Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Kto, jak nie ty?

Kto, jak nie ty?

fot. Nikodem Szymański

Szanujmy potencjał kobiet – przekonuje Beata Jakoniuk-Wojcieszak, dziennikarka, menedżerka i coach w rozmowie z Dagny Kurdwanowską.

„Ekspertki istnieją, nie tylko w baśniach, feministycznych tekstach i w koszmarach mizoginów. Na stronie znaneekspertki.pl można znaleźć ponad 300 nazwisk z różnych branż i województw. Dlaczego jednak kobiety nadal stanowią niewielki procent na konferencjach branżowych?” – pytał w tekście „Debaty bez kobiet to obciach” Grzegorz Miecznikowski. Kontynuując dyskusję na ten temat postanowiłam porozmawiać z Beatą Jakoniuk-Wojcieszak, dziennikarką i coachem, która od ponad 20 lat pracuje w mediach, również w kadrze zarządzającej. To, co miało być wywiadem o obecności kobiet w mediach, stało się jednym z najbardziej niezwykłych spotkań w mojej dziennikarskiej karierze, a nasza rozmowa wyszła daleko poza pierwotny temat. Mam nadzieję, że także dla Was stanie się inspiracją do rozwijania potencjału, walki z lękiem i poszukiwania wolności.

O tym, dlaczego warto szanować potencjał kobiet, dlaczego słowo „powinnam” lepiej zastąpić słowem „chcę i potrafię”, jak ważne jest, by swoim córkom mówić – jesteś mądra, fajna, dasz sobie radę, kiedy warto uwolnić się od przeszłości i wziąć odpowiedzialność za swoje życie, jak odnaleźć wolność w stracie i rozpaczy i co się dzieje, gdy znika strach, Dagny Kurdwanowska rozmawia z Beatą Jakoniuk-Wojcieszak.
Mężczyźni zupełnie nas zdominowali w mediach – 75% ekspertów w mediach, podczas konferencji i debat to właśnie mężczyźni. Dlaczego oddałyśmy im pola?

Na pewno na poziomie społecznym i na poziomie wartości wciąż za mało szanujemy potencjał kobiet – wciąż mówimy „słaba płeć, ale za to najpiękniejsza”. Nie szanujemy też potencjału dzieci i sędziwych osób. Nie zapominajmy też o tym, że kobiet wciąż po prostu nie widać.

Nie wierzę. Może my nieuważnie szukamy?

Uważność jest cechą mędrców, dojrzałych osobowości. Dziś media „pędzą” bez czasu na refleksję. Odwróciliśmy proporcje: kto szybciej, zamiast kto lepiej i bardziej odpowiedzialnie. Kiedy zauważasz najwięcej detali w otaczającym świecie? Kiedy się przypatrujesz, włączając ciekawość. A to wymaga czasu, którego nie mamy. Sięgamy zatem po dostępnych, sprawdzonych i w pełnej gotowości rozmówców – czyli najczęściej mężczyzn.

Dlaczego tak się dzieje?

My – kobiety – nie sięgamy po wiele stanowisk. Nie korzystamy też z wielu możliwości wyrażenia swojego potencjału. Opowiem ci o tym na swoim przykładzie. Mój dzień zaczął się od tego, że wstałam o 6 rano, poszłam na spacer z mężem, wróciłam, usmażyłam naleśniki, upiekłam muffiny, przygotowałam śniadanie dla córek do szkoły, przygotowałam się do pracy, zawiozłam dziewczyny do szkoły i pojechałam do pracy. A zatem, zanim rozpoczęłam swoją działalność zawodową, dwie godziny już pracowałam w domu. To jest mój wybór. Jaka jest cena tego wyboru? Wiele opuszczonych premier, przyjęć. Ale nie żałuję, bo dzięki temu mogę łączyć pracę zawodową z życiem rodzinnym. Codziennie dostajemy 100 jednostek czasu – jeśli gdzieś angażujemy się bardziej, musi ubyć w innym obszarze. Skoro chcę poświęcić czas na przygotowanie własnych przetworów, bo mam częściowo alergiczne dzieci, to nie ma siły, żeby nie ubyło na przykład w obszarze czytania, oglądania filmów. Mam taką samą dobę, jak mój kolega, który wstał później, pojechał na siłownię, zjadł śniadanie w klubie i zanim wyszedł do pracy przejrzał spokojnie gazetę i wypił kawę. I wszystko jest w porządku, dopóki jest to mój wybór. Tak żyję, bo tak chciałam i sprawia mi to ogromną radość.

