Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Czy program 500 plus pozwoli na obniżanie alimentów?

Czy program 500 plus pozwoli na obniżanie alimentów?

O konsekwencjach programu 500 plus oraz o tym, jak wspierać mamy pracujące i samotne mówi dr Paulina Bednarz-Łuczewska z Akademii Leona Koźmińskiego.

Dr Paulina Bednarz-Łuczewska, adiunkt w Katedrze Zarządzania w Akademii Leona Koźmińskiego, swoją karierę naukową w Niemczech, Polsce i USA poświęciła odpowiedzi na pytanie, jak współczesne kobiety mogą łączyć pracę z rodziną (kwestia work-life balance). Z Dagny Kurdwanowską rozmawia o możliwych konsekwencjach programu 500 plus, o tym, kiedy warto wprowadzić w nim pierwsze zmiany i udoskonalenia, co warto poprawić oraz w jaki sposób wspierać kobiety w domach i na rynku pracy, by łatwiej im było godzić obie role.

W zeszły czwartek media poinformowały o wyroku, który zapadł w Rzeszowie – sąd orzekł, że podwyższenie alimentów ojcu nie ma uzasadnienia, ponieważ matka może skorzystać z programu 500 plus. To słuszne orzeczenie?

Z punktu widzenia logiki programu 500 plus – zdecydowanie niesłuszne, co podkreśla – jak słyszę z doniesień medialnych – zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości jak i Ministerstwo Pracy. Trudno mi jednak powiedzieć, czy jest to orzeczenie niesłuszne z punktu widzenia litery prawa; widzę, że eksperci nie są w tej sprawie zgodni. Być może przygotowany przez Kancelarię Prezydenta projekt nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego ostatecznie ureguluje tę kwestię.

W tym orzeczeniu i w komentarzach ekspertów do niego starły się dwie wizje – w jednej to państwo przejmuje część odpowiedzialności za utrzymanie dziecka i zdejmuje ją z rodzica, z drugiej, przeciwnicy orzeczenia wskazali, że to rodzic jest odpowiedzialny za dziecko, a państwo może tylko go w tym wspierać. Które stanowisko jest Pani bliższe?

Bliższe mi jest to drugie stanowisko i nie jestem w tym odosobniona – w takim kierunku skłania się polskie prawo, co znajduje odzwierciedlenie w Konstytucji RP. Przekonanie, że za dziecko są odpowiedzialni przede wszystkim rodzice jest także dominujące w polskiej kulturze, w porządku norm społecznych. My, polscy rodzice, domagamy się prawa do decydowaniu o losie naszych dzieci – o ich zdrowiu, edukacji, wpajanym systemie wartości – ale zdajemy też sobie sprawę, że dzieci są naszą odpowiedzialnością, w której państwo i inne instytucje najwyżej nas wspierają. Pamiętam oburzenie mojej Mamy, gdy na zakończenie pierwszej klasy otrzymałam upominek w nagrodę za dobre wyniki w nauce, a do upominku dołączony był list do rodziców, w którym pani dyrektor w imieniu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej dziękowała im za „trud włożony w wychowanie dziecka”. PRL uzurpowała sobie bardziej pierwotną odpowiedzialność za dziecko niż ta, która przynależy rodzicom. Ta wizja nie ma zakorzenienia w prawie i tradycji RP. Nie zmienia to faktu, że jako wspólnota polityczna i moralna chronimy i wspieramy dzieci i ich rodziców, zwłaszcza gdy znajdą się w trudnej sytuacji.

Od razu zrodziło się także podejrzenie, że program 500 plus zacznie być wykorzystywany nie tylko do tego, by nie podwyższać alimentów, ale wręcz do ich obniżania. Sądzi Pani, że to realne zagrożenie i furtka dla tzw. alimenciarzy?

Zadaniem ustawodawcy jest tak uściślić prawo, by nie było w nim „furtek”. Mam nadzieję, że nowelizacja kodeksu szybko wejdzie w życie.

Program 500 plus przyniósł jeszcze inne zaskoczenia, ponieważ efektem, którego ustawodawca nie przewidział są także biologiczni rodzice próbujący odzyskać porzucone wcześniej dzieci. W niektórych przypadkach chodzi nawet o kilkoro rodzeństwa, a więc stawka jest wysoka, bo kilka tysięcy złotych. Wiele osób ostrzega, że chodzi po prostu o pieniądze na alkohol. Inni mówią, że rodzice mogą odzyskać dzieci, bo wreszcie będą mieli środki na ich utrzymanie.

