Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Wszystko zaczyna się od opowieści, którą opowiadamy sobie na własny temat. Dr Monika Górska zdradza, jak odkryć w sobie gen storytellingu.

Wszystko zaczyna się od opowieści, którą opowiadamy sobie na własny temat. Dr Monika Górska zdradza, jak odkryć w sobie gen storytellingu.

jak odkryć w sobie gen storytellingu
Monika Górska

 

Czy czujemy się pierwszoplanowymi bohaterkami naszego życia, czy też obsadzamy się w drugorzędnych rolach, a może tylko w obsłudze planu? – pyta dr Monika Górska i opowiada jak znaleźć w sobie odwagę, wytrwałość i pomysł na dobrą opowieść o swoim życiu i biznesie, jak poradzić sobie z Gremlinami w głowie, które ciągle podstawiają nam nogę i powtarzają „na pewno ci się nie uda” oraz jak raz na zawsze zwalczyć w sobie lęk przed wystąpieniami publicznymi. Gotowa, by wysłuchać naszej opowieści? Zaczynamy!

Dagny Kurdwanowska: Zaczynają się warsztaty, a prowadzący zaczyna od tradycyjnego zagajenia: teraz przedstawcie się i opowiedzcie kilka słów o sobie. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby nie zapadła potem głucha cisza, a większość uczestników nie wbiła wzroku w podłogę. Potem zwykle każdy wypowiada swoje imię i dwa zdania, żeby jak najszybciej skończyć. Dlaczego tak trudno nam opowiadać o sobie?

Monika Górska: Z mojego doświadczenia widzę, że najczęstszy powód to chroniczna choroba większości kobiet, ode mnie zaczynając, glossphobia, czyli strach przed wystąpieniami publicznymi. I to nieważne, czy na sali siedzi kilka osób, czy kilkaset. Kiedy zbliża się twoja kolej – w gardle zasycha, oddech się spłyca, serce bije szybciej i bardzo trudno jest wtedy coś powiedzieć. Mówi się, że gdyby człowiek miał wybór, to większość z nas wolałaby leżeć w trumnie, niż wygłaszać mowę nad swoim grobem. W tej sytuacji tylko przygotowana wcześniej formułka jest w stanie nas uratować. Ale dziwnym trafem po każdym takim dotkliwym wystąpieniu dopada nas amnezja i zapominamy jak się wtedy czuliśmy, jak sobie obiecywaliśmy, że następnym razem już się to nie powtórzy.

Ale się powtarza i znów przed oczami robi się ciemno, w gardle zasycha, a w głowie robi się pusto. Przygotowanie pozwala nad tym zapanować?

Im krócej mamy coś powiedzieć o sobie, tym lepiej musimy być do tego przygotowani. Sekretem takiej wypowiedzi nie jest paradoksalnie mówienie ze swojej perspektywy, ale z perspektywy twojego słuchacza. Trzeba się po prostu dostroić do fal radiowych stacji, której słuchają nasi klienci, nasi współpracownicy czy partnerzy biznesowi. A ta stacja radiowa nazywa się WIT. fm, czyli What Is There For Me. Jedyne pytanie, które zadają sobie ludzie zgromadzeni na sali jest takie: W czym ta osoba mogłaby mi pomóc? I to jest cel. Zamiast mówić o tym, jakie masz studia, jakie doświadczenie zawodowe, ile zdobyłeś nagród, powiedz o tym, w jaki sposób możesz pomóc swoim słuchaczom. W czasie naszego Storytellingowego Programu Sprzedaży Opowiadaj i Zarabiaj to jedna z pierwszych rzeczy, której uczą się studenci. Dostają gotową formułę Elevator Story.

Na czym ona polega?

Początek jest zbliżony do elevator pitch, ale dalsza część, to już opowieść o twojej motywacji. W tym momencie sala zamiera, wszyscy są skupieni na tym, co mówisz, widzisz wpatrzone w ciebie oczy i nagle nie masz już żadnego problemu z tym, aby opowiedzieć innym o sobie.

Brzmi jak coś dziecinnie łatwego, ale przecież w praktyce nie jest to takie proste.