A co stoi na przeszkodzie, żeby naszych mężczyzn mocniej włączać w życie domowe?

To są indywidualne decyzje. Wiele kobiet tak robi. Moja praca w mediach od dwudziestu kilku lat na różnych menedżerskich stanowiskach nie byłaby możliwa, gdybym nie miała męża-partnera. Ale nie możemy kobietom narzucać aktywności. Musi być w nich samych gotowość i potrzeba.

No właśnie – gotowość jest tu chyba słowem-kluczem. Z czego się bierze ta gotowość?

Z tego, że wspierała nas mama, babcia, ojciec, mówiąc – jesteś mądra, idź, zrób to. Mój tata był sparaliżowany, ale zawsze mi powtarzał – nie padaj duchem, dasz radę, kto, jak nie ty. W najgorszych sytuacjach życiowych tak właśnie myślałam – kto, jak nie ty? Kiedy na początku stycznia okazało się, że muszę zostać na chwilę szefem TAI i szefem TVP INFO, robiąc dalej swoje rzeczy, pomyślałam „OK, zrobię to najlepiej jak potrafię”. Kiedy uruchamiałam swego czasu antenę TVP INFO, awansowałam kobietę. Po kilku dniach powiedziała, że nie da rady, bo to za duży stres, bo ją przestana lubić. Kobiety ciągle szukają potwierdzenia swojej wartości w zewnętrznym świecie, w oczach innych, w oczach męża, współpracowników.

Od dziecka jesteśmy do tego przyzwyczajane – grzeczne dziewczynki mają dobre oceny, ładnie się zachowują, nie krzyczą, nie awanturują się. Wtedy świat im mówi, że są w porządku.

Jesteśmy przyzwyczajone do powinności. A w słowie „powinnam” jest słowo „wina”. Tymczasem my nie jesteśmy winne niczemu i nikomu.

Za to, jeśli się nie uda, nie zrobimy tego, co powinnyśmy, pojawia się poczucie winy.

Dlatego zamiast „powinnam” lepiej powiedzieć – chcę, potrafię, sprawia mi to frajdę. Nie mówmy o jakiejś powinności, tylko o wzajemnym szanowaniu potencjałów. Jeśli za tym potencjałem stoi kobieta, to super. I wiele swoje potencjały realizuje, choć wiele z nich powie, że nie jest im łatwo. Mówią też, że się spotykały, spotykają i będą spotykać z trudnościami, bo na przykład proponuje się im mniejsze pensje. Zauważyłam, że wielu słabych mężczyzn w ten sposób coś sobie rekompensuje. Ale często robią to także słabe kobiety. Myślę, że nasza zbiorowa nieświadomość potencjału powoduje, że nie wspieramy silniejszych i mądrzejszych. Każdy pretekst – wiek, płeć, kolor skóry – jest przydatny, żeby innym zaszkodzić.

A nie jest trochę tak, że tę męską przewagę utrzymujemy z wygody i ze zwykłego lenistwa? Widzę to po sobie. Pracuję w portalu, którego misją jest wspieranie kobiet i to mobilizuje mnie do szukania ekspertów wśród kobiet, choć czasem muszę poświęcić na zrobienie materiału więcej czasu. Łatwiej zadzwonić do pana X, który zawsze jest dostępny. A jednak głos kobiety-eksperta jest dla mnie na tyle ważny, że nie odpuszczam.

