Dlaczego każdy z nas potrzebuje planu B?

Co się stanie, jeśli przez pół roku nie będziesz mieć żadnych dochodów? Kobiety żyją dłużej, zarabiają mniej i otrzymują niższe emerytury. A jednak rozmowy o chorobie, śmierci i finansowym zabezpieczeniu wciąż odkładamy na później. Jak zadbać o przyszłość, żeby praca do końca życia była wyborem, a nie koniecznością? Olga Kozierowska rozmawia z Aleksandrą Friedel, prezeską Fundacji „Zacznij od siebie” i Unilink oraz Dorotą Sierakowską, założycielką Girls Money Club. Mówią o oszczędnościach, inwestycjach, ubezpieczeniach i planie B, który może dać nam coś bezcennego – spokój i niezależność.

Olga Kozierowska: Gdyby przez pół roku każda z was nie miała żadnych dochodów, to jak daleko wam do bankructwa?

Aleksandra Friedel: Bardzo daleko.

Dorota Sierakowska: Bardzo daleko. Zdecydowanie.

Olga Kozierowska: I właśnie to jest cel naszej rozmowy: żeby każdemu z nas było daleko do bankructwa, nawet jeżeli przez pół roku nie będzie miał żadnych dochodów, a pojawi się jakiś nieoczekiwany kryzys. Kobiety statystycznie żyją dłużej o – bodajże – 7 czy 8 lat, jednocześnie mają niższe emerytury. Chciałabym, żebyśmy sobie wyliczyły, dlaczego tak jest, żeby nasze słuchaczki zostawić z mocną wiedzą. Dlaczego to dotyka szczególnie kobiet, Alex?

Aleksandra Friedel: Pracujemy pięć lat krócej – przechodzimy na emeryturę w wieku 60 lat, a mężczyźni w wieku 65 lat. To oznacza, że okres, który spędzamy na emeryturze, jest dłuższy. Mamy też okresy bezskładkowe, kiedy na przykład rodzimy dzieci. Czasami nie wracamy do pracy albo mamy dłuższe urlopy macierzyńskie.

Do tego dochodzi luka płacowa. Często zaczynamy na podobnym stanowisku albo już jesteśmy na którymś tam stanowisku, a różnica w zarobkach jest widoczna.

To wszystko składa się na to, że naprawdę zarabiamy mniej. Jednocześnie żyjemy dłużej i dostajemy emeryturę minimum o jedną trzecią niższą niż mężczyźni. A ponieważ statystycznie mężczyźni mogą umrzeć wcześniej, istnieje ryzyko, że przez te ostatnie siedem lat będziemy żyły w samotności. I wtedy za tę emeryturę nie będziemy w stanie żyć.

Olga Kozierowska: Dorota, jak to wyliczyć szybko? Czy byłabyś w stanie podać jakiś przykład liczbowy, żeby to nam przybliżyć?

Dorota Sierakowska: Możemy podeprzeć się raportem ZUS, który był publikowany całkiem niedawno. Mówi o tym, że już teraz pokolenie około 40-latków prawdopodobnie otrzyma 1/4 swojej ostatniej pensji. Pokolenie 30-latków, 20-kilkulatków to już bardziej 25, nawet 22–23% swojej ostatniej pensji. Proponuję wyobrazić sobie naszą obecną pensję i podzielić ją mniej więcej przez 4 i zobaczyć, czy dałoby się za to żyć. Myślę, że to najbardziej przemawia do wyobraźni.

Gdy patrzymy na wyliczenia, logujemy się na swoje konto w ZUS-ie, widzimy, że ta emerytura w sumie nie będzie taka straszna. Ale musimy pamiętać, że inflacja nie śpi – ta kwota za 30 lat to będzie inna kwota. Nie będzie już spełniała tych oczekiwań, które mamy od niej obecnie.

