Dlaczego tak wiele kobiet nosi ubrania „na później”? – Fenomen ubrań na: „gdy schudnę”, „lepszą wersję siebie”, „odpowiedni moment”.

Najrzadziej nosimy nie te ubrania, które są najdroższe. Najrzadziej nosimy te, w których najbardziej przypominamy kobietę, którą od dawna jesteśmy gotowe się stać. Niektóre kobiety nie czekają na odpowiednią okazję. Czekają na zgodę, by wreszcie przestać się umniejszać.

Nowa sukienka wisi w szafie od miesięcy. Marynarka kupiona „na ważne spotkania” nadal ma metkę, a jedwabna koszula czeka na dzień, w którym wreszcie poczujesz się wystarczająco pewna siebie. Brzmi znajomo? Wbrew pozorom problem nie dotyczy ubrań. Dotyczy sposobu, w jaki wiele kobiet myśli o sobie. Dlaczego tak często odkładamy noszenie rzeczy, które sprawiają nam radość? I dlaczego czekamy na lepszą wersję siebie, zamiast ubierać tę, którą jesteśmy dzisiaj?

Nasza szafa jest miejscem znacznie bardziej osobistym niż mogłoby się wydawać

Nie przechowuje wyłącznie ubrań. Przechowuje marzenia, ambicje, wspomnienia i wyobrażenia o tym, kim chciałybyśmy się stać. Dlatego właśnie można w niej znaleźć sukienkę „na moment, gdy schudnę”, szpilki „na awans”, elegancki płaszcz „na bardziej prestiżową pracę” albo kaszmirowy sweter, którego szkoda nosić na co dzień.

Każda z tych rzeczy jest symbolem czegoś więcej niż kolejnego zakupu. Jest obietnicą złożoną samej sobie. Często wiele z nas myśli o sobie w sposób „Kiedy będę lepsza, wtedy na to zasłużę.” To zdanie rzadko wypowiadamy na głos. A jednak bardzo często kieruje naszymi decyzjami.

Psychologia od lat opisuje zjawisko warunkowej samoakceptacji. Polega ono na uzależnianiu poczucia własnej wartości od spełnienia określonych warunków. Będę zadowolona z siebie, kiedy osiągnę sukces. Pokocham swoje ciało, kiedy schudnę. Zacznę ubierać się tak, jak naprawdę lubię, kiedy awansuję. Problem polega na tym, że lista tych warunków niemal nigdy się nie kończy.

Kobiety odnoszące sukcesy są na to szczególnie narażone. Nie dlatego, że są bardziej próżne. Wręcz przeciwnie. Są przyzwyczajone do wyznaczania sobie celów, konsekwentnej pracy i odkładania nagrody na później. To strategia, która doskonale sprawdza się w biznesie. Gorzej, gdy zaczyna dotyczyć relacji z samą sobą.

Bo czy naprawdę trzeba zasłużyć na własną sukienkę?

To pytanie brzmi niemal absurdalnie. A jednak wiele kobiet każdego dnia odpowiada na nie twierdząco, choć najczęściej nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Odkładamy ulubione ubrania „na później”, jakby miały stać się nagrodą za przyszłe osiągnięcia. Za kilka kilogramów mniej, za awans, większą pewność siebie. Za moment, w którym wreszcie poczujemy, że jesteśmy „wystarczające”.

Tego typu sytuacje w psychologii stylu kryją się pod pojęciem „possible selves”, czyli „możliwe wersje siebie”. To koncepcja opisująca obrazy osoby, którą chcielibyśmy się stać, ale także tej, którą obawiamy się zostać. Te wyobrażenia pełnią ważną funkcję, a mianowicie motywują nas do rozwoju, pomagają wyznaczać cele i podejmować decyzje. Problem pojawia się wtedy, gdy granica między inspiracją a odraczaniem życia zaczyna się zacierać.

Zamiast ubierać kobietę, którą jesteśmy dzisiaj, zaczynamy kompletować garderobę dla tej wyobrażonej

Nieświadomie budujemy styl dla tej, którą dopiero planujemy się stać, zamiast tej, która każdego ranka patrzy na nas z lustra. Kupujemy sukienkę dla szczuplejszej sylwetki. Garnitur dla przyszłej dyrektorki. Kaszmirowy płaszcz dla kobiety, która „w końcu będzie miała odpowiedni status”. W naszej głowie powstaje obraz idealnej siebie, a każda kolejna rzecz w szafie staje się biletem do życia, które ma zacząć się dopiero wtedy, gdy na nie zasłużymy.

