Jeśli nie spróbujesz, masz 100% pewności, że się nie uda – o nauce, która może zmieniać życie

    Jaki był największy opór, z którym się Pani spotkała? W jaki sposób go Pani przełamuje?

    Największy opór? To bez wątpienia bariera przyzwyczajenia. Branża lakiernicza i antykorozyjna jest dość konserwatywna – od lat stosuje się te same sprawdzone receptury. Kiedy wchodzę na spotkanie jako kobieta i opowiadam o grafenie, często na początku widzę w oczach rozmówców sceptycyzm. Myślą: „Kolejna nowinka, która pewnie ładnie wygląda tylko w laboratorium”.

    Wtedy próbuję przełamać ten opór dwoma sposobami:

    1. Językiem faktów i badań: Nie dyskutuję o obietnicach, ale o wynikach testów. Jako inżynier wiem, że liczby nie mają płci ani uprzedzeń. Pokazuję raporty, które czarno na białym dowodzą, że nasza powłoka spełnia swoją rolę tam, gdzie inne zawodzą.
    2. Budowaniem zaufania przez partnerstwo: Nie chcę być tylko dostawcą, ale doradcą technicznym. Kiedy klient widzi, że rozumiem jego proces produkcyjny i potrafię rozwiązać jego realny problem, bariera „nieufności wobec nowości” znika.

    Zauważyłam, że bycie kobietą w tym świecie bywa ostatecznie atutem – wnoszę inną perspektywę i ogromną dbałość o detale na etapie wdrożenia a potem seryjnej produkcji, co klienci doceniają.

    Skalowanie technologii to moment, w którym wiele projektów się zatrzymuje. Co było dla Pani największym wyzwaniem na tym etapie?

    Dla inżyniera skalowanie to prawdziwy test pokory. Największym wyzwaniem było zachowanie laboratoryjnej precyzji w warunkach przemysłowych.

    W skali mikro, w laboratorium, grafen jest przewidywalny. Prawdziwym sprawdzianem dla NanoSphere było przeniesienie precyzji z gramów na tony. Grafen naturalnie dąży do zbrylania się, co mogłoby tworzyć słabe punkty w powłoce. Opracowaliśmy więc w NanoSphere autorski proces technologiczny, który gwarantuje idealne i powtarzalne rozproszenie nanomateriału w każdym kilogramie farby wyjeżdżającym z naszej fabryki.

    Kolejnym wyzwaniem była optymalizacja kosztowa. Musieliśmy dowieść, że zaawansowana technologia nie musi być towarem luksusowym, ale może być opłacalnym standardem dla przemysłu.

    Przejście z fazy „to działa w laboratorium” do fazy „to wyjeżdża z fabryki na paletach” wymagało od nas wiedzy i cierpliwości, oraz całkowitej zmiany myślenia o procesie produkcji. Sukcesem było udowodnienie, że potrafimy dostarczyć powtarzalną jakość, która nie zawiedzie klienta przy seryjnej produkcji.

    Czy w takim biznesie jak Pani, wygrywa cierpliwość czy szybkość działania? A może umiejętność znalezienia właściwego momentu bądź coś jeszcze zupełnie innego?

    W tym biznesie wygrywa odporność na frustrację, ale kluczem jest precyzyjne wyczucie momentu.

    Sama szybkość bez solidnej technologii to przepis na katastrofę. Gdybyśmy wypuścili produkt niedopracowany, przy pierwszej reklamacji branża na zawsze zamknęłaby przed nami drzwi. Z kolei sama cierpliwość mogłaby sprawić, że utknęlibyśmy w laboratorium na kolejne lata, ciągle coś ulepszając.

    Dla mnie prawdziwym zwycięstwem było połączenie tych dwóch światów:

    1. Inżynierska cierpliwość była niezbędna, by przetrwać okres testów i porażek, najpierw przy opracowywaniu technologii, potem przy skalowaniu produkcji. Musiałam mieć pewność, że nasza „tarcza grafenowa” jest niezawodna.
    2. Szybkość działania była kluczowa, gdy pojawił się klient z konkretnym problemem korozyjnym. To był ten „właściwy moment”. Nie mogliśmy wtedy powiedzieć: 'proszę wrócić za X lat’. Musieliśmy błyskawicznie przekuć wiedzę w produkt.

    Jeśli jednak miałabym wskazać coś zupełnie innego, co decyduje o sukcesie, to jest to odwaga do edukowania rynku. W NanoSphere wszyscy stawiamy na odwagę w edukowaniu rynku. Nie sprzedajemy obietnic o nanomateriałach, lecz konkretne wyniki testów i oszczędności wynikające z trwałości. Sukces odnosi ten, kto potrafi przełożyć skomplikowany język nanotechnologii na język realnych korzyści biznesowych klienta.