Może najlepiej opowiem o tym na przykładzie. Jakby to brzmiało? Jestem reżyserem, scenarzystą, doktorem nauk humanistycznych, wykładowcą storytellingu, założycielem Mistrzowskiej Szkoły Storytellingu Biznesowego, coachem i trenerem. Mam na koncie 100 filmów i 11 międzynarodowych nagród. Dla mnie to brzmi fajnie, w końcu to moje życie. Ale dla słuchaczy raczej nuda. Mogę więc zacząć inaczej. Nazywam się Monika Górska i uczę przedsiębiorców, freelancerów i trenerów tak opowiadać o sobie, o swoich projektach, produktach i usługach, żeby każdy ich słuchał. Nawet jeśli będą mówić szeptem. Robię to, bo… i tutaj płynie już krótka opowieść. Zamiast informować o sobie, pokazuję jak mogę pomóc innym. Która forma bardziej wpadnie im w ucho i pamięć?

Zdecydowanie ta druga. Problem w tym, że konstruowanie takich opowieści przychodzi nam z ogromnym trudem. Weźmy nasze osiągnięcia. Wśród kobiet często obserwuję deprecjację tego, co zrobiły – ale ja to przecież nic nie osiągnęłam, to wszystko zasługa mojego zespołu. Dlaczego tak trudno konstruować nam opowieści, w których jesteśmy odnoszącymi sukcesy liderkami?

Bo jesteśmy skromne? (śmiech) Myślę, że wszystko zaczyna się w naszej głowie, od tej opowieści, którą same sobie opowiadamy na własny temat. Czy czujemy się pierwszoplanowymi bohaterkami naszego życia, czy też obsadzamy się w drugorzędnych rolach, a może tylko w obsłudze planu? Nie ma sukcesu bez porażek, dlatego uczę, by tworzyć opowieści, w których przyznajemy się do słabości, do porażki, zanim dojdziemy do sukcesu na końcu naszej historii. Wtedy nasza historia jest jeszcze mocniejsza, bardziej poruszająca i nie stawia nas na piedestale, ale pokazuje, że jesteśmy takie same, jak inni. A zespół, swoją drogą, warto doceniać zawsze.

Ktoś może zapytać – dlaczego właściwie warto to umieć i tworzyć opowieść o sobie, o swoich osiągnięciach. Lubimy powtarzać, że liczą się czyny, a nie słowa.

Najważniejsze jest, by żyć opowieścią, którą się opowiada. Przypomina mi się taka scena w filmie „300” o bitwie pod Termopilami. Każdy z walczących Spartan był na wagę złota, a jednak Leonidas zdecydował się odesłać jednego z nich, żeby opowiedział ich ludziom, co się wydarzyło. Gdyby wszyscy zginęli, ich bohaterska historia skończyłaby się wraz z ich śmiercią, a dzięki temu znamy ją do dzisiaj. I do dzisiaj wiemy, jak nieustraszeni i wierni byli Spartanie. Opowieści od tysięcy lat przekazują to, co najważniejsze: nasze wartości, zasady, wiarę, doświadczenia, wiedzę. Nie opowiadamy ich po to, żeby epatować jacy jesteśmy świetni, ale po to, żeby przekazać ważne dla nas i dla naszych słuchaczy przesłanie, które czasem ma przejść z pokolenia na pokolenie. W rodzinach często przekazuje się pierścionki rodowe. A gdyby tak przekazać w prezencie dzieciom albo wnukom Opowieść? Na przykład o Twojej najważniejszej wartości, którą chciałabyś zostawić po sobie w spadku. Opowieść o Twoich czynach i wyborach, która doda im Mocy w trudnych chwilach?

Dobre pytanie. A co decyduje o tym, że jedni mają łatwość w tworzeniu opowieści, a innym przychodzi to z trudem i oporami? Są cechy charakteru, które nas w tym wspierają?