Tymczasem obecna wersja nas dostaje ubrania „na przeczekanie”. Wygodne, praktyczne, rozsądne. Takie, które mają wystarczyć do czasu, aż wydarzy się coś, co da nam wewnętrzne przyzwolenie, by sięgnąć po więcej. Najpierw odkładamy sukienkę. Potem odkładamy zdjęcie, na którym mogłybyśmy w niej wystąpić. A z czasem zaczynamy odkładać całe doświadczenia, czekając na moment, w którym wreszcie poczujemy się gotowe żyć w pełni.

PRZECZYTAJ TEŻ: Szafa pełna właściwych ubrań. Gdzie podziała się kobieta, która je nosiła?

Paradoks tkwi jednak w tym, że ta przyszła wersja nas bardzo często nigdy nie nadchodzi

Nie dlatego, że się nie rozwijamy. Wręcz przeciwnie. Osiągamy kolejne cele, zdobywamy doświadczenie i budujemy kariery. Ale wraz z każdym sukcesem pojawiają się nowe wymagania wobec siebie. Zamiast powiedzieć: „już mogę”, mówimy: „jeszcze trochę”.

Psychologia stylu od dawna zwraca uwagę na to, że ubranie nie jest jedynie komunikatem wysyłanym do świata. Jest również komunikatem, który nieustannie wysyłamy samej sobie. To, co zakładamy rano, wpływa nie tylko na to, jak postrzegają nas inni, ale także na sposób, w jaki myślimy, poruszamy się i wchodzimy w relacje. Strój może subtelnie wzmacniać poczucie kompetencji, odwagi czy sprawczości, ponieważ nasz mózg nie funkcjonuje w oderwaniu od ciała. Nieustannie odbiera sygnały płynące z otoczenia, również z tego najbliższego, czyli z ubrań, które dotykają naszej skóry i towarzyszą nam przez cały dzień.

Dlatego nie zawsze najpierw pojawia się pewność siebie, a dopiero później odpowiedni strój. Bardzo często proces przebiega odwrotnie. Kiedy zakładamy ubrania, które są spójne z tym, kim chcemy być i jak chcemy się czuć, łatwiej uruchamiamy zachowania zgodne z tym obrazem. Zmienia się nasza postawa ciała, sposób poruszania się, ton głosu, a nawet gotowość do podejmowania decyzji czy zabierania głosu podczas spotkań. To właśnie dlatego wiele kobiet zauważa, że w dobrze skrojonej marynarce łatwiej prowadzi trudne negocjacje, a w ulubionej sukience z większą swobodą występuje przed publicznością. Nie dlatego, że ubranie dodaje im kompetencji. Kompetencje już mają. Odpowiednio dobrany strój pomaga natomiast łatwiej się z nimi połączyć i wyrazić je na zewnątrz. Styl nie tworzy naszej wartości. Może jednak sprawić, że przestaniemy ją przed sobą ukrywać.

Jeżeli więc najpiękniejsze elementy garderoby przez lata czekają na „odpowiedni moment”, odbieramy sobie możliwość korzystania z ich psychologicznego potencjału tu i teraz.

To nie dotyczy wyłącznie eleganckich kreacji

Ile kobiet ma w szafie piękną porcelanową filiżankę używaną wyłącznie dla gości? Drogie perfumy „na specjalne okazje”? Biżuterię, którą szkoda założyć do pracy? Wszystkie te przedmioty opowiadają tę samą historię, ponieważ codzienność nie wydaje nam się wystarczająco ważna. A przecież to właśnie z niej składa się nasze życie.

Z perspektywy psychologii stylu szczególnie interesujące jest jeszcze jedno zjawisko. Bardzo często nie odkładamy ubrań dlatego, że są zbyt eleganckie. Odkładamy je dlatego, że wydają nam się zbyt dobre dla nas. Za bardzo przyciągają uwagę, za bardzo podkreślają sylwetkę, za bardzo wyrażają osobowość, zaa bardzo przypominają kobietę, którą chciałybyśmy być, ale której jeszcze nie pozwalamy wyjść na świat.

I właśnie tutaj kryje się największy paradoks

Przez lata uczymy się inwestować w rozwój, zdobywać kompetencje, negocjować wynagrodzenia, budować firmy i zarządzać zespołami. Potrafimy odważnie walczyć o miejsce przy biznesowym stole. A jednocześnie wiele z nas wciąż nie daje sobie prawa, by założyć sukienkę, która sprawia, że czuje się piękna. Jakby pewność siebie w pracy była czymś łatwiejszym niż czułość wobec samej siebie. Jakby łatwiej było uwierzyć we własne kwalifikacje niż we własne prawo do zajmowania przestrzeni. To moment, w którym ubranie przestaje być kawałkiem materiału. Staje się symbolem odwagi. Nie odwagi, by zwrócić na siebie uwagę, ale odwagi, by przestać się umniejszać.