Przede wszystkim wraz z postępującym wiekiem, my chcemy lepiej żyć. Chcemy, żeby jakość naszego życia rosła, ale nasze potrzeby też rosną. Im jesteśmy starsi czy starsze, tym mamy więcej potrzeb, chociażby zdrowotnych. Musimy lepiej o siebie zadbać. To dbanie o siebie często kosztuje.

Olga Kozierowska: Zastanawiam się, jak wygląda sytuacja z przedsiębiorczyniami?

Dorota Sierakowska: Tutaj jest oczywiście najgorzej. Raport, o którym wspomniałam, skupiał się głównie na osobach prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze. Alarmował, że to właśnie one w najmniejszym stopniu dbają o swoją emeryturę, choć powinny robić to najbardziej. Głównie dlatego, że nie wypracowują sobie emerytury tak jak osoby zatrudnione na etacie.

Jednocześnie osoby prowadzące firmy mają ogromną sprawczość i często większą świadomość swoich pieniędzy – tego, ile idzie na podatki, a ile na różne składki. Chociażby z tej przyczyny powinny zadbać o jeszcze jeden element: budowanie kapitału na późniejsze lata życia.

PRZECZYTAJ TEŻ: Polki i przedsiębiorczość: 28 proc. polskich przedsiębiorczyń ma oszczędności powyżej półrocznych dochodów

Olga Kozierowska: Alex, Ty dużo mówisz o tak zwanym planie B – co może się na niego składać? O czym powinniśmy pomyśleć? Jestem świeżo po szkoleniu militarnym z bezpieczeństwa i mam takie skojarzenie – czerwona teczka naszego planu B.

Aleksandra Friedel: Ja uwielbiam plan B na różne sytuacje. Bo jeżeli nie dostanę się na upragnione studia, jaki mam plan B? Jeżeli posypie mi się związek, jaki mam plan B? Jeżeli stracę pracę, jaki mam plan B?

Mój tata nie miał planu B. Ja też jeszcze do niedawna go nie miałam. I zobaczyłam, że w przypadku poważnego zachorowania ten plan B jest kluczowy. Dlaczego? Widzimy przecież, jakie zbiórki organizuje się w naszym kraju na leczenie poważnych chorób dzieci i osób starszych. Czasami chodzi o miliony złotych. Jesteśmy społeczeństwem, które najczęściej w Europie się zrzuca, a same zbiórki mamy już tak dobrze zorganizowane.

Widzę więc, jak bardzo potrzebna jest ochrona w momencie, kiedy zaczynam poważnie chorować. Najłatwiejszą formą takiej ochrony są ubezpieczenia, o których mało się mówi. Brakuje edukacji, nie wiemy, do czego one służą. Trzeba kupić OC samochodowe, więc kupujemy. Ubezpieczamy też dom, często pod kredyt, bo banki już nas wychowały. Ale sami siebie rzadko kiedy ubezpieczamy.

Przyjrzyjmy się tym ubezpieczeniom i zobaczmy, na jakie kwoty opiewają i co naprawdę mogą nam dzisiaj dać. Często mamy ubezpieczenia na życie, czasami pracodawca zapewnia nam grupową polisę. Tylko że te kwoty z reguły są za małe. Dlatego dla mnie plan B to przede wszystkim ubezpieczenia, czyli zadbanie o siebie na wypadek poważnej choroby.

Brałam ostatnio udział w podcaście z osobą z banku i usłyszałam: „Plan B to przede wszystkim oszczędności i inwestycje, żeby żyć na emeryturze godnie, po swojemu i realizować marzenia”.

Wracałam potem samochodem do domu i myślałam sobie: „Kurczę, jego plan jest fajniejszy, taki bardziej seksi. Polacy go zrozumieją. Odkładam, zbieram, kupka mi się powiększa. A tego mojego planu B, czyli ubezpieczeń, w ogóle nie kupują”.