Wiele osób pyta mnie: a jeżeli wtedy, kiedy Pan Bóg przydzielał talent do opowiadania, ja stałem akurat w innej kolejce, to co? Jeśli nam opowiadanie historii nie idzie, możemy to oczywiście zrzucić na nasze DNA, na środowisko, w którym wzrastaliśmy, ale z mojego doświadczenia – a uczę storytellingu już od ponad 26 lat – każdy ten storytellingowy gen ma. Jednak słusznie pani pyta – od jakiej cechy charakteru to zależy. Dla mnie taką cechą charakteru jest przede wszystkim wytrwałość. Decyzja, że chcę opowiadać lepiej, niż do tej pory i zrobienie pierwszego kroku w tym kierunku, by to osiągnąć.

Czyli można się tego po prostu nauczyć?

Przekonałam się o tym na własnej skórze. W moim rodzinnym domu bardzo dużo się czytało, ale nie opowiadało. Potem, na studiach dziennikarstwa w Brukseli, opowiadałam przede wszystkim historie innych. Tam też zakolegowałam się z Jolą. Była inżynierem z Częstochowy. Spędzałyśmy razem dużo czasu, bo Jola gorzej radziła sobie z francuskim, więc ją wspierałam. Spotkałyśmy się potem na kolejnych studiach telewizyjnych w Dallas. Kiedy zobaczyłam ją na korytarzu, wykrzyknęłam: – Jola, jak fajnie, że jesteś! Ale ona jakoś tak dziwnie spojrzała, krzywo się uśmiechnęła, podała mi rękę i poszła dalej. Trochę mnie to zdziwiło, ale przy następnej okazji znowu z wielkim uśmiechem podeszłam do niej i pytam co tam u niej i czy umówimy się na kawę. I znowu tak dziwnie na mnie patrzy.

W końcu zbieram się na odwagę i pytam: Jola, powiedz, o co chodzi, przecież widzę, że coś nie gra, coś zrobiłam nie tak? Jola waha się przez moment, a potem wbija wzrok w podłogę i mówi: -Monika… no bo ty tak dużo mówisz. I tak nudno opowiadasz. Zatkało mnie. Po prostu szok. W mojej głowie gonitwa myśli. Mówić lubię bardzo, więc z tego nie zrezygnuję, ale nie chcę być nudziarą! Jeżeli inni mają mnie słuchać, to muszę coś z tym zrobić. Wiedziałam, że jeśli chcę z innymi dzielić się wiedzą i tym, co napędza mnie do działania – muszę nauczyć się opowiadać. To były prawdziwe początki mojej wielkiej pasji do storytellingu. Dlatego pewnie teraz umiem i lubię pomagać innym, by odnajdywali swój głos i swoimi opowieściami przekazywali to, co dla nich najcenniejsze.

Dobra opowieść, to … – po czym poznamy, że nie jesteśmy nudziarzami?

Niech Pani zamknie na chwilę oczy i przypomni sobie jakąś opowieść, którą słyszała Pani kiedyś, dawno, dawno temu. Co sprawia, że przez tyle lat jest ona w Pani żywa?

Chyba emocje, jakie we mnie wzbudziła i które sprawiły, że stała mi się bliska.

Emocje, zaskoczenie, tajemnica, bohater, dialogi, morał, miejsce, obrazy, napięcie, przeszkody. To są właśnie składniki dobrej opowieści. Dobra opowieść jest wtedy, kiedy w głowie naszego słuchacza wyświetli się film, kiedy zobaczy, jak z projektora to wszystko, o czym mówimy. Kiedy poczuje smaki i zapachy, usłyszy dźwięki, zobaczy siebie w tej historii. Nawet jeżeli jego doświadczenia były nieco inne, to odnajdzie w niej swoje emocje, wartości i przejrzy się w niej, jak w lustrze. Dobra opowieść to taka, która nie kończy się w momencie, kiedy pada ostatnie słowo, ale jak echo wraca do nas i pozostaje z nami na długo. Czasem na zawsze.

Czego potrzebujemy, żeby zacząć taką opowieść tworzyć?