Jesteś bardzo świadomym człowiekiem. Obie byłyśmy na Gali Bizneswoman Roku. Dziesiątki fantastycznych finalistek. Kobiety wykształcone, z sukcesami na rynkach międzynarodowych.
Pamiętasz jak dziękowały? Mądre, pamiętające o współpracownikach i skromne. One nie będą się przepychały do mediów. Skupione na celach, swoich firmach, zaangażowane. To. że ich nie widać to nasza strata. W większości mogłyby zarażać siłą i potencjałem. Siedziałam zauroczona.
Z mężczyznami jest tak, i znam to z autopsji, że jeśli zadzwoni się do nich z propozycją udziału w programie, powiedzą – Jasne, o której mam być w studio? Kobieta zaczyna od tego, czy na pewno się nadaje, w co ma się ubrać, a kto jeszcze będzie, czy możemy przesłać pytania, żeby mogła się przygotować. To jest przecież niemożliwe w stacjach informacyjnych. Mężczyźni często przyjście do studia traktują nie jako okazję do zaprezentowania wiedzy, ale do zaprezentowania siebie.

Współczesne media lubią mężczyzn, bo dobrze sprzedają się ci, którzy potrafią wpasować się w agresywny i tabloidowy język mediów.

Ale to nie znaczy, że są silniejszymi rozmówcami. Często są histeryczni i zalęknieni. Kiedyś pewien rolnik, do którego pojechałam z kamerą powiedział mi tak – Pies nie dlatego szczeka, że lubi ale dlatego, że się boi. Bardzo często ci, którzy krzyczą najgłośniej to strasznie zestresowani ludzie, którzy wykrzykują swój lęk. Kobiety, które coś osiągnęły bardzo starają się myśleć i mówić racjonalnie, a przede wszystkim zawsze chcą mieć liczby na potwierdzenie tego, co mówią. Jeśli udowodnisz mężczyźnie, że się pomylił, powie co najwyżej – Naprawdę? A, istotnie. I tyle. Kobieta zejdzie do swojego dzieciństwa, żeby znaleźć powód, dla którego mogła się tak haniebnie pomylić. Dla kobiety to rujnuje wszystko na poziomie kompetencji. Kobiety wciąż mają niezwykle silną potrzebę udowadniania, że „jestem tego warta”.

Polki są niesamowite ambitne, a jednocześnie wciąż bardzo niepewne swoich kompetencji.

Jest kilka grup kobiet. Są kobiety, które nie wierzą w siebie, ale są i takie, które mają potrzebę awansu i komunikowania siebie. Tam, gdzie jest wolność wyboru jest wszystko. Wcale się nie upieram, że kobiety muszą być górnikami. Ale problem jest wtedy, kiedy obraz obecności kobiet w przestrzeni publicznej nie wynika z ich wyboru i z ich wolności, ale z zepchnięcia przez grupę, którą kierują stereotypy.

„Nie będą jej słuchać – bo jest za ładna” napisał w tekście „Debaty bez kobiet to obciach” Grzegorz Miecznikowski. Jest XXI wiek, a my ciągle musimy z tym walczyć.

Zobacz, co się wydarzyło, gdy na naszej scenie politycznej pojawiła się pani Ogórek, która pewnie była kompetentną dziennikarką, ale próbowała wejść w rolę wytrawnego polityka, co jej się nie udało.

W jej przypadku nie chodziło tylko o to, że jest ładna. Brakowało spójności między doświadczeniem, a tym, jak chciała być postrzegana.

I dochodzimy do sprawy kluczowej. Tam, gdzie są kompetencje, doświadczenie, przekonanie, zaangażowanie, historia tej kobiety – ona nie będzie miała problemu z komunikowaniem siebie. Taka kobieta nie poprosi o pytania, bo w rozmowie narzuci swój styl, punkt widzenia.

Z czego wynika to, że jedne kobiety to potrafią, a inne nie?

