Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Czujne oko patrzy

Czujne oko patrzy

wsparcie

Po tekście o Melanii Trump i solidarności kobiet dostaliśmy wiele opinii i komentarzy. Dziś publikujemy jeden z nich – ważny i poruszający głos w dyskusji o wzajemnym wsparciu.

Ten tekst rodził mi się w głowie już od jakiegoś czasu. Obserwowałam komentarze po wystąpieniu Madonny i pod tekstami kobiet nawołujących do kobiecej solidarności, ale dopiero teraz wylał się na papier. Teraz – po tym całym hejcie, i to głównie ze strony innych kobiet, na Melanię Trump. Po tych wszystkich niewybrednych komentarzach, w jaki sposób i jakimi sposobami doszła do miejsca, w którym jest, po tych wszystkich ocenach – jaka to jest głupia, płytka, fałszywa, interesowna itp., itd.

„Sama jest sobie winna”, „Całe życie rozkładała nogi, to teraz ma” – tak komentowano smutną minę Melanii podczas uroczystości zaprzysiężenia. Smutne, że najwięcej krytyki zebrała od innych kobiet. Pokazałyśmy, że jesteśmy zaskakująco solidarne w braku kobiecej solidarności. Przeczytaj komentarz Dagny Kurdwanowskiej.

I tak sobie myślę – dlaczego to nas – kobiety – tak poruszyło? Dlaczego tak obeszło nas to, czy żona prezydenta dalekiego kraju uśmiecha się lub nie, doszła do swojej pozycji przez łóżko czy inaczej, jest ofiarą przemocy domowej czy głupią płytką pindą? I dochodzę do wniosku, że ona po prostu jest jakoś nam wszystkim bliska. Tak, pewnie się teraz obruszycie – ta pusta lala, nam wspaniałym samodzielnym kobietom bliska?! Więc zapytam – czy nigdy nie zaśmiałyście się z prymitywnego seksistowskiego dowcipu, żeby nie wyjść na „nienowoczesną”? Ile razy nie zareagowałyście, gdy facet w towarzystwie poniżał własną żonę albo co gorsza – Wy byłyście tą żoną? Takimi niewybrednymi żarcikami, że taka niemota, co to nawet porządku w domu i w lodówce nie ma, a na zewnątrz bizneswomen udaje? Ile razy oceniłyście obcą albo znajomą kobietę, że „nie dziwne, że ją zdradził, bo taka gruba, flejowata, głupia…” albo „sama się prosiła, tak go prowokowała, aż oberwała”? Albo po prostu zaszufladkowałyście inną kobietę – jak się ubiera, jaką jest żoną czy matką, czy aby nie za głośno się śmieje?

Melania jest nam bliska, bo siedzimy wszystkie w tym samym bagienku daleko posuniętych kompromisów, przesuwania granic swojej godności, godzenia się na rzeczy, na które godzić się nie wolno. W bagienku niepozwalania sobie i innym na wolność, swobodę wyrażania siebie i własną drogę – od ubioru i sposobu prowadzenia domu poczynając, a na wyborach drogi życiowej, duchowej i zawodowej kończąc. A kiedy się siedzi w bagnie, to można tylko obrzucać błotem innych. Nieliczne z nas dadzą radę się wydostać. A wtedy – biada im!

Dopiero będziemy rzucać w górę kulami i kuleczkami błota, żeby tylko cokolwiek je dosięgło i uwalało. Że zimna suka i egoistka, myśli o sobie, a nie o dzieciach i mężu, idzie po trupach do celu, albo i przez łóżko. A jeśli zostaje szczęśliwa w domu z dziećmi – głupia kura domowa, bez ambicji, o czym ten mąż z nią rozmawia?!

Toksyczność kobiecego klubu cioć „dobra rada” i „ja wiem lepiej” odczułam na własnej skórze kilkanaście lat temu. Straciłam w wypadku samochodowym synka. Jest to sytuacja tak traumatyczna, tak bardzo nie do uniesienia, że – teraz oczywiście tak myślę z perspektywy – będąc przy osobie, która to przeżyła, możemy tylko i aż być po prostu przy niej. Być z pokorą, bo nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, co przeżywa, gdzie przebywa, w jakich potwornych rejonach swojej psychiki i rozpaczy. Część ludzi się wtedy odsuwa, bo nie wie jak się zachować, co jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo kto nas tego uczy? Część właśnie po prostu blisko jest, bez komentarzy w stylu: „dobrze, że masz jeszcze drugie dziecko”, „no weź się już w garść, to za długo (dla kogo?!) trwa”, „czas leczy rany”. Ale tych jest niewielu, bo to bardzo trudne.