Tego uczą się moi studenci przez 8,5 tygodnia kursu (śmiech). W największym skrócie – są różne rodzaje opowieści, w zależności od funkcji, które mają w naszej komunikacji spełniać. Opowieść GPS buduje zaufanie, opowieść DNA wzmacnia relacje, opowieść Happy Client Story pokazuje naszą wiarygodność. Każdy przedsiębiorca, który swój biznes traktuje osobiście, a nie tylko jako maszynkę do zarabiania pieniędzy, powinien mieć te trzy strategiczne opowieści. A co najmniej dwie: GPS i Happy Client Story. I to wystarczy. Może ich używać ciągle na nowo, w przeróżnych sytuacjach i formach. Na stronie www, na blogach, w mediach społecznościowych, w wystąpieniach, pitchingach projektów, prezentacjach handlowych. Nie trzeba się bać, że się zużyją. Z opowieściami już tak jest, że są jak wino – im starsze, tym doskonalsze i tym lepiej smakują.

A może są jakieś pytania, które warto sobie zadać stawiając pierwsze słowa?

Najważniejsze, żeby tworzenie każdej opowieści zaczynać od przesłania. Po co ja w ogóle tę opowieść komuś opowiadam i zabieram jego cenny czas? Kiedy już mamy jasną wizję – i to przesłanie można powiedzieć w jednym zdaniu – wtedy szukamy takiej sytuacji z życia, która je najlepiej zilustruje. I to jest cały sekret skutecznej opowieści.

Na ile taka opowieść powinna być zgodna z tym, co chcemy osiągnąć, czyli z naszym celem, a na ile powinna być zgodna z nami?

Dla mnie nie ma i nie powinno tu być żadnej sprzeczności. Historię opowiadamy w konkretnym celu. To jest istota storytellingu – świadome wykorzystanie opowieści z życia wziętych i metafor po to, żeby wpłynąć na naszego słuchacza, na jego wyobraźnię, na emocje. Opowieść działa tak jak środek transportu, jak dreamliner albo szybki pociąg, który dowiezie nas do celu. Ale musi to być opowieść zbudowana w oparciu o nasze autentyczne wartości i to kim jesteśmy. Bo inaczej tak czy tak, nawet jeżeli byśmy ten cel osiągnęli, nie będziemy szczęśliwi, więc po co wtedy opowiadać?

A co nam przeszkadza w konstruowanie takich opowieści? Innymi słowy – kiedy robimy to źle?

Seryjnymi zabójcami opowieści jest nuda, brak autentyczności, przesłania i puenty. Największym jednak zabójcą są nasze własne Gremliny, czyli te małe stworki, które siedzą z tyłu głowy i podpowiadają nam: „jesteś do niczego”, „na pewno ci się nie uda”, „ale ty nudzisz”. Dlaczego to jest takie złe? Bo wtedy, opowiadając, skupiamy się na sobie, a nie na naszym słuchaczu. Dla mnie opowiadanie to nie jest wielki show i robienie z siebie gwiazdy. To bardziej bycie reżyserem, który opowiada historię, nawet własną, po to żeby przekazać słuchaczowi coś ważnego. I wtedy, nawet jeżeli ta opowieść nie będzie perfekcyjna, nawet jeśli się pomylę, zrobię za dużo dygresji, załamie mi się głos czy zapomnę przez chwilę, co mam powiedzieć – to nie będzie miało znaczenia. Ponieważ słuchacz będzie wiedział, że on w tym wszystkim jest najważniejszy. Twoja opowieść stanie się jego opowieścią.

Spotkałam się z wątpliwościami, że tworzenie opowieści o sobie zawiera element oszustwa i manipulacji – bo wybieramy tylko te elementy, które są dla nas wygodne i które mają nas pokazać w odpowiednim świetle. Co odpowiedziałby Pani na taki głos?

W opowieściach, których ja uczę nie ma propagandy sukcesu i pokazywania siebie od najlepszej strony. Wręcz przeciwnie, istotą opowieści jest budowanie jej na przeszkodach. Opracowałam bardzo proste i intuicyjne narzędzie budowanie struktury opowieści: SyKoMoR. Druga część struktury opowieści „Ko”, to właśnie komplikacje. Bez przeszkód, bez porażek, bez konfliktów nie ma dobrej opowieści. A w zasadzie w ogóle nie ma opowieści – jest po prostu opis, manifest, prezentacja. Bardzo trudno jest przekonać do tej wizji zwłaszcza CEO i prezesów dużych firm, bo oni uważają, że powinni nakreślić tylko takie hura-optymistyczne wizje. Zwłaszcza w czasie spotkań z pracownikami.

