Od osób, które znamy powierzchownie, od kogoś, kogo spotkałyśmy raz na konferencji, od znajomego naszego znajomego. Od osoby, z którą przez lata wymieniałyśmy tylko krótkie komentarze w mediach społecznościowych.
To, co Granovetter nazwał „siłą słabych więzi”, do dziś pozostaje jednym z najbardziej niedocenianych mechanizmów rozwoju zawodowego. Szczególnie wśród kobiet, które częściej niż mężczyźni budują głębokie, lojalne relacje w wąskim gronie, zamiast szerokiej i różnorodnej sieci kontaktów.
Dlaczego bliscy znajomi nie wystarczą
Intuicja podpowiada, że to właśnie osoby, które nas dobrze znają, najchętniej nas polecą i otworzą przed nami drzwi. I choć zaufanie jest fundamentem każdej rekomendacji, problem tkwi w czymś innym. Bliscy znajomi poruszają się w tym samym środowisku co my. Znają tych samych ludzi, chodzą na te same wydarzenia, obracają się w tych samych kręgach zawodowych i towarzyskich. Ich sieć kontaktów w dużym stopniu pokrywa się z naszą – co oznacza, że faktycznie mogą nas polecić, ale rzadko otworzą nam drzwi, których sami jeszcze nie przekroczyli.
Słabe więzi – czyli znajomości z różnych branż, środowisk i etapów życia – działają jak mosty. Łączą nas ze światami, do których sami nie mamy bezpośredniego dostępu. I to właśnie stamtąd najczęściej przychodzą informacje o możliwościach, których jeszcze nie szukamy, bo nawet nie wiemy, że istnieją.
Przypadek czy strategia
Problem z budowaniem słabych więzi polega na tym, że w naturalny sposób nie jesteśmy do tego skłonni. Znacznie łatwiej pogłębiać relacje z ludźmi, których już znamy niż inwestować czas i energię w nowe znajomości z osobami, które są nam zupełnie obce. Do tego dochodzi coś, o czym rzadko mówi się otwarcie: wiele osób po prostu nie lubi networkingu. Nie wynika to z tego, że są nieśmiałe ani że nie rozumieją jego wartości. Klasyczny obraz networkingu to sala pełna obcych, identyfikator na szyi i niepisany obowiązek nawiązywania rozmów z każdym, kto akurat stanie obok. Taki wymuszony kontakt jest dla większości z nas głęboko niekomfortowy.
I tu leży sedno całego problemu. Networking nie działa nie dlatego, że jest złym narzędziem. Działa słabo, bo większość przestrzeni networkingowych jest słabo zaprojektowana. Brakuje w nich struktury, kontekstu i przede wszystkim: konkretnej intencji.
Intencja zmienia wszystko
Wyobraź sobie, że zamiast wchodzić na salę i liczyć na szczęście, wiesz z wyprzedzeniem kto tam będzie. Masz dostęp do listy uczestników, możesz przejrzeć ich profile, zastanowić się kogo szukasz i dlaczego. Wchodzisz z ustalonym wcześniej planem, a nie z przerażeniem czy nadzieją. Rozmawiasz z ludźmi z podobnej branży albo tej, z którą chcesz współpracować – nie z kimkolwiek, kto akurat stanął obok przy kawie.
Dokładnie to oferuje Business Match – konferencja networkingowa organizowana przez Dorotę Sierakowską i Karolinę Cwalinę-Stępniak. Jej II edycja odbędzie się 10 września 2026 w Kinotece w Warszawie. Wydarzenie jest podzielone na kilka stref tematycznych z dedykowanym moderatorem, który czuwa nad tempem, jakością rozmów oraz wprowadzaniem nowych uczestników do aktywnych dyskusji. Przed eventem uczestnicy wypełniają ankietę profilową i dostają dostęp do listy uczestników, a więc zanim jeszcze przekroczysz próg Kinoteki, wiesz już kto będzie na sali, czym się zajmuje i z kim warto porozmawiać.
To właśnie ten element – intencja i struktura zamiast przypadku – sprawia, że networking przestaje być źródłem stresu, a zaczyna być niezwykle efektywnym narzędziem. I właśnie dlatego warto zadać sobie pytanie: czy moja sieć kontaktów jest wystarczająco różnorodna? Czy wychodzę poza środowisko, które już znam? Czy świadomie stwarzam sobie okazje do spotkań z osobami, do których normalnie nie miałabym dostępu?
Networking – najważniejsza osoba może być dziś zupełnie obca
Wróćmy do badania Granovetter. Jego wniosek jest bardzo prosty: dywersyfikuj swoją sieć kontaktów, bo to właśnie na obrzeżach Twojego społecznego świata czeka na Ciebie to, czego jeszcze nie znasz. Nowy klient. Potencjalny partner biznesowy. Inwestor, który szuka dokładnie kogoś takiego jak Ty. Mentor, który widział już tę drogę i chętnie pokaże skrót.
Nie wiesz, kto to jest, a ta osoba również nie zdaje sobie sprawy, że istniejesz. Ale gdzieś – na właściwym evencie, w odpowiedniej strefie, przy moderowanej rozmowie, która nie zaczyna się od „a czym się zajmujesz?” – możecie się spotkać. I to może być początkiem czegoś, co odmieni Twoją ścieżkę kariery.