    Gdyby miała Pani wskazać jedną rzecz, której najczęściej brakuje osobom rozwijającym technologie przemysłowe, co by to było?

    Osobom rozwijającym technologie przemysłowe najczęściej brakuje pokory wobec procesu produkcyjnego klienta.

    Często jako twórcy tak bardzo kochamy nasze rozwiązanie i jego parametry techniczne, że zapominamy o jednym: technologia nie istnieje w próżni. W laboratorium wszystko jest kontrolowane, ale w przemyśle liczy się to, czy nowa farba zadziała na linii, która pracuje 24 godziny na dobę, z określonymi parametrami i w konkretnym tempie.

    Brakuje nam często umiejętności wyjścia z laboratorium i wejścia w buty lakiernika czy dyrektora produkcji. Innowatorzy skupiają się na pytaniu „jak to działa? lub „jak bardzo rozwiązanie jest przełomowe?”, podczas gdy przemysł pyta  „jak to wdrożyć, by nie zdezorganizować pracy fabryki?”.

    Sukces naszej technologii nie wziął się tylko z tego, że stworzyliśmy „powłokę o podwyższonych parametrach użytkowych”, ale z tego, że można ją wdrożyć bez zmian w istniejących procesach produkcyjnych. Jedyną rzeczą, której brakuje wielu genialnym projektom, jest właśnie to połączenie między nauką a realiami hali produkcyjnej – zrozumienie, że technologia musi być nie tylko przełomowa, ale przede wszystkim „do użycia” tu i teraz.

    Liderki w nowych technologiach często podejmują decyzje, których wcześniej nikt nie podejmował. Czy w tej roli jest więcej ekscytacji czy samotności?

    To chyba jednak balansowanie między ekscytacją a samotnością.

    Ekscytacja pojawia się wtedy, gdy po dwóch latach testów widzisz wyniki i wiesz, że ta technologia naprawdę działa. Jako kobieta inżynier czujesz wtedy niesamowitą dumę – masz dowód na to, że udało się przekuć pomysł i teorię w realne rozwiązanie technologiczne. Czujesz wtedy, że tworzysz nową jakość, która może zmienić standardy w przemyśle.

    Z drugiej strony, w tej roli nie da się uniknąć samotności. Kiedy decydujesz się na testy przemysłowe w rzeczywistych warunkach, których inni się obawiają lub stawiasz czoła sceptycyzmowi na hali produkcyjnej, jesteś w tym procesie sama. Musisz mieć wewnętrzną siłę, by wierzyć w swoją wiedzę, umiejętności a przede wszystkim w wyniki badań, nawet gdy branżowi tradycjonaliści kręcą głowami.

    Ostatecznie jednak poczucie, że realnie rozwiązuję problemy klientów i wprowadzam na rynek coś, co przetrwa próbę czasu, sprawia, że ekscytacja zawsze wygrywa.

    ***

    Małgorzata Kalisz – właścicielka firmy Nanosphere, opracowała innowacyjną farbę proszkową z dodatkiem grafenu dla branży motoryzacyjnej. Jej technologia zwiększa odporność elementów na korozję, uszkodzenia mechaniczne i czynniki chemiczne, a jednocześnie ogranicza zużycie farby w procesie produkcji. Dziś z wykorzystaniem tej farby malowanych jest rocznie ponad 7 mln komponentów układu przeniesienia napędu.

    Znamy już laureatki i laureatów XVII edycji Konkursu Sukces Pisany Szminką!

    Od 17 lat konkurs Sukces Pisany Szminką nagradza polskie przedsiębiorczynie, aktywistki, działaczki społeczne, edukatorki, a także liderki i liderów oraz organizacje, które odważnie kształtują przyszłość, walcząc o równość, różnorodność i włączenie. To wyróżnienie dla ludzi zmieniających świat na lepsze.

    Organizator konkursu: Fundacja WłączeniPlus
    Partner strategiczny: Mastercard
    Partner merytoryczny: PwC
    Partnerzy kategorii: BLIK, BNP Paribas, By the People Group, DPD Polska, Fundacja Polska Bezgotówkowa, home.pl, JetBrains, Lidl, L’Oreal Paris, Orange, Totalizator Sportowy 
    Patronat Honorowy Konkursu: Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy
    Patroni medialni: TVN, WP, PAP Biznes, Rzeczpospolita, Polskie Radio Trójka, Superbiznes, Twój Styl, naTemat, INNPoland, My Company, Wirtualne Media, Nowy Marketing, Mam Startup, polki.pl, Focus, Chip

    Przeczytaj także