Ja natomiast przekonuję ich, że nie ma nic mocniejszego, niż lider, który przyznaje się do porażki i pokazuje, że nie wszystko w jego życiu jest takie różowe. Wtedy słuchacze będą bardziej skłonni go posłuchać i za nim pójść. Czasami się dają przekonać i wtedy ich wystąpienia to jest prawdziwy dynamit! Opowieść, to jest potężne narzędzie wpływu – i dlatego ja pracuję ze swoimi klientami tylko na ich autentycznych wartościach i opowieściach z życia wziętych. Jesteśmy na ten temat w „ontologicznym sporze” z Pawłem Tkaczykiem, który uważa, że w marketingu każda opowieść dobra, byle była ciekawa.

Jedna rzecz to stworzyć taką opowieść-dynamit, inna wyjść przed innych i ją opowiedzieć. Mówiła Pani na początku o glossphobi. Jest jakiś sposób na to, żeby zacząć pokonywać ten lęk?

Najważniejsza myśl jest taka: nie jestem tu dla siebie, jestem tu dla was i to, czym chcę się z wami podzielić, może wam się bardzo przydać, może coś zmienić w waszym biznesie, może nawet zmienić świat. Tu nie chodzi o mnie, tu chodzi o was. Już tylko ta jedna zmiana perspektywy zmieni wszystko.

I poradzimy sobie z paraliżem, który pojawia się, gdy stajemy przed salą pełną obcych ludzi?

W takiej sytuacji warto pamiętać o jeszcze jednej ważnej rzeczy – kiedy mówisz do ludzi, nie staraj się interpretować ich twarzy. Jeśli ktoś na ciebie w ogóle nie patrzy albo ma dziwną minę albo co chwilę ziewa, to wcale nie musi oznaczać, że jest niezainteresowany lub że się nudzi. To może oznaczać wiele rzeczy, a ty, o ile nie jesteś wróżką, w myślach raczej nie czytasz. Każda chwila, którą stracisz na taką analizę w trakcie mówienia, odejmuje ci trochę energii na scenie. A przecież potrzebujesz jej bardzo dużo. Miałam taką historię: w czasie mojego dwudniowego szkolenia, w rogu sali siedziała dziewczyna. Prawie się nie odzywała, miała wydęte usta i nie patrzyła mi w oczy, co się rzadko zdarza. Czułam się więc trochę niepewnie, ale pomyślałam sobie: – no trudno, może to po prostu nie jest szkolenie dla niej.

Na podsumowanie zrobiliśmy rundkę i każdy miał powiedzieć, z czym wychodzi z tego szkolenia. I właśnie ta dziewczyna podniosła rękę i powiedziała, że to było najważniejsze szkolenie w jej życiu! I że przez dwa dni siedziała jak zahipnotyzowana, ponieważ cały czas myślała, co zrobi, jak tylko się skończy szkolenie, bo ma tyle pomysłów na zmiany w swoim biznesie, że aż się w środku gotuje. Kiedy teraz mam taką sytuację, że stoję przed publicznością i czuję, że ktoś mnie nie słucha, to przypominam sobie tamtą dziewczynę. To była ważna lekcja pokory.

W czym wspiera taka ekspertka, jak Pani? Pomaga Pani wydobywać opowieść z człowieka znaleźć mu odpowiednie słowa, wybrać te najważniejsze?

Przede wszystkim uczę mówić swoich uczniów ich własnym głosem. Bo to mają być ich autentyczne opowieści, nie moje. Myślę, że jestem takim ogrodnikiem, który zasiewa, pielęgnuje, cieszy się owocami i jest dumny z urodzaju w biznesach moich klientów. Często ta praca przypomina na początku wejście na pole, w którym są ukryte żyły złota. Pomagam dokopać się do tego złota i pokazuję, które bryłki są najcenniejsze i którym warto poświęcić czas. Potem daję szablony i ćwiczenia, które pomagają skonstruować taką opowieść, a następnie poddajemy tę opowieść bardzo szczegółowej analizie według konkretnych kryteriów, dotyczących przesłania, struktury (SyKoMoR), języka (dla ucha, nie dla oka), itp. A na końcu testujemy te opowieści zadając słuchaczom najważniejsze z punktu widzenia biznesu pytanie – czy chciałbyś zostać klientem po usłyszeniu tej opowieści.

