Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Chcesz być liderem? Rozwijaj się i bądź gotowy na ryzyko!

Chcesz być liderem? Rozwijaj się i bądź gotowy na ryzyko!

Monika Całkiewicz
prof. Monika Całkiewicz

Jest trup, krew i ślady, które trzeba zebrać – wirtualnie. O nowatorskim i pierwszym takim w Polsce pomyśle dla studentów prawa opowiada prof. Monika Całkiewicz.

Jestem fanką powieści kryminalnych i zawsze byłam ciekawa, na ile świat wykreowany przez pisarza oddaje rzeczywistość. Zaczytywałam się w „Kryminalistyce” Brunona Hołysta i po cichu zastanawiałam się jak to wszystko wygląda na prawdziwym miejscu zbrodni. Kilka tygodni temu miałam okazję wreszcie to sprawdzić. A wszystko za sprawą prof. Moniki Całkiewicz i jej zajęć z kryminalistyki na wydziale prawa Akademii Leona Koźmińskiego.

Czy czytanie o zbrodni może relaksować? Czy można zabić z nudów? Przeczytaj wywiad z prof. Moniką Całkiewicz o zbrodni prawie doskonałej.

Trupa było widać, wchodząc do pokoju. Siedział z odchyloną głową na fotelu, wokół było dużo krwi i lekki rozgardiasz. „Co robimy?” – pyta studentów prof. Całkiewicz. „Wchodzimy i zaczynamy zabezpieczać ślady” – odzywają się pojedyncze głosy. W emocjach wszyscy zapomnieli, że najpierw trzeba się rozejrzeć, a przede wszystkim włożyć rękawiczki. Potem idzie już lepiej, a kolejne ślady lądują w odpowiednich torebkach. W międzyczasie prof. Całkiewicz dopytuje o przepisy, procedury i działania, koryguje też ewentualne błędy. Po półtorej godziny zajęć, udaje się rozwikłać zagadkę. Rozwiązanie jest zaskakujące. Student, który był naszymi oczami zdejmuje gogle VR i oddaje sprzęt. Bo miejsce zbrodni było wirtualne. Wirtualna rzeczywistość wkroczyła na uczelnię, by w nowoczesny sposób edukować studentów prawa, pokazując im, jak w praktyce będzie wyglądała ich praca.

O tym jak powstał ten innowacyjny projekt, o rzucaniu studentów na głęboką wodę i o tym, że także szkoła musi umieć się uczyć prof. Monika Całkiewicz opowiedziała Dagny Kurdwanowskiej.

Wirtualna rzeczywistość do tej pory kojarzyła się głównie z grami, z rozrywką, ale nie z zajęciami na prawie. Skąd pomysł, żeby wykorzystać ją w pracy ze studentami?

Pomysł pojawił się, kiedy absolwenci naszej uczelni przyszli do nas i zaproponowali wykorzystanie technologii VR podczas zajęć. Przekonywali nas, że to świetna metoda dydaktyczna. Pomysł był odważny, bo do tej pory VR używano głównie na uczelniach technicznych. Prawo na pewno nie było oczywistym wyborem, ale kiedy dostaliśmy do ręki narzędzie, zaczęliśmy po prostu szukać pomysłu na jego wykorzystanie. Podsunęła go nam w końcu Daria Kowalska, która uczestniczyła kiedyś w moich zajęciach z kryminalistyki. Przypomniała mi historię, którą czasem opowiadam – o moim koledze prokuratorze, który miał tak dużą barierę psychiczną przed wejściem na miejsce zdarzenia, że gdy mógł, wysyłał tam kogoś innego. I tak pojawił się pomysł na wirtualne miejsce zbrodni, które studenci będą mogli odwiedzić i w ten sposób uczyć się procedur i sekwencji działania, ale też oswoić z tym, co ich czeka, jeśli wybiorą zawód prokuratora.

A skąd pomysł na scenariusze zajęć? To sprawy, z którymi miała Pani do czynienia jako prokurator?