Wracamy do domu rodzinnego. Jeśli rodzice powtarzają, że jesteś fajna i mądra, tak się będziesz czuć. Największy problem leży w braku samoakceptacji i w tym, żeby przekonać kobiety, żeby uwierzyły w swój potencjał. Miałam też ogromne szczęście spotkać na początku drogi dwie wspaniałe kobiety – Jankę Olszak i Helenę Kucharską. To moje pierwsze szefowe – zaraz po studiach, mądre, silne, wspierające. Prezeski, ale przede wszystkim matki. Dały mi matrycę godzenia ról – dom, rodzina jako wartość. Później, w swojej pracy w kadrze zarządzającej pracowałam głównie z mężczyznami. I nie mam z tym problemów. Bo za mną stoi dwadzieścia kilka lat doświadczenia. Nie mam problemu, żeby się komunikować. Nie mam też problemu, żeby powiedzieć, że czegoś nie wiem. Ale bardzo długo na to pracowałam. W końcu zaakceptowałam, że mam po prostu żyć i cieszyć się z tego, że jestem kobietą. Cieszyć się tym, że mam pracę, którą wykonuję z pasją. Że nie muszę się nikomu przypodobać. Nie wszyscy muszą być ze mnie zadowoleni. Wspominałam już, że mój tata był 40 lat sparaliżowany. Moja mama nie narzekała, nie miała pretensji do losu. Wykształciła 6 dzieci. Była i jest silna, wspierająca i nigdy nie szukała winnych. Oni nauczyli mnie, że trzeba po prostu żyć, cieszyć się życiem.

Jestem z pokolenia, w którym wiele kobiet nie miało wspierających rodziców. Częściej doświadczały modelu, w którym była krytyczna matka i wiecznie nieobecny ojciec. Takie kobiety dorastają w przekonaniu, że swoją wartość mogą potwierdzić tylko swoimi osiągnięciami – najpierw w szkole, potem w pracy.

To jest tak jak z piramidami finansowymi – każda w końcu dojdzie do momentu, w którym się posypie. Jestem też coachem i pracując z kobietami widzę bardzo niepokojący trend, że winą za wszystkie trudności i niepowodzenia obarcza się dzieciństwo i rodziców. Sprowadza się to do użalania się nad sobą. A obojętnie, czy jesteśmy katolikami, buddystami, czy agnostykami i obojętnie, w co wierzymy, to wszystko, co doprowadziło nas do tu i teraz było przecież naszym wyborem, wynikało z naszych decyzji. Mojej i twojej zgody.

Takie przekonanie oznacza, że bierze się odpowiedzialność za swoje życie.

Tak. A tymczasem co? Najpierw w dzieciństwie odpowiadają za nas rodzice. Potem nauczyciele. Potem chcemy, żeby odpowiadał za nas rząd, prezes w pracy. I rozglądamy się uważnie, kogo by tu obarczyć odpowiedzialnością za nasze błędy. Ciągle oczekujemy, że jakaś mityczna siła się nami zaopiekuje. Zgodnie z maksymą – siedź w kącie, a znajdą cię. A życie ciągle się zmienia. Nie ma nic bardziej stałego od zmian. Przełomowym momentem w moim życiu była tragiczna śmierć naszego najstarszego syna dwa lata temu. To bardzo przewartościowało moje widzenie świata. Zawsze byłam pozytywnie i optymistycznie nastawiona do życia, ale byłam też niezdrowo zaangażowana w obszar zawodowy i w obszar innych ludzi. My – kobiety – bardzo lubimy wychodzić naprzeciw niesformułowanym oczekiwaniom innych.

To kolejny sposób na potwierdzenie swojej wartości?