Tu sprawa jest bardzo złożona i trudno mówić o tym w ogólnych kategoriach, spróbuję zatem zwrócić uwagę na kilka istotnych okoliczności. Po pierwsze, by odzyskać utraconą pieczę nad dzieckiem należy przejść skomplikowaną procedurę i ostatecznie uzyskać zgodę Sądu Rodzinnego – nie wystarczy sama wola czy deklaracja. Sądy Rodzinne nie zawsze działają idealnie, ale to już sprawa, która nie jest bezpośrednio związana z programem 500 plus. Ponadto, częściej dowiadujemy się o pochopnym rozłączeniu dzieci z rodziną niż o przywróceniu pieczy w rodzinie ewidentnie niewydolnej. Po drugie, niedawno sejm uściślił prawo, aby ukrócić proceder odbierania dzieci rodzicom wyłącznie ze względu na sytuację ekonomiczną. Nie jest to bezpośrednim celem programu 500 plus, ale jeśli dojdzie do ponownego zjednoczenia rodzin rozdzielonych z powodu biedy – to należy się z tego cieszyć. Po trzecie wreszcie, przy okazji wprowadzenia programu 500 plus ujawnił się silny stereotyp, wedle którego wszystkie uboższe rodziny, zwłaszcza wielodzietne, są patologiczne, panuje w nich powszechnie przemoc i alkoholizm. Jest to stereotyp krzywdzący i niepoparty faktami, o czym na szczęście pisze ostatnio wielu komentatorów. System nadzoru państwa nad rodzinami i formy opieki społecznej wymagają oczywiście reformy, ale – znów – to nie jest zadanie programu 500 plus.

Program działa niespełna miesiąc – to dość krótki okres, by oceniać jego skuteczność. Czy na podstawie tego, co wiemy teraz można przewidzieć jak wpłynie na sytuację rodziców, zwłaszcza matek?

Program 500 plus działa rzeczywiście krótko, jednak nadchodzi powoli czas na jego modyfikacje i udoskonalenia, jak choćby nowelizacja, o której mówiłyśmy przed chwilą. Zaniepokoiła mnie natomiast deklaracja szefowej gabinetu politycznego premiera Elżbiety Witek, która zapewniała, że „nie ma żadnych niedociągnięć w naszej ustawie i pan prezydent też tych niedociągnięć w naszej ustawie nie widzi. Pan prezydent złożył nowelizację ustawy Kodeks rodzinny i opiekuńczy, a nie do ustawy 500 plus”*. Wiodące trendy w dzisiejszym zarządzaniu, takie jak choćby „design thinking” czy „lean startup”, zalecają wprowadzanie rozwiązań szybko po to, żeby równie szybko je poprawiać pod wpływem docierającej informacji zwrotnej. Tylko w ten sposób można stworzyć dobre programy. Tymczasem w cytowanej wypowiedzi pobrzmiewa niepotrzebna nuta defensywna. Zapewniam, że w gigantycznych przedsięwzięciach takich jak program 500 plus zawsze są niedociągnięcia i należy to otwarcie uznać i program udoskonalać – to żaden wstyd czy kompromitacja, to nowoczesne uczenie się.

Czy pomoc rzeczywiście trafia w tej chwili do najbardziej potrzebujących? Co z samotnymi matkami, które wychowują jedno dziecko lub tymi, które przez program 500 plus mogą stracić prawo do korzystania z funduszu alimentacyjnego?

Z funduszem alimentacyjnym jest tak jak z alimentami, tę sprawę ma naprawić nowelizacja kodeksu. Jeśli chodzi o pomoc najbardziej potrzebującym, to do nich skierowane są inne programy, tak zwane programy socjalne. Funkcja 500 plus jest inna. Ja jestem ostrożnym zwolennikiem 500 plus, między innymi dlatego, że dokonuje tak zwanej redystrybucji, czyli zwraca pieniądze rodzicom. Osoby wychowujące dzieci, szczególnie gdy jest ich kilkoro, płacą gigantyczny podatek VAT, bo siłą rzeczy dużo konsumują, często kupują coraz większe mieszkania płacąc każdorazowo wielki podatek od czynności cywilnoprawnych, łożą na edukację ludzi, którzy utworzą nasz kapitał społeczny i będą pracować na nasze emerytury – tę wyliczankę można oczywiście ciągnąć dalej. Powrót pieniędzy do rodziców to kwestia pewnej sprawiedliwości społecznej. Ponadto jest to mechanizm sprawdzony w wielu krajach. Ja osobiście badałam niemieckie „Kindergeld” – świadczenie podobne do 500 plus i stąd wynika mój optymizm wobec tego programu.