Scenariusze są luźno oparte na prawdziwych przypadkach, ale na tyle zmienionych, żeby nie można było się domyślić, o jaką sprawę chodzi. Celem scenariuszy jest przede wszystkim edukacja – są w nich więc także ślady, których wówczas nie było, ale zależało mi, żeby ułatwić studentom dojście do prawidłowego rozwiązania lub nauczyć ich, jak określone ślady się zabezpiecza.

Czyli nauka poprzez doświadczenie i praktykę.

Tak, oczywiście wirtualna rzeczywistość nie pozwala poczuć zapachu rozkładających się zwłok, nie daje tego samego wrażenia, kiedy widzi się krew, ale jednak pozwala na pewne wyobrażenie sobie tego, jak wygląda praca na miejscu zdarzenia. Dla wielu może być to pierwszy test na to, czy ich to w ogóle interesuje, czy chcieliby się tym zajmować zawodowo. Wiele osób wyrabia sobie zdanie na temat charakteru tej pracy z książek, z filmów. Obejrzenie miejsca zbrodni, nawet przez okulary VR, daje pełniejszy obraz tego, na czym na naprawdę polega. Dla mnie zajęcia prawnicze, zwłaszcza te dotyczące zagadnień kryminalistycznych, powinny być zajęciami praktycznymi. Sama jako studentka nie lubiłam zajęć teoretycznych. Chciałam zobaczyć i zrozumieć, jak przepisy prawa mogę wykorzystać w praktyce. Ze swoich studiów pamiętam zajęcia z postępowania administracyjnego, na które wykładowca przynosił kazusy z własnej praktyki i mówił – „Słuchajcie jest taka sytuacja. Jak myślicie, co należałoby zrobić?”. My ten problem rozwiązywaliśmy i dzięki temu uczyliśmy się jak stosować przepisy. Czasami opierał się na orzecznictwie – „Zobaczcie, a w orzecznictwie to inaczej wymyślili niż wy i teraz porozmawiamy sobie, które stanowisko jest lepsze i dlaczego”. To było genialne, bo uczyło myśleć, zastanawiać się, pokazywało nam też, że możliwe są różne interpretacje. To, że absolwenci prawa mają problem z rozumieniem i stosowaniem przepisów wynika właśnie z systemu nauczania. Stąd potem dowcipy o prawnikach, którzy potrafią wszystko “wykuć na blachę”, łącznie z książką telefoniczną. Dlatego dziś ze swoimi studentami pracuję podobnie – teorię mają przeczytać sobie w domu, a na zajęciach sprawdzamy, jak można ją zastosować.

Studentów uczy więc pani myślenia i rozumienia, a nie uczenia się na pamięć?

Zdecydowanie tak. Zobaczmy różnicę na przykładzie. Jeśli zapytam studentów, z jakich faz składają się oględziny, to oni bez problemu te fazy wymieniają, bo o tym czytali i się tego nauczyli. Ale wystarczyło, że założyli gogle VR i weszli na miejsce zbrodni, a z wrażenia pominęli kompletnie bardzo ważną fazę statyczną. Od razu pobiegli zbierać dowody, w dodatku zapominając o założeniu rękawiczek. Nie minęła minuta gry, a już popełnili dwa poważne błędy. To pokazuje, że można mieć wiedzę i nie potrafić z niej skorzystać.

Wirtualna rzeczywistość pozwala im się uczyć w bezpiecznych warunkach – od tego, że źle zabezpieczyli ślady, nic nie zależy. Nie będą stanowiły dowodu w prawdziwym sądzie.

To dodatkowa wartość. Studenci zabezpieczyli list gołymi dłońmi, więc zanieczyścili dowód, być może zacierając też ważne ślady. Na szczęście w tych warunkach to nieszkodliwy błąd. Ale gdyby stało się to na prawdziwym miejscu zbrodni, mogłoby zadecydować o tym, czy będzie można udowodnić czyjąś winę przed sądem. Lepiej, że oni dzisiaj popełnią taki błąd, bo na błędach się człowiek uczy. Następnym razem będą pamiętali, żeby czegoś nie zadeptać, założyć te nieszczęsne rękawiczki, rozejrzeć się najpierw dookoła, zanim zaczną cokolwiek zabezpieczać.