I wtedy się ocknęłam. Pomyślałam, ile przeciętna osoba w Polsce jest w stanie zaoszczędzić? Przyjmijmy 1000 zł, żeby łatwo było policzyć. 1000 zł razy 12 miesięcy daje 12 000 zł, a przez 10 lat – 120 000 zł. I super. Tylko że przychodzi poważne zachorowanie i okazuje się, że to za mała suma. Do tego pojawia się pytanie: dlaczego mam teraz przeznaczyć te oszczędności na leczenie? Może jednak NFZ?

Dlatego dla mnie Plan B to zarówno oszczędności, inwestycje, jak i ubezpieczenia. Ubezpieczenia są na wypadek poważnych zachorowań, wypadków i innych zdarzeń losowych. A Plan B w postaci inwestycji i oszczędności jest po to, żebym mogła żyć tak, jakbym chciała.

Olga Kozierowska: A gdzie kończy się ta ochrona finansowa, a zaczyna budowanie kapitału?

Dorota Sierakowska: W zasadzie ochrona jest poniekąd zdefiniowana przez finanse osobiste. Często mówi się, że fundamentem naszego bezpieczeństwa finansowego jest poduszka finansowa, czyli oszczędności, które wystarczą mniej więcej na pół roku życia w komforcie, jaki jest dla nas odpowiedni.

Nie chodzi o życie wystawne – chyba że właśnie na takie chcemy oszczędzić – ale o to, żeby przez pół roku móc przeżyć za swoje inwestycje. Jeżeli mamy kogoś na utrzymaniu, na przykład dzieci, a nawet psa czy kota, powinniśmy uwzględnić również ich potrzeby. Wiem, ile kosztuje chore zwierzę, ale przecież zdrowe też. Powiększmy więc tę kwotę o utrzymanie wszystkich istot, na których nam zależy i które od nas zależą.

Poduszka finansowa to zatem bezpiecznie ulokowane pieniądze na około pół roku życia. Oczywiście jest to kwestia umowna. Niektórym osobom wystarczą trzy miesiące i czują się z tym komfortowo. Jeśli są młode, nie mają dużych zobowiązań i pracują w branży, w której łatwo znaleźć nową pracę, taka poduszka może być mniejsza.

Są jednak osoby bardziej zachowawcze, które powinny mieć poduszkę nawet większą niż sześciomiesięczna. Dotyczy to na przykład osób prowadzących firmy, zwłaszcza w branżach mniej przewidywalnych, bardziej sezonowych.

Olga Kozierowska: Szczególnie że teraz żyjemy w czasach VUCA.

Dorota Sierakowska: Wszystko po to, żeby w razie nieprzewidzianych wydarzeń mieć za co przeżyć i nie musieć desperacko podejmować decyzji, które niekoniecznie będą nam służyć.

Weźmy chociażby pod uwagę utratę pracy. Tracimy pracę i co wtedy? Nie chcemy na szybko szukać czegokolwiek. Wolimy mieć komfort, żeby usiąść i zastanowić się: czy chcę kontynuować swoją ścieżkę kariery, czy może to zwolnienie było dla mnie sygnałem, że powinnam iść w inną stronę?

Możliwość spokojnego przemyślenia swojej sytuacji, kiedy mam za co żyć, wiem, że moje dzieci mają za co żyć, a dzięki poduszce finansowej mogę przez jakiś czas swobodnie szukać nowego zatrudnienia, jest po prostu bezcenna.

Aleksandra Friedel: Mówisz o poduszce finansowej, ale są też ubezpieczenia na wypadek utraty dochodu, zwłaszcza przy jednoosobowej działalności gospodarczej.

Olga Kozierowska: Z badań wynika, że jednym ze sposobów na emeryturę jest: „Będę pracować do śmierci”. I super, kiedy to jest wybór, a nie konieczność. Tylko że życie jest bardzo nieprzewidywalne…

***

Po więcej informacji w zakresie dobrego przygotowania swojego Planu B, zapraszamy na stronę Fundacji Zacznij od Siebie.

________________________________

WYSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY NA NASZYM KANALE YOUTUBE

Przeczytaj także