Dlaczego tu o tym piszę? Bo jest też grupa tych, co wiedzą lepiej, jak mam cierpieć i jak przeżywać moją żałobę. I – niestety – jakoś głównie są to kobiety. Chyba żaden mężczyzna nie odważył się wtedy wypowiadać na ten temat. Wychodzi z domu, do ludzi – to za wcześnie, jest bez serca. Śmieje się? Ale szybko zapomniała. Ubiera się, maluje zamiast chodzić w pokutnym worku, bo może sama zawiniła na drodze? Pusta kobieta, bez uczuć. Takie komentarze docierały wtedy do mnie. Często nie mówiono mi tego prosto w oczy. Aż tak odważne nie jesteśmy. Ale za plecami? Wszystko dozwolone.

Nawet w tak strasznym, traumatycznym momencie mamy czelność oceniać drugiego człowieka. Widzimy obraz i już wiemy, co on czuje, co przeżywa. Jak trzeba być butnym i ograniczonym, żeby w ogóle ośmielić się komentować taką sytuację? Jaki brak pokory trzeba w sobie mieć, żeby wyobrażać sobie, że wiemy co ten ktoś przeżywa, o czym myśli? Może kobieta wychodzi do ludzi, bo szuka ratunku, bo boi się, że sobie coś zrobi sama w domu? Może śmieje się, bo szuka zaczepienia w normalnym życiu, które toczy się dalej? Może szuka promyczka nadziei, który pomoże przetrwać ten dzień, chociaż do wieczora? Może ubiera się w kolory, żeby pokazać drugiemu dziecku – jestem, żyję, a może żeby zmusić się do wstania rano z łóżka?

Czytałam książki i rozmawiałam z Dagmarą Skalską (Projekt Egoistka), która miała podobne doświadczenia po śmierci męża. Zarzucano jej, że się maluje, że się śmieje, że nie zamknęła się w domu w rozpaczy, tylko wybrała inną drogę radzenia sobie z żałobą. Takie sytuacje są naszą rzeczywistością, tak się okrutnie oceniamy, tak się w gruncie rzeczy nienawidzimy.

Przypomniało mi się to wszystko teraz, gdy czytam te niewybredne żarty, jak to Melanie zbierze w domu łomot albo jak będzie musiała postarać się w łóżku, żeby udobruchać pana i władcę. Co my możemy wiedzieć o życiu drugiego człowieka? Jakim prawem je oceniamy? A może tak naprawdę jest ofiarą przemocy? Patrząc jakim człowiekiem jest Trump, jest to bardzo prawdopodobne. Tak Was śmieszy przemoc? Dlatego, że odbywa się w pałacu, a nie w zapyziałym mieszkanku w blokowisku? Czy jest wtedy inna?

Witajcie w Klubie Melanie, witajcie w kobiecym piekle oceniania, pouczania i piętnowania. A już kobieta na świeczniku jest cudownym obiektem do bicia. Taka ładnie ubrana, która ma kasę. Nasze czujne oko wypatrzy każde uchybienie w zachowaniu, ubiorze, dostrzeże ślady operacji plastycznych, uzależnienia od męża, alkoholu, diet, nawet od przemocy – że się godzi na to, że sama chciała. I rechoczemy z wyższością. Wszystko jest wodą na nasz młyn.

Tak Siostry, dopóki nie zobaczymy, że same sobie to robimy, nie jacyś „Oni”, dopóki nie będziemy współodczuwać z innymi kobietami – i tymi, którym się lepiej powiodło, i tymi, które mają gorzej, dopóki nie zrozumiemy, że jesteśmy takie same, choć różne, dopóty świat się nie zmieni.

Joanna Sławińska

Jeśli chcesz podzielić się z nami swoją opinią pisz na redakcja@sukcespisanyszminka.pl

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!