Z jednej strony jest presja społeczna na to, by kobieta była opiekuńcza. Z drugiej zaś, my same lubimy się poświęcać. Jeśli zaniedbujemy siebie, ale zajmujemy się koleżanką, która się rozwodzi, to szukamy potwierdzenia własnej wartości. A kobieta, która w tym się zatraca po prostu ucieka od samej siebie. Jeśli nie szanujemy swojego ciała, swojego zdrowia, nie kochamy siebie w dobrym tego słowa znaczeniu, jeśli nie dajemy sobie prawa do błędu, a nasz wewnętrzny krytyk ciągle działa, to jak możemy dać komuś coś pozytywnego? Jak możesz dać komuś coś, czego sama nie doświadczyłaś? Mój wewnętrzny krytyk był przez lata monstrualny. Prowadziłam program, który miał miliony widzów, a ja skupiałam się tylko na tym, że źle wypadłam, nie tak wyglądałam. Ta świadomość akceptacji siebie, swojego potencjału, to przekonanie, że to właśnie ja jestem odpowiedzialna za swoje życie jest niesamowicie ważna. Odpowiedzialność za dobre i złe decyzje, za wybory, za jakość relacji z ludźmi ty ponosisz. Kiedy w dniu pogrzebu syna zobaczyłam setki znajomych i przyjaciół, którzy trwali przy nas także później, to wtedy zrozumiałam jaka to niesamowita wartość. Jakim jestem bogaczem ludzkich serc.

Podobnych rzeczy doświadcza się w momencie ciężkiej choroby.

Tak, choć nikomu nie życzę, żeby w tak dramatycznych momentach dowiadywał się, jak silne relacje udało mu się dotychczas zbudować. W budowaniu relacji z ludźmi najbardziej liczą się czyste intencje. Jedna z moich przyjaciółek powiedziała mi kiedyś – Oczekiwania wobec ludzi to jak spłacanie cudzych długów. Na poziomie emocji i serca zrozumiałam to niedawno. Idź, wspieraj, pomagaj, ale nie oczekuj, że świat powinien cię wynagrodzić, bo zrobiłaś jakąś niesamowitą rzecz. Jeśli kobiety będą silne sobą, jeśli będą się wspierały, jeśli będą koncentrowały się na tym, co nas łączy i co możemy wspólnie zrobić – to będzie fantastyczne. Potrzebujemy tego, żeby nauczyć się cieszyć wielkością innych. Cieszyć się z tego, że komuś coś się udało.

Inspirować się tym?

Poczuć tę energię. Mieć świadomość, że sąsiad, który prowadzi udany biznes zmienia otoczenie – daje pracę innym ludziom, płaci podatki i że to jest fajne. Mieć frajdę z tego, że spotyka się ludzi mądrzejszych od siebie. Brać z tych ludzi, ale dawać też z siebie, być obecnym, uważnym. Widzę cię, słyszę cię, rozumiem cię, pomagam, kiedy mnie o to poprosisz.

Co nam daje to, że nauczymy się doceniać innych i ich sukcesy? Dzięki temu nauczymy się cenić także siebie?

Kiedy zostałam zwolniona kilka lat temu z TVP, zadzwonił mój kolega i powiedział, że teraz na pewno wpadnę w depresję. Nie wiedziałam, o co mu chodzi. Potem zrozumiałam, że dla niego utrata stołka, tego symbolu władzy była równoznaczna z utratą wszystkiego. A mi nie było żal stołka, w domu miałam inny stołek. Moje poczucie wartości i samopoczucie nie było zależne od tych wszystkich zewnętrznych oznak statusu i stanowiska. Jeśli kobiety będą wewnątrz-sterowne, to będą silne. Jeśli zaś będą dawały narzucać sobie wszystko z zewnątrz, to niepodobna, żeby ustały na własnych nogach. Przecież na zewnątrz jest tyle bodźców, że nie ma szans ich kontrolować. Dziś kobiety mają milion możliwości – portale takie, jak wasz, warsztaty, szkolenia, audiobooki, rekolekcje. Jeśli można pół dnia siedzieć na portalach plotkarskich, na forach i wylewać tam swoje frustracje, to lepiej 2/3 tego czasu przeznaczyć na spacer, a 1/3 na aktywne poszukiwanie sposobu na wspieranie siebie.

Na słuchanie siebie też?

Jeśli nie słyszysz siebie, to jak mają cię usłyszeć inni? Ty jesteś najbliżej siebie. To bycie w kontakcie ze sobą.