Bo czasem nie boimy się samej sukienki tylko kobiety, którą mogłybyśmy się poczuć, kiedy ją założymy. A to już nie jest kwestia mody, tylko pytanie o to, ile miejsca pozwalamy sobie zajmować w świecie.

Psychologia od lat pokazuje, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni mają tendencję do umniejszania własnych osiągnięć i czekania na moment, w którym poczują się „wystarczająco gotowe”. Podobny mechanizm pojawia się w garderobie. Czekamy, aż schudniemy. Aż awansujemy, aż będziemy miały więcej odwagi, a nasze życie będzie bardziej zgodne z wyobrażeniem sukcesu. Tymczasem największą zmianą nie jest zakup kolejnego ubrania.

Największą zmianą jest decyzja, że nie będziemy już odkładać siebie na później.

Nieprzypadkowo coraz więcej kobiet sukcesu odchodzi dziś od traktowania garderoby jak kolekcji rzeczy. Zaczynają postrzegać ją jako narzędzie wspierające ich energię, sprawczość i wewnętrzną spójność. Nie pytają już wyłącznie: „Czy to jest modne?”, „Czy wypada?”, „Czy pasuje do mojego stanowiska?”. Coraz częściej zadają sobie znacznie ważniejsze pytanie: „Czy to naprawdę jestem ja?”

To pozornie niewielka zmiana, ale w rzeczywistości oznacza coś znacznie głębszego. Przestajemy budować garderobę wokół oczekiwań świata, a zaczynamy budować ją wokół własnej tożsamości. I właśnie wtedy styl przestaje być kostiumem. Staje się językiem, którym opowiadamy światu o sobie bez konieczności udawania kogokolwiek.

Styl nie polega przecież na nieustannym ulepszaniu siebie. Jego sens kryje się w tym, jak siebie wyrażamy.

Jak więc przestać odkładać życie razem z ubraniami?

Na początek warto otworzyć szafę i spojrzeć na nią nie jak na kolekcję rzeczy, ale jak na mapę własnych przekonań. Które ubrania czekają na „lepszy moment”? Dlaczego właśnie one? Co miałyby symbolizować?

Następnie zadaj sobie kilka prostych pytań. Czy naprawdę potrzebuję schudnąć, żeby założyć tę sukienkę, czy raczej potrzebuję większej życzliwości wobec siebie? Czy kupiłam tę rzecz dla obecnej siebie, czy dla kobiety, którą wyobrażam sobie w przyszłości? Jak chciałabym czuć się każdego dnia? Nie od święta, ale właśnie dziś?

Warto również przestać dzielić ubrania na „zwykłe” i „na specjalne okazje”. Życie nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń. Składa się z wtorkowych poranków, spotkań przy kawie, rozmów z klientami i spontanicznych kolacji z przyjaciółmi. To one tworzą naszą codzienność i być może właśnie dlatego zasługują na najpiękniejszą oprawę.

Najbardziej luksusowym elementem garderoby nie jest dziś torebka z prestiżowym logo ani idealnie skrojona marynarka. Jest nim poczucie, że nie musimy już czekać na zgodę, by być sobą. Bo prawda jest zaskakująco prosta. Kobieta, na którą czekasz, bardzo prawdopodobnie już istnieje. Każdego ranka patrzy na Ciebie z lustra i być może potrzebuje jedynie, żebyś wreszcie pozwoliła jej założyć tę sukienkę.

O autorce

Iwona Sasin – inżynier włókiennictwa, edukatorka, psychostylistka i mentorka. Absolwentka Wydziału Włókienniczego Politechniki Łódzkiej oraz francuskiej École d’Ingénieurs ITECH w Lyonie, gdzie zdobyła również dyplom Université de la Mode na kierunku komunikacja w przemyśle modowym i luksusowym.

Współtworzyła jedną z pierwszych europejskich firm produkujących dzianiny seamless, wiele lat przed światową modą na tego typu rozwiązania.

Prowadzi webinary, wykłady, szkolenia i konsultacje indywidualne. W pracy łączy wiedzę o technologii włókien z psychologią stylu, pokazując modę jako narzędzie komunikacji, a nie tylko estetyki. Jej misją jest pomaganie ludziom w pozbyciu się nadmiaru w szafie, w myśleniu i w wyborach konsumenckich.

Przeczytaj także