Ten proces jest o tyle ciekawy, że dotyka tematu, nad którym wielu z nas już od dawna się zastanawia – czy media społecznościowe są po prostu narzędziem, z którego korzystamy czy jednak środowiskiem zaprojektowanym w taki sposób, byśmy jak najdłużej w nim przebywali? Rzadko jednak traktujemy te rozważania na tyle poważnie, by stanowczo na nie odpowiedzieć. Choć intuicyjnie wiemy doskonale, jaka jest prawda.
Social media a szkody psychiczne
W pozwie dotyczącym uzależniania i szkód psychicznych u młodych użytkowników pada właśnie to drugie założenie. Że nie chodzi o „słabą wolę”, gorsze wychowanie czy brak kontroli rodzicielskiej. Chodzi o to, że mechanizmy platform zostały stworzone w sposób, który ma przejmować uwagę, rozkręcać emocje i utrzymywać użytkownika w stanie ciągłego „jeszcze chwilę”. A jeśli ten użytkownik ma 12, 14 czy 16 lat, to skutki nierzadko są znacznie poważniejsze niż w przypadku dorosłych. Którzy również nie są wolni od szkodliwych konsekwencji korzystania z social mediów.
To nie jest proces, który ma stwierdzić, czy Instagram jest zły. Jest to proces o odpowiedzialność za projektowanie świata, w którym dorastają nasze dzieci. Powiedzmy sobie szczerze – social media nie są placem zabaw zaprojektowanym w stylu Montessori. To bardziej plac zbudowany tak, by dzieci nie chciały z niego wyjść, jednocześnie płacąc za każdą minutę zabawy – uwagą, zaangażowaniem i zdrowiem psychicznym.
Czy to już uzależnienie?
To co potocznie nazywamy uzależnieniem, bardzo często nie wygląda jak klasyczne uzależnienie od substancji. To raczej mieszanka nawyku, przymusu i potrzeby ukojenia. Z jednej strony mamy scrollowanie, które nie ma końca, mamy powiadomienia, które wybijają z rytmu i ten specyficzny rodzaj oczekiwania, czy ktoś odpisał, zareagował. I mamy też emocje – porównywanie się, lęk przed wypadnięciem z obiegu, presję bycia na czasie, poczucie, że jeśli nie ma mnie w sieci, to jakby mnie nie było w ogóle.
Coraz częściej dorośli mówią, że jest to dla nich męczące. A dla młodych? Jest to miażdżące. Ich poczucie własnej wartości i tożsamość dopiero się rozwijają. A kiedy buduje się je w przestrzeni, gdzie standardem jest filtr, retusz i selekcja najlepszych momentów, łatwo wejść w przekonanie, że wszyscy inni żyją lepiej, wyglądają lepiej, radzą sobie lepiej. I że ja – czego bym nie zrobił/ nie zrobiła – nigdy nie jestem wystarczający czy wystarczająca.
PRZECZYTAJ TEŻ: Jak budować poczucie własnej wartości każdego dnia?
Dlatego ten pozew jest tak interesujący. Bo przesuwa punkt ciężkości z „musimy ograniczyć dzieciom dostęp do ekranów” na „jaką odpowiedzialność mają firmy, które projektują produkty dla dzieci i nastolatków?”. Trudno wymagać od młodych pełnej samoregulacji w środowisku, które jest stworzone po to, żeby tę samoregulację podkopywać. To trochę tak, jakbyśmy mówili: „po prostu nie jedz słodyczy”. Jednocześnie stojąc w sklepie, w którym słodycze są na wysokości oczu dziecka.
Powrót do życia offline
To ciekawe, że równolegle do pozwów o uzależniające projektowanie platform, w raportach trendowych na 2026 coraz częściej życia poza social media traktowane jest jako aspiracja i luksus. Możemy więc powiedzieć, że rośnie trend życia offline. Coraz więcej osób zaczyna mówić wprost, że nie potrzebuje w swojej codzienności tylu bodźców, ciągłego porównywania się, bycia na stand-by. Offline przestaje być czymś gorszym i nudnym. Daje za to coś bezcennego – ulgę, spokój, obecność.
To wyraźny sygnał, że coś się zmienia. Że nasz układ nerwowy nie jest stworzony do życia w niekończącym się strumieniu treści. I że nawet jeśli technologia daje nam mnóstwo dobrego, to cena za to może być za wysoka. Szczególnie jeśli nikt nie pilnuje granic. Może to początek nowej definicji nowoczesności?
Nie wiem, jaki będzie finał tej sprawy. Ale już samo to, że taki proces się toczy, zmienia debatę. Bo mówi głośno, że problem nie leży wyłącznie w tym, że „za dużo siedzimy w telefonach”. Problem może też leżeć w tym, że ktoś bardzo dobrze zaplanował, żeby tak właśnie było.