W pani biografii jest przykład na to, że dobra opowieść pozwala spełnić marzenie. Czy może pani zdradzić, co napisała w aplikacji na słynny Mastermind Jeffa Walkera? To opowieść okazała się cenniejsza niż milion na koncie zwyczajowe potrzebny, żeby dostać się do jego akademii.

To prawda! I to niejedno! W aplikacji napisałam prawdę. Przyznałam się, że jeszcze nie mam tych milionów na koncie, ale po roku lub dwóch z Mastermind, na pewno będę je mieć. Napisałam też, w jaki sposób mogę wesprzeć społeczność mastermindową, tzn. o tym, że od ponad dwudziestu lat jestem praktykiem storytellingu, że uczę tego od zawsze, tak jak od zawsze robię filmy nagradzane na całym świecie i że mogę im pomóc w tworzeniu opowieści biznesowych. Bycie sobą, w zgodzie z wartościami i autentyczna chęć pomocy innym to są dla mnie najważniejsze klucze do sukcesu. Nie tylko u Jeffa Walkera, ale w każdym biznesie.

Dobra opowieść powinna mieć dobry początek – a co z zakończeniem?

Jest jeszcze ważniejsze, niż początek. Napięcie w opowieści musi cały czas rosnąć, bo inaczej stracimy słuchaczy. Moim studentom radzę, żeby zaczynali pisać opowieści od końca. Żeby nie żałowali czasu na wymyślenie mocnej puenty. Bo to jedno, ostatnie zdanie zapadnie w pamięć słuchaczy i będzie ambasadorem całej opowieści. Moja opowieść o wypadku, który przewrócił do góry nogami nie tylko moją miednicę, ale całe moje życie, kończy się tak: Od Ciebie zależy, czy Twoje życie i biznes, będzie dobrą, czy kiepską fabułą. Wierzę, że przeżyłam ten straszny wypadek, właśnie po to, by pomagać innym przemieniać ich życie i biznesy w najlepsze fabuły – takie na Oscara.

PREZENT:

Dla czytelniczek SPS, które Chcą więcej wiedzieć o rodzajach opowieści i poznać narzędzie budowania struktury opowieści SyKoMoR TM , i dla tych, które czują, że zostały stworzone do innych rzeczy, a jednak w swojej pracy muszą sprzedawać, mam w prezencie BEZPŁATNY e-podręcznik ze storytellingowym systemem Sprzedaży Bez Sprzedaży. Ściągniesz go >> TUTAJ.

***

O Monice Górskiej

Storytellingu uczy od zawsze. Najpierw jako wykładowca akademicki na RSIJ w Brukseli, UAM i SWPS, a teraz także w założonej przez nią Mistrzowskiej Szkole Storytellingu Biznesowego. Wie, jak w najkrótszym czasie przekazać maksimum praktycznej wiedzy. Bardzo lubi tę nutkę zaskoczenia, kiedy jej klienci piszą w mailach: „Moniko, ten storytelling naprawdę działa!”

Wśród jej klientów są zarządzający i pracownicy takich firm jak: Amica, Enea, VOX, IMS Group, Raben Transport, Rehau, Skanska, Raiffeisen Bank Polska, Kompania Piwowarska, Bank Zachodni WBK, Meble FORTE, Volkswagen Group Polska, San Francisco Real Estate Solutions, The Couples Institute i wielu innych.

Oprócz doświadczenia biznesowego jako jedyna na polskim rynku ma autentyczne przygotowanie merytoryczne, bo jest reżyserem i scenarzystą setki filmów z ponad 26 letnim doświadczeniem i z cennymi nagrodami na festiwalach na całym świecie.

Dlaczego to takie ważne? Bo dla niej storytelling to nie kilka prostych marketingowych schematów i historyjek, lecz przede wszystkim unikatowa umiejętność wydobywania na światło autentycznych, ludzkich historii i ich interesującego opowiadania. Zna się na tym najlepiej na świecie.

Więcej na: https://monikagorska.com

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!