Czy jesteś gotowa na zmianę?

Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Share on linkedin
Share on facebook
Share on twitter
Share on email
Share on linkedin

Zrób z nami pierwszy krok. Na świecie i w Polsce ruszyła właśnie kampania Difference Maker marki Clinique, która pokazuje, że każda zmiana ma znaczenie. Nawet ta najdrobniejsza.

„Utknęłam”, „Jestem pod ścianą”, „Chciałabym, ale się boję” – też czasem tak się czujesz? Znakomicie! To najlepszy moment, by znaleźć w sobie motywację i gotowość do zmian. Nie żartuję. A jeśli wciąż nie jesteś przekonana, mamy coś, co cię wzmocni i doda Ci odwagi.

Akcja Difference Maker została zainicjowana przez markę Clinique, by dodać kobietom odwagi i zainspirować je do działania – w swoim życiu, w lokalnej społeczności, w rozwiązywaniu problemów, które dotyczą wielu z nas. – U źródeł kampanii Difference Maker leży chęć przekonania kobiet, że każde działanie, osoba czy produkt może doprowadzić do znaczących zmian – wyjaśnia Jane Lauder, Global Brand President, Clinique.

W Sukcesie Pisanym Szminką wierzymy, że każda, nawet najdrobniejsza zmiana ma znaczenie i przybliża nas do celu. Misja kampanii Difference Maker jest nam więc szczególnie bliska. Dlatego postanowiłyśmy włączyć się w działania marki Clinique. Od dziś przez kolejne trzy tygodnie, znajdziecie na naszej stronie teksty, w których przybliżymy Wam ideę kampanii oraz postaci sześciu wyjątkowych kobiet – ambasadorek Difference Maker i liderek zmian. Victoria Pendelton, Gina Rodriguez, Erendira Ibarra, Jessika Nkosi, Nazan Eckes i Ning Chang podzielą się z Wami swoim doświadczeniem, wartościami i historią swojego sukcesu.

kampania Difference Maker

Wszystkich tekstów szukajcie w sekcji oznaczonej hasłem #Difference Maker. Zaglądajcie także na nasz fanpage na Facebooku!

Przeczytajcie m.in. o wyjątkowej historii powstania marki Clinique, która zaczęła się od materiału w magazynie Vogue. Polecamy Wam także wywiad z Olgą Kozierowską o tym, jak znaleźć w sobie odwagę do dokonywania zmian.
A w kolejnych tygodniach poznacie historie i przeczytacie wywiady m.in. z Victorią Pendelton, Erendirą Ibarrą i Giną Rodriguez.

Więcej na www.clinique.com.pl/DifferenceMaker

Czekamy także na Wasze historie!

Opowiedzcie nam o tym, co zmieniłyście, co Was zmotywowało, skąd czerpałyście odwagę i determinację do zmiany. Swoją historię wyślijcie na adres: redakcja@sukcespisanyszminka.pl

Koniecznie dołączcie swoje zdjęcie z kartką i hashtagiem #DifferenceMaker

Potrzebujesz inspiracji? Oto, co o swoim pierwszym kroku do zmiany opowiedziały nam Karolina Cwalina, Katarzyna Gulczyńska, Adriana Szklarz, Sylwia Zientek i Ałbena Grabowska.

Karolina Cwalina, PCC ICF, life&business coach, twórczyni projektu „Sexy zaczyna się w głowie”

Moim motywatorem do zmian było poczucie, że, jeśli czegoś w końcu ze sobą nie zrobię, to już gorzej nie będzie :) Tkwiłam w martwym punkcie. Nienawidziłam swojej pracy, nie wiedziałam, w którą stronę iść, spotykałam się z osobą, która mnie nie chciała, nie akceptowałam tego, jaka jestem! Ciągłe jęczenie i narzekanie nic mi nie dawało, więc nadeszła pora, by zacząć działać.
USTALENIE CZEGO CHCĘ oraz PLAN DZIAŁANIA – to był mój klucz do sukcesu.
Krok po kroku realizowałam swoje cele. Uczyłam się wytrwałości, ćwiczyłam swoją cierpliwość. Wiedziałam, że pośpiech na nic się nie zda, więc dzielnie trzymałam się swoich założeń, a motywowała mnie wizja, że będzie już tylko lepiej, czyli polubię w końcu siebie :)
Czy się udało?
Tak, ale cały czas pracuję nad tym, by siebie akceptować. Zdarzają się lepsze i gorsze dni – jak to w życiu bywa. Wiem już, że nic nie ma za darmo, na wszytko trzeba ciężko zapracować. Kiedy ktoś przy mnie jęczy, pytam się co zrobił dla siebie do tej pory. Czasem zapada głucha cisza…
Zamiast gadać, róbmy, ale przede wszystkim zadawajmy sobie pytanie – CZEGO CHCEMY I CO JEST DLA NAS WAŻNE!
Czemu jednak tyle osób narzeka? Według mnie – bo się boi.
Przyznanie się do swoich słabości i podjęcie walki to wielkie wyzwanie!