Kiedy siebie słuchamy, mniej się boimy?

Strach jest zawsze.

Ale często jest to strach, który same sobie wmawiamy. Nie postawię się szefowi, bo mam kredyt. Nie mogę rzucić tej pracy, przecież nie dam rady utrzymać dzieci. Będę siedzieć cicho, bo jeszcze to się obróci przeciwko mnie, jeśli coś powiem.

Takie samomotywacje mają zarówno słabi mężczyźni, jak słabe kobiety. Nie można tego oczywiście upraszczać, bo mogłoby się to okazać krzywdzące. Czasem one mogą wręcz pomagać, bo zatrzymują nas, kiedy chcemy zadziałać impulsywnie. Chodzi o to, żeby nie zrobił się z tego sposób na życie. Kiedy się boisz? Kiedy jesteś niepewna. Jeśli ufasz swoim kompetencjom, swojej rzetelności, jeśli wspierałaś swoje talenty i pasje, czujesz się pewniejsza siebie. Swoim studentom powtarzam – idźcie i rozwijajcie swoje pasje. Może kiedyś pasja stanie się twoją pracą. Może kiedyś pasja da ci drugą nogę, na której mocno staniesz, rezygnując z pracy, której nie lubisz. Warto się dzielić z innymi swoimi pasjami, talentami. Jedyne, czym nie warto się dzielić to lęki. Mówi się, że najłatwiej zarządzać ludźmi, którzy się boją. Ale kto najlepiej zarządza strachem? Ten, który sam się boi. Jeśli twoim celem jest życie z pasją, nikt ci tego nie zabierze. Miałam czwórkę dzieci, mam trójkę dzieci – każde jest inne. Ale mam pewność też, że każde z nich pójdzie własną drogą, nie moją. Wiesz, co jest moim największym szczęściem? Że mam swoją misję. A wiesz jaka jest moja życiowa misja?

Nie.

A chcesz wiedzieć?

Pewnie.

Być wolnym i dawać innym wolność. Kiedy nie obraziłam się na Pana Boga, ani na życie, że straciłam dziecko, zrozumiałam, że nic do mnie nie należy. Skoro moje dziecko nie należało do mnie, to pozostałe moje dzieci też nie należą do mnie. I mój mąż nie należy do mnie. Do mnie należę tylko ja. Zaakceptowanie tego w bólu i w rozpaczy dało mi wolność. A mojej wolności nikt mi nie odbierze. Kiedy dzieje się coś niedobrego i pojawia się lęk, biorę go za łeb i mówię – Ja wiem, ty jesteś Pan Lęk, robisz się coraz większy i ty mi się nie podobasz. A potem mówię mu – Dobra, możesz ze mną zostać, bo jesteś ze mną od chwili narodzin i wiem, że chcesz mi towarzyszyć, ale musisz być taki malutki, żebyś zmieścił się do mojej najmniejszej kieszonki. I musisz zaakceptować to, że jeśli będziesz rósł, to będę musiała cię walnąć w łeb. Bo ty mnie nie wspierasz, stary. Razem z lękiem musieliśmy zrozumieć, że jeśli on jest duży, to ja jestem malutka. A ja się na to nie zgadzam. Wolny człowiek może sobie na to pozwolić, żeby akceptować swój lęk. Wolny człowiek nie krzywdzi. Wolny człowiek wspiera innych ludzi.

Co się dzieje, kiedy przestajemy się bać?

Jeśli się nie boisz, to szukasz tego, co cię łączy z drugim człowiekiem. Zaczynasz rozumieć wtedy, że więcej się napijesz z pełnego naczynia. Jeśli otoczysz się pustymi naczyniami, szybko wyczerpią ci się zasoby. To niesamowicie ważne, żeby kobiety nauczyły się otaczać mądrymi, doświadczonymi ludźmi, od których mogą czerpać i którym nie będą się bały powiedzieć – W tym obszarze jesteś ode mnie lepsza(y), ale dzięki temu mogę się od ciebie uczyć.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!