Dziś na zajęciach było widać, że nawet studenci prawa nie są wolni od tego, co widzą w serialach. Tam list z miejsca zbrodni zawsze ląduje w plastikowej torbie i do takiej chcieli go włożyć. A tu niespodzianka – list powinien zostać zabezpieczony w torbie papierowej, która chroni też ślady biologiczne.

Muszę przyznać, że kiedyś byłam bardzo zdegustowana, kiedy widziałam na filmach coś, co zupełnie odbiega od rzeczywistości, ale z czasem mi to przeszło. W końcu seriale to fikcja i rządzą się swoimi prawami. Znacznie gorzej reaguję na seriale, które mają pozory dokumentu, pokazują prawdziwego sędziego, który rozstrzyga fikcyjne sprawy. Taki program powinien edukować, a często jest tak, że nagina rzeczywistość na potrzeby rozrywki albo, co gorsza, pokazuje różne błędne zachowania proceduralne. W mojej praktyce parokrotnie się zdarzyło, że świadek na rozprawie zaczynał głośno dyskutować z oskarżonym. Sąd próbował zaprowadzić porządek, a na to świadek mówił – „Ale ja to widziałem w telewizji”. Tego nie potrafię zaakceptować. Zupełnie czym innym są seriale w stylu „Prawo Agaty”, „Ally McBeal” czy seria „CSI” – w tych przypadkach co najwyżej studenci wyrobią sobie wyidealizowaną wizję tego, jak będzie wyglądała ich praca.

Zderzenie z rzeczywistością będzie bolesne?

To zależy, co kto sobie wyobraża. Takie seriale są czasem dobrym punktem wyjścia do dyskusji ze studentami. Ostatnio na zajęciach mówiliśmy o obrońcach i studenci mieli wątpliwość, jak prawnik może bronić kogoś, kto jest winny. Przecież Agata z „Prawa Agaty” zawsze broni niewinnych. To się wydaje naiwne, ale dzięki temu mogłam im wytłumaczyć, jaka jest rola obrońcy. Bo przecież nie jest tak, że tylko niewinny potrzebuje obrony, ale wręcz przeciwnie – bardziej potrzebuje obrońcy ten, kto jest winny. Rolą radcy prawnego czy adwokata jest więc przede wszystkim uzyskanie dla klienta jak najlepszego rozstrzygnięcia, jeśli to możliwe – wyroku uniewinniającego, a jeśli uniewinnienie nie wchodzi w grę, to wyroku możliwie łagodnego.

Cukierkowy stereotyp prawnika przełamuje nieco postać Joanny Chyłki z powieści Remigiusza Mroza.

Remigiusz Mróz jest zresztą naszym absolwentem.

Stworzył prawniczkę, która nie miewa takich dylematów. Broni winnych, każdą sprawę traktując jak rozgrywkę. Broni złoczyńców, bo uważa, że na tym polega jej praca – jesteś niewinny, póki ktoś nie udowodni ci winy.

Na tym właśnie polega praca obrońcy. Ale rozumiem też, dlaczego w serialach musi to wyglądać czasem inaczej, a zakrwawiony nóż i list pakuje się do plastikowej torby. Wiele nauczyłam się, pracując jako konsultantka przy filmie Małgorzaty Szumowskiej „Body/Ciało”. Ja jej powtarzałam – „Małgośka, ale to tak nie wygląda w rzeczywistości”, a ona mi odpowiadała – „Ale to, jak to wygląda w rzeczywistości, jest dla widza nudne”. Są sytuacje, kiedy walory artystyczne lub rozrywkowe są ważniejsze niż walory edukacyjne. Kiedy ktoś kręci film fabularny, może pokazywać swoją wizję lub interpretację. Natomiast w przypadku film dokumentalnego powinniśmy dbać o realizm także szczegółów.

W grze na zajęciach scenariusze oparte są na prawdziwych, choć zmodyfikowanych sprawach. Są pokazane w wirtualnej rzeczywistości, ale jednak zmuszają, by trzymać się faktów i realnych przepisów.