Adriana Szklarz, coach, mówca motywacyjny, autorka książki Kobieta z męskim sercem, organizuje kampanie społeczne uświadamiające znaczenie transplantologii

Mówią, że po transplantacji otrzymuje się drugie życie. Według mnie, kobiety z męskim sercem, doświadczonej przeszczepieniem narządu, prawda jest inna. To nie drugie życie motywuje do czerpania z niego garściami, realizacji swoich celów i spełniania marzeń. To dojrzałość do chęci osiągania tego, co wcześniej nam lub według innych wydawało się niemożliwe. To wiara w siebie i swoje możliwości. To wiara w to, że niemożliwe nie istnieje. To odwaga, która pcha nas do postawienia tego najważniejszego pierwszego kroku. To wytrwałość w stawianiu kolejnych. To odrzucanie wymówek. To budowanie swojej pewności, by przełamywać nieśmiałość. To chęć powiedzenia u kresu swego życia: „Niczego nie żałuję! Nie żałuję, że byłam sobą. Nie żałuję, że nie czekałam na spełnienie się marzeń, a spełniałam je. Nie żałuję, że miałam czas dla przyjaciół. Nie żałuję, że kochałam, również siebie! Nie żałuję, że odważyłam się wziąć życie w swoje ręce! Niczego nie żałuję! Bo czułam że prawdziwie żyję!”. Ja na tej drodze już jestem. To po przeszczepie i osiągnięciu życiowej dojrzałości, osiągnęłam to, z czego najbardziej jestem dumna: napisałam samodzielnie i wydałam książkę Kobieta z męskim sercem, organizuję akcje społeczne propagujące transplantacje i rozbudzające motywację u innych do życia pełnią – mimo cienia choroby, który im towarzyszy.
Każdej kobiecie daję opartą na słynnym cytacie zachętę: „Na początku wszystko jest trudne, zanim nie stanie się proste” – przekonaj się, a zyskasz swoje piękne, kolorowe i pełne niesamowitych emocji życie! Tutaj możesz tylko wygrać! Wygrać swoje życie!

Katarzyna Gulczyńska, założycielka Fundacji „Pokonaj Raka”

Życie każdego człowieka składa się z wielu dróg. Dla mnie początkiem kolejnej drogi życiowej był rok 2007, kiedy śmiałam zamarzyć o zdobyciu najwyższego szczytu Europy, czyli Mont Blanc – wysokość 4810 m n. p. m. Trudno uwierzyć, ale do tamtej pory nigdy nie byłam w górach, znałam je jedynie z opowieści i zdjęć. W tym samym roku minęło również dziesięć lat, odkąd podjęłam decyzję o samotnym wychowywaniu dwóch Synów: Piotra i Maksymiliana. Przeczuwałam nadchodzące w moim życiu zmiany, a kiedy nadeszły, chciałam pokazać chłopcom, jak żyć, a z czasem… uwolnić się od mamy.
W lipcu tegoż roku wraz z czterema towarzyszami wyruszyłam w Alpy. Naszym liderem był Leszek. Tworzyliśmy wszyscy raczej przypadkową grupę wesoło spędzającą czas w masywie Mont Blanc. Śmiałam się, że razem mamy 244 lata. Dużo żartowaliśmy, dodając sobie odwagi potrzebnej do realizacji dość śmiałego wyzwania.
Wybraliśmy klasyczną drogę w kierunku szczytu. Nie było łatwo, lecz cóż znaczyło to dla mnie – kobiety i matki samodzielnie wychowującej dwóch młodych mężczyzn… Znacznie trudniejsze wydawało mi się, także wtedy, zmaganie z problemami w codziennym życiu.
Na szczycie Mont Blanc stanęliśmy 16 lipca ok. godziny 10.00. Nasz lider podjął decyzję o schodzeniu ze szczytu przez Mont Maudit i Mont Blanc du Tacul. Jak później się okazało, była to decyzja, w konsekwencji której zmuszeni zostaliśmy do walki o życie przy dramatycznie zmieniających się warunkach atmosferycznych.
Kiedy ochłonęłam po przeżyciach ostatnich dni, zadzwoniłam do swoich bliskich z informacją, że jestem cała. Wtedy też dowiedziałam się, że ktoś z rodziny jest bardzo chory, że jest to rak. Ta osoba, najpierw w szoku, potem w rozpaczy, poddała się, nie chciała walczyć…
Mając na świeżo w pamięci własne zmagania o życie, wiedziałam, że musimy walczyć, że razem będziemy walczyć. Powiedziałam wtedy, że wejdę na tyle szczytów z Korony Ziemi, ile chory dostanie chemii. I tak się stało. W dniu, kiedy weszłam na Kilimanjaro w Afryce, chory przyjął pierwszą chemię. W konsekwencji w ciągu dwudziestu dwóch miesięcy brałam udział w ośmiu wyprawach na najwyższe szczyty z pełnej Korony Ziemi.
Razem walczyliśmy o życie i razem tę walkę wygraliśmy. Ważne jest, aby w trudnych chwilach człowiek nie musiał być sam. Myślę, że dla każdego chorego prawdziwym Everestem jest pokonanie choroby.
Warto przekraczać własne granice i zdobywać kolejne szczyty życia…., szczyty ludzkich możliwości. W 2011 roku wytyczyłam sobie kolejny cel, żeby poprzez dalsze realizowanie projektów pokazywać, przekonywać wszystkich chorych, że raka można pokonać. Do realizacji tych celów założyłam fundację “Pokonaj raka”. Moją pasją i sensem życia stała się pomoc wszystkim chorym onkologicznie, którzy tego potrzebują.