Jeden z komentarzy znalezionych pod materiałem o programie: „Pani Szydło pracuję za najniższą krajową. Ojciec dziecka nie płaci alimentów. Fundusz Alimentacyjny wypłaca pieniążki za ojca nieroba, który pracuje na czarno i ma się bardzo dobrze w przeciwieństwie do potrzeb mojego dziecka. Nie dostałam 500 zł w przeciwieństwie do rodzin które mają po 3750zł na osobę w rodzinie. Może Pani przeliczy realne potrzeby dzieci i samotnych matek w tym zakichanym nie-europejskim kraju”- takich komentarzy jest wiele. Czy to znaczy, że program 500 plus jest źle skonstruowany, czy, że dla takich kobiet potrzeba innego, osobnego rodzaju wsparcia?

Jak widać program budzi ogromne emocje, które czasem utrudniają trzeźwą ocenę. Trudna sytuacja materialna samotnych matek to problem, który musimy wspólnie rozwiązywać, ale Program 500 plus nie jest lekarstwem na całe zło. Jest rzeczą ciekawą, że często program jest krytykowany równocześnie z dwóch wykluczających się stron – zarzuca się mu, że dostarcza ubogim pieniądze na wódkę a jednocześnie zarzuca się, że nie wystarczająco wspiera ubogich. Niemniej i tę krytykę warto wziąć pod uwagę. Mój główny zarzut do programu jest taki, że wprowadzając kryterium dochodowe przy pierwszym dziecku niepotrzebnie zawyżono koszty jego obsługi i niepotrzebnie zasugerowano, że ma on jednak w jakiś sposób charakter socjalny. Moim zdaniem o wiele lepsze jest rozwiązanie niemieckie – zamiast wydawać pieniądze na weryfikację statusu majątkowego należy wypłacać świadczenie na każde pierwsze dziecko, tyle że będzie ono niższe niż świadczenia na kolejne dzieci. W ten sposób program kosztuje tyle samo, ale pieniądze zamiast na obsługę, która w tym wypadku może być w pełni zautomatyzowana, trafiają do rodziców. Alternatywnie, można objąć programem 500 plus wyłącznie dzieci drugie i kolejne, a pieniędzmi przeznaczonymi na pierworodnych zasilić istniejące programy socjalne, zwłaszcza te skierowane do samotnych matek i ojców oraz rodziców dzieci chorych i niepełnosprawnych.

Ponad 200 tys. bezrobotnych w Polsce to młode matki. Program 500 plus ich nie dotyczy, bo mają zwykle jedno dziecko. Jakie tu rozwiązania można zastosować, by wesprzeć je w powrocie lub w wejściu na rynek pracy?

Pierwsze rozwiązanie to wspieranie rozwoju gospodarczego poprzez uwalnianie przedsiębiorczości, wspieranie rozwoju przemysłu i usług, a z drugiej strony usprawnianie sądów, aby zmniejszyć koszty transakcji. Nie ma co myśleć o regulowaniu rynku pracy, zanim nie zbudujemy stabilnej i silnej gospodarki. Kolejną kwestią jest opieka nad dzieckiem – państwo słusznie wspiera rozwój żłobków i przedszkoli a także metody zatrudniania niań. Przy okazji debat wokół wieku emerytalnego podnoszony był także słuszny argument, że wydłużając czas pracy zabieramy dzieciom babcie i dziadków – być może jest to konieczne, ale musimy sobie zdawać z tego sprawę. Problem bezrobocia jest duży i wymaga kompleksowych rozwiązań, nie mam zamiaru go bagatelizować, jednak pamiętajmy, że część młodych matek świadomie odwleka powrót do pracy, by spędzić więcej czasu z dzieckiem. Z punktu widzenia społeczeństwa i gospodarki, to także ważny wkład w budowanie kapitału społecznego, nie musimy na siłę wypychać tych mam na rynek pracy.

Wydany kilka miesięcy temu raport Rzecznika Praw Obywatelskich z jednej strony pokazywał, że Polacy cenią partnerstwo w związkach, z drugiej, że wciąż to kobieta obarczana jest dodatkowymi obowiązkami w domu, często kosztem kariery zawodowej, a nawet utraty pracy. Jak dużym problemem w Polsce jest podział ról i godzenie roli zawodowej z rodzinną?