Tak, bo to gra edukacyjna, a nie zajęcia z tworzenia opowieści kryminalnych. Jest sporo śmiechu, ale studenci cały czas pracują pod okiem wykładowcy, który koryguje ich błędy, porządkuje ich działania i w ten sposób uczy. Widzę, że oni dobrze się w tej konwencji odnajdują, bo właściwie od dziecka wychowani są na różnego rodzaju grach. Taka forma dydaktyki jest im bliska. Uczą się bawiąc, ale nad wszystkim czuwam ja, bo ktoś musi im powiedzieć, dlaczego kolejność i sposób zabezpieczania śladów ma znaczenie.

Czego jeszcze ta gra ma ich nauczyć?

Mam nadzieję, że uczy ich uważności i odpowiedzialności za to, co robią.

Jak ważne są te elementy w pracy prokuratora?

Na zajęciach było miejsce zbrodni jak z klasycznego kryminału – był trup, była broń i krew. Ale miejsca zbrodni są różne i okoliczności bywają różne. Dlatego ogromne znaczenie ma nasza skrupulatność. Są takie czynności, które nazywa się czynnościami niepowtarzalnymi – to znaczy, że nie można będzie ich potem powtórzyć, naprawić. Jeśli źle je przeprowadzimy – przepadło. Taką czynnością jest okazanie, czyli to, co widzimy czasem też na filmach: stoi czterech panów, a za lustrem weneckim świadek, który mówi: „To był ten trzeci z lewej, poznaję go po rysach twarzy”. Jeżeli prokurator stwierdzi, że podczas okazania podejrzanego postawiono tylko wśród dwóch a nie trzech innych osób, a taki jest wymóg kodeksowy, to wynik może wyrzucić do kosza. Nie można tego powtórzyć, bo świadek już sobie zapamiętał twarz rozpoznanego za pierwszym razem i pewnie za drugim znów wskaże tego samego człowieka. Tego błędu już się nie da więc naprawić.

Sąd taki dowód odrzuci?

Protokół zostaje w aktach, ale trzeba się liczyć z tym, że sąd powie, że wyniki tej czynności są niewiarygodne. Drugą taką niepowtarzalną zazwyczaj czynnością są właśnie oględziny. Oczywiście mogę wrócić na miejsce zbrodni i poszukać jeszcze raz, ale prawdopodobieństwo, że znajdę jeszcze wartościowe ślady, jest dużo mniejsza. Trzeba pamiętać, że jeśli doszło do przestępstwa, sprawca zrobi wszystko, by ślady zatrzeć. Czasem one przepadną, bo np. spadnie deszcz. Niektóre są po prostu nietrwałe. W naszej wirtualnej grze większość śladów była dobrze widoczna i łatwa do rozpoznania, ale na prawdziwym miejscu zbrodni nie zawsze tak jest. W scenariuszu jest kilka takich śladów, których trzeba dobrze poszukać, bo chciałam, żeby gra uczyła też spostrzegawczości, uważności, logicznego myślenia, łączenia pewnych faktów, wyciągania wniosków z różnych informacji. Staram się wyrobić w studentach nawyk poszukiwania informacji. Dlatego tak ich męczę, pytając, jakie ekspertyzy by zlecili, jakie pytania zadaliby świadkom. Pokazuję im, że jeśli pominą niektóre ślady, rekonstrukcja zdarzenia będzie dużo trudniejsza, a ustalenie charakteru zdarzenia (przestępstwo? nieszczęśliwy wypadek? samobójstwo?) czasami niemożliwe.

Czyli nieuważność ekipy oględzinowej działa na korzyść sprawcy?

Oczywiście. Oględziny miejsca zdarzenia i zabezpieczenie śladów jest czynnością, która, jeśli jest niepoprawnie przeprowadzona, może przesądzić o losach sprawy.

Dzisiejsze zajęcia pokazały także, że czasem ponosi nas wyobraźnia i chcemy zobaczyć zbrodnię tam, gdzie jej nie ma.

To prawda, a praca prokuratora polega przecież na tym, że ma oceniać ślady, dowody i na tej podstawie w sposób możliwie obiektywny zdecydować, czy doszło do przestępstwa, czy nie. Bywało, że jako prokurator miałam przeczucie, że mam przed sobą sprawcę. Ale w sytuacji, kiedy dowodów nie ma, to przeświadczenie mogę sobie zachować jako prywatne przeczucie i muszę umorzyć postępowanie.