W życiu człowieka są dwa najważniejsze dni:
pierwszy to dzień, w którym się urodził,
a drugi to ten, w którym zrozumiał, PO CO.

Całą historię przeczytaj na www.pokonajraka.pl

Sylwia Zientek, pisarka, autorka m.in. Podróż w stronę czerwieni, Miraże, Próżna oraz Złudzenia, nerwice i sonaty, za którą nominowana była do Literackiej Nagrody Angelusa.

Jak pokazały moje dotychczasowe doświadczenia, strach przed zmianą może być równie potężny, jak marzenia o jej urzeczywistnieniu. Od lat, właściwie od dziecka chciałam być pisarką, a móc określić siebie jako profesjonalną pisarkę to coś więcej, niż tylko pisać książki – trzeba je publikować i czerpać z nich finansowe zyski. Powieści pisałam od młodzieńczych lat, robiłam to także jako studentka, młoda absolwentka prawa, wreszcie jako prawniczka, matka, menedżerka. Ale nie miałam wystarczającej wiary w swoje umiejętności i na pierwszym planie stawiałam macierzyństwo, odkładając realizację pragnień na później. Kiedy w 2012 r. opublikowałam książkę “Złudzenia, nerwice i sonaty” zaczęłam wreszcie realistycznie myśleć o porzuceniu pracy w korporacji. Proces ten trwał aż trzy lata. Bałam się postawić wszystko na jedną kartę, bałam się braku regularnych wypłat pieniędzy i tego, że będę musiała zrezygnować ze swojego stylu życia. Tym jednak co ostatecznie mnie zdyscyplinowało, była świadomość tego, jak czas ucieka – skończyłam 40 lat i zrozumiałam, że najwyższy czas żyć pełnią życia, tak jak chcę, skończyć z narzekaniem na to, jak praca w korpo jest jałowa i nudna. “Teraz albo nigdy” pomyślałam marząc o chwili, gdy moja książka znajdzie się na regale z nowościami obok innych świetnych pisarzy. Po trzynastu latach mało satysfakcjonującej pracy porzuciłam korporację i wreszcie jest tak, jak chciałam!

Ałbena Grabowska, pisarka, autorka m.in. Coraz mniej olśnień, cykli Stulecie Winnych i Czas Zaklęty

Pierwszy krok nie jest trudny. Najtrudniejsza jest decyzja o jego podjęciu, a wcześniej świadomość, że należy to zrobić. Najgorszy jest strach. Nie tyle o to, że się nie powiedzie, powinie się noga i na kolanach wrócimy do poprzedniego życia, ale o to, że nasza ocena sytuacji jest niewłaściwa. Co, jeśli się mylimy? Jeśli nasze nieszczęście jest subiektywne, nie obiektywne? Jeśli nie mamy racji?
W moim przypadku impulsem była obserwacja samej siebie. Nie umiałam siebie rozpoznać. Co się stało z wesołą osobą, którą byłam, pełną energii, pomysłów? Stałam się kimś innym, mówiłam nie swoim językiem, robiłam rzeczy, które nie sprawiały mi przyjemności ani satysfakcji. Pogrążałam się w poczuciu winy. Czułam się niedobra, zakłamana i samotna.
Moja szefowa zwróciła mi uwagę przy całym zespole. Nie miała racji, ale zarzuciła mi, że jestem nielojalna i niekoleżeńska. To też był dla mnie sygnał, że widocznie zachowuję się jak osoba słaba, skoro można mnie lekceważyć. Zaniosłam wymówienie. Nie miałam żadnej innej pracy na uwadze, po raz pierwszy miałam zostać bez stabilnego zajęcia. Powinnam czuć przerażenie, ale poczułam ulgę.

Zarejestruj się aby otrzymać newsletter

 

Na tej stronie wykorzystujemy cookies. Uzyskujemy do nich dostęp w celach analitycznych oraz w celu zapewnienia prawidłowego działania strony. Jeżeli nie wyrażasz na to zgody, możesz zmienić ustawienia w swojej przeglądarce. Zobacz więcej w Polityce Prywatności.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close