Na pewno kwestia godzenia ról jest wielkim, ale bardzo złożonym problemem. Z jednej strony rola opiekuńcza, którą najczęściej przejmują kobiety, odbija się negatywnie na ich sytuacji zawodowej. Do tego pracujące mamy nieustannie walczą z poczuciem winy a także ciągłym niedoborem – czasu, pieniędzy, uwagi. Zamiast poczucia spełnienia, jakie może dać macierzyństwo i kariera zawodowa, rodzi się frustracja i konflikty. Z drugiej strony można powiedzieć, że w dominującym modelu, gdzie cała odpowiedzialność za dom spada na kobietę, mimo że pracuje ona zawodowo, cierpią także mężczyźni – pozbawieni głębokich więzi z własnymi dziećmi, często także żyjący w cichym poczuciu winy wobec swoich żon i partnerek. Nie ma szablonu, jednego rozwiązania tego dylematu, tak jak nie ma jednego przepisu na udane życie. Chciałaby jednak zwrócić uwagę na pewną niedocenianą kwestię: równowaga między życiem rodzinnym i zawodowym staje się coraz bardziej sprawą klasową. Kobiety i mężczyźni na wysokich stanowiskach mogą pozwolić sobie na zatrudnienie pomocy domowych, dzięki czemu mają więcej czasu na pracę i kontakt z własną rodziną, zwykłe wspólne spędzanie czasu. Im także łatwiej o bardziej elastyczny czas pracy, zwiększając swoją wydajność mogą skracać ilość czasu spędzanego poza domem. Tymczasem ten luksus jest obcy kobietom pracującym na niższych stanowiskach. Po wielu godzinach pracy wracają zmęczone do domu, gdzie zamiast miłej kolacji z rodziną czeka na nie góra prasowania i brudna podłoga w mieszkaniu kupionym na kredyt we frankach.

Czego potrzebujemy, żeby zacząć przywracać równowagę?

To ogromny temat – żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba napisać parę książek, ja napisałam już jedną. Zwrócę zatem uwagę na jedną sprawę – świadomość. Pierwszym krokiem jest zdać sobie sprawę, że taka równowaga – nawet jeśli chwiejna – jest możliwa i warto o nią walczyć i jej poszukiwać. Jeśli ta świadomość głęboko zakorzeni się w naszych głowach, będziemy szukać swoich własnych, unikalnych dróg i strategii, dzięki którym będzie nam łatwiej. Będziemy szukać porozumienia z naszymi mężczyznami, a także naszymi dziećmi, by brali na siebie część obowiązków domowych, będziemy tłumaczyć naszym pracodawcom i kolegom, że zebranie o 18.00 nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Będziemy, innymi słowy, kształtować rzeczywistość wokół nas, recenzować prawo i praktyki biznesowe, które nam nie służą. Staniemy się ruchem społecznym, który zaprowadza zmianę.

Kobieta na rynku pracy natrafia na wiele barier – niższe płace, nieelastyczne godziny pracy, brak miejsc w przedszkolach i żłobkach. Na ile sami pracodawcy mogliby wesprzeć kobiety na rynku pracy? Jak ich przekonać, że warto to robić?

Znam pracodawców, którzy chętnie zatrudniają matki, bo jak twierdzą – one są głodne sukcesu, a przy tym zorganizowane i stabilne psychicznie. Myślę, że dobre doświadczenia w tej kwestii mówią same za siebie. Ważne jest, by prowadzić dialog społeczny na ten temat – obalać mity, demaskować stereotypy, ale także słuchać i rozumieć różnego rodzaju obiekcje. W tej sprawie wielką rolę ma do odegrania sektor pozarządowy. Kiedyś pracowałam w nowojorskim Families and Work Institute – ta organizacja pozarządowa prowadzona przez Ellen Gallinsky ma ogromne zasługi w propagowaniu idei równowagi między życiem zawodowym i prywatnym. Pewną nadzieję można też pokładać w mediach, które mogłyby taki dialog społeczny koordynować.

***

Dr Paulina Bednarz-Łuczewska, adiunkt w Katedrze Zarządzania w Akademii Leona Koźmińskiego.

Swoją karierę naukową w Niemczech, Polsce i USA poświęciła odpowiedzi na pytanie, jak współczesne kobiety mogą łączyć pracę z rodziną (kwestia work-life balance). Przez ostatnią dekadę zajmowała się zarządzaniem partycypacyjnym w wiodących firmach na świecie, rolą nowych technologii w administracji publicznej oraz metodologią nauk społecznych. Obecnie prowadzi projekt badawczy z zakresu tworzenia innowacji, zaufania i wartości w polskich przedsiębiorstwach z sektora meblarskiego w kontekście międzynarodowej konkurencji. W wolnym czasie eksploruje relacje sztuki i biznesu.

***

* Cytuję za http://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/304259941-Witek-nie-ma-zadnych-niedociagniec-w-ustawie-dot-500-plus.html

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!