To też chyba ważna nauka dla studentów – rozrywka i emocje mogą być w serialu. Na sali sądowej potrzebne są twarde dowody?

Oczywiście. Przygotowałam na te zajęcia różne scenariusze. Jest taki, w którym wszystko wygląda podejrzanie, ale zebrane ślady są niejednoznaczne. Czy doszło do zabójstwa, czy jednak było to samobójstwo? Zauważyłam, że studenci mają tendencję, by doszukiwać się zawsze śladów przestępstwa. Wartość gry polega też na tym, że uczy, iż należy tworzyć różne wersje – mniej i bardziej prawdopodobne. Tak zresztą dzieje się w normalnym postępowaniu, a potem ocenia się, która z hipotetycznie możliwych wersji ma oparcie w zgromadzonym materiale dowodowym. Czasem zdarza się, że wersja, którą uważaliśmy początkowo za mało prawdopodobną, okazuje się tą właściwą.

Studenci to lubią? W pewnym sensie to jest przecież trudniejsze, niż słynna zasada ZZZ – zakuć, zdać, zapomnieć.

Mam świadomość, że rzucamy studentów na głębszą wodę. Ale dzięki temu, biorąc kodeks do ręki, starają się przepis przeczytać, zrozumieć, a potem połączyć z innymi przepisami, czyli wysnuć wnioski, jak to ma funkcjonować w praktyce. To jest niezwykle cenne i daje im potem przewagę. Należy pamiętać, że uczy się teraz przedstawicieli pokolenia, które nie ma żadnych kłopotów z wyszukaniem informacji. Nie mają też problemu z wykorzystaniem nowych technologii. Kłopot sprawia im przetworzenie tych informacji. I po to właśnie są takie zajęcia.

Lubi Pani uczyć?

Zawsze chciałam to robić. Dziś uczę studentów, ale także aplikantów i czasem praktyków. Edukacja każdej z tych grup to wyzwanie. Nauczanie studentów jest chyba najtrudniejsze, bo przy doświadczeniu zawodowym, które mam, bardzo łatwo wymagać od nich za dużo. Za każdym razem muszę pamiętać, że oni się dopiero uczą i to, co dla mnie jest oczywiste, dla nich może być trudne. Z drugiej strony staram się ich przygotowywać też do tego, co ich czeka w przyszłości. Wiem, że studenci często boją się egzaminu ze mną, bo on nigdy nie polega na rozwiązywaniu testów, na udzieleniu odpowiedzi na pytanie zgodnie z podręcznikiem – to jest zawsze problem do rozwiązania. Od jakiegoś czasu stosuję formułę open book – można korzystać ze wszystkich materiałów, w tym podręcznika, laptopa. Zadaję takie pytania, na które egzaminowani nie znajdą odpowiedzi w internecie. Muszą za to wykorzystać informacje, do których mają dostęp. I to się świetnie sprawdza, choć jest dużo trudniejsze od zasady ZZZ, o której Pani mówiła.

Jakich kompetencji, poza logicznym myśleniem i wyciąganiem wniosków, potrzebuje nowoczesny prawnik?

Dobry prawnik musi być osobą bardzo komunikatywną, która umie rozmawiać z klientem i organem procesowym – a to są dwa zupełnie inne światy. Myślę, że bardzo ważne też jest dziś, żeby podkreślać etykę obowiązującą w tym zawodzie. Wiele mówi się o tym, że prawnik musi być przede wszystkim skuteczny. To pokłosie dużej konkurencji i tego, że prawników na rynku pracy jest po prostu za dużo. Ale jakie są granice tej skuteczności? Musimy przecież działać w ramach obowiązującego prawa i etyki zawodowej. Prawnik przecież jest zawodem zaufania publicznego. Etyka jest tak samo ważna jak skuteczność.

Może brakuje doświadczonych mentorów dla młodych prawników?

Nie tu leży problem. Wydaje mi się, że jest to bardziej problem marketingu i przekazu w mediach. Lepiej jest powiedzieć klientowi – jesteśmy skuteczni i wygramy za wszelką cenę. To przyciąga kolejnego klienta. Przecież każdy, idąc do prawnika, chce pozytywnego dla siebie rozstrzygnięcia. Po co komu jurysta, który powie „Nie wszystko będę mógł dla pana zrobić”. A przecież są takie sytuacje, w których nie pomożemy – nie udzielimy bowiem porady niezgodnej z prawem, nie powiemy oskarżonemu, żeby przygotował sobie fałszywe alibi określonej treści. Tego nie wolno robić. Może to są skuteczne metody, ale ponieważ to nieetyczne, to żaden szanujący się prawnik ich nie zastosuje. I tego też uczę studentów i aplikantów.

Skąd czerpiecie inspiracje do rozwijania oferty szkoły? Akademia Leona Koźmińskiego to dziś lider wśród szkół prywatnych.

Obserwujemy, co robią inne liczące się uczelnie na całym świecie, zastanawiamy się, które z tych rozwiązań mogą sprawdzić się u nas, sami szukamy pomysłów i nie boimy się wykorzystywać szans, które do nas przychodzą. Tak było w przypadku VR – zgłosili się do nas absolwenci, a my wymyśliliśmy, jak z zaoferowanego narzędzia skorzystać. Myślę też, że ważne jest, by czasem zaryzykować i zainwestować w rozwiązania, co do których nie ma pewności, czy będą hitem, czy klapą. Mamy na razie szczęście, bo na ogół intuicja nas nie zawodzi. Jesteśmy też gotowi na zmiany i na to, że ciągle trzeba się uczyć, żeby nie utknąć w miejscu. Jeśli chcemy utrzymać pozycję lidera, wciąż musimy się rozwijać. Niezwykle ważne jest także zbudowanie odpowiedniego zespołu. Nawet jeśli zespołem kieruje charyzmatyczny przywódca, ale pozostałe osoby chcą tylko zarabiać pieniądze, nie będzie sukcesów. Z pewnością większość członków zespołu to powinni być pasjonaci. Jeżeli lider jest w stanie wybrać osoby prawdziwie zaangażowane, które lubią swoją pracę, które mają wyraźną wizję, to jest coś, co napędza ludzi nawzajem. A swoich studentów traktujemy nie jak klientów, ale jak partnerów i myślę, że oni czują, że w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego taki właśnie zespół funkcjonuje. Dzięki temu osiągamy tak dobre wyniki i przyciągamy ludzi, którzy też chcą się uczyć i rozwijać.

Prof. Monika Całkiewicz jest ekspertką w dziedzinie kryminalistyki, medycyny sądowej, psychologii sądowej oraz postępowania karnego. Prof. Całkiewicz od lat bada motywy sprawców zabójstw i ich sposób działania. Ponadto skupia się na opracowaniu nowych metod badania ciał ofiar i miejsc zbrodni, które mają ułatwić pracę śledczych. Swoją karierę zaczynała jako prokurator, obecnie wykłada na Akademii Leona Koźmińskiego. Wspólnie z Iwoną Schymallą przygotowała książkę popularyzującą wiedzę prawniczą, “Zbrodnia prawie doskonała”.

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

[newsletter_form type="minimal"]

NEWSLETTER

Potrzebujesz jeszcze więcej motywacji, inspiracji i wiedzy?

Bądź na bieżąco i zapisz się do naszego newslettera!





Podanie przez Ciebie powyższych danych osobowych jest dobrowolne, ale niezbędne do korzystania z Newslettera.
Zapisując się wyrażasz zgodę na przesyłanie przez nas informacji o tematyce motywacyjnej, rozwoju osobistego, nowościach w serwisie oraz informacji handlowych.
Administratorem danych osobowych jest Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką z siedzibą w Warszawie (00-012) przy ul. Podchorążych 75/77 lok. 2.
Zapoznaj się z naszą Polityką Prywatności, z której dowiesz się, jak chronimy Twoje dane.

Na tej stronie wykorzystujemy cookies. Uzyskujemy do nich dostęp w celach analitycznych oraz w celu zapewnienia prawidłowego działania strony. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody, możesz zmienić ustawienia w swojej przeglądarce. Zobacz więcej w Polityce Prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close