Sukces Pisany Szminką platforma pierwszego wyboru dla kobiet

Portal wiedzy i najnowsze trendy ze świata biznesu, start-upów, finansów oraz kobiecej przedsiębiorczości

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
Wybieram życie!

Wybieram życie!

fot. M. Iwanicka

Dopóki ta choroba nie dotknie naszej rodziny, przechodzimy obok niej z dużą dozą empatii, ale bez wniosków dla siebie – pisze Jolanta Mrotek, ambasadorka OnkoRejsu i zachęca: badajmy się!


14 maja blisko 30-osobowa załoga, wśród której znajdują się osoby po przejściach onkologicznych, ze stwardnieniem rozsianym oraz ambasadorka akcji, aktorka Jolanta Mrotek, wypłyną w rejs po Bałtyku na Zawiszy Czarnym. Robią to po to, by dodać nadziei i siły osobom będącym w trakcie leczenia oraz promować badania profilaktyczne. Rejs został zorganizowany pod hasłem: „OnkoRejs – wybieram Życie!”.

Specjalnie dla Sukcesu Pisanego Szminką Jolanta Mrotek pisze, czym jest dla niej sukces, dlaczego zdecydowała się wesprzeć ideę OnkoRejs oraz o tym, dlaczego nie warto odkładać badań profilaktycznych „na później”.

Sukces Pisany Szminką – fajny tytuł. Co oznacza dla mnie? Zaczęłam się zastanawiać nad swoim „szminkowym” sukcesem. Moje życie od dzieciństwa poświęcone było widowni. Ukochałam zawód, który jest najpiękniejszy na świecie, ale też bywa okrutny i niewdzięczny. Od najwcześniejszych lat dbałam o to, aby wszechstronnie się wykształcić. Szkoły muzyczne I i II stopnia, solfeże, rytmiki, gra na instrumentach, studia aktorskie, nauka modern jazzu, stepu u słynnej „Duninki” uczennicy samego Freda Astaira, wprawki i żmudne ćwiczenia. Moja profesorka chciała mnie oblać z dykcji ponieważ miałam, uwaga, za krótkie wędzidełko pod językiem. Uważała mnie za straconą dla sceny. Udowodniłam jej, że się myliła. Żmudne ćwiczenia pokazały, że można mówić wyraźną, piękną polszczyzną, nie potrafiąc jednocześnie zrobić „rulonu” z felernego języka.

Mając 18 lat otrzymałam, już jako sopran koloraturowy z zasługami, główną rolę w filmowej wersji opery Rossiniego ”La cambiale di matrimonio” (reż. Frank de Quell) z solistami ze słynnej mediolańskiej La Scali. O takim sukcesie nawet nie śmiałam pomarzyć. To było dla mnie jak grom z jasnego nieba. Godziny ćwiczeń, ogromne samozaparcie, przyśpieszona nauka języka włoskiego, sceny balu na Darze Pomorza, pojedynki i pościgi – cudowne wspomnienia. Udało się! Potem przyszły dziesiątki sztuk dramatycznych i musicalowych, premiery wielkie i oszałamiające na scenach całego świata. Satysfakcja i ciągły niedosyt zarazem. Jeszcze i jeszcze… zachłanność i ciągłe pożądanie sztuki. Sceny i widzów. Chciałam dawać z siebie wszystko, dzielić się tymi talentami, które dostałam od Boga. Kolejne teatry, wielkie nazwiska, z którymi pracowałam: Kwiatkowska, Kociniak, Stępowski, Michnikowski, Kłosowski, Janczar, Janowska, Lipowska, Czerwińska, Hanuszkiewicz i wiele, wiele innych gwiazd podziwianych przeze mnie, gdy byłam dzieckiem. Kiedy Hania Bielicka zaproponowała mi, abym z nią pojechała w trasę po USA, byłam wniebowzięta. Mam tyle zdjęć i pamiątek.

Ten zawód to ciągła praca i wyrzeczenia. Diety, gorsety, suknie i pióra. Dbanie o głos, figurę i kondycję. O ile spektakle dramatyczne były wyczerpujące, to musicalowe kosztowały naprawdę wiele. Nikt nie myśli o tym, że trzeba śpiewać na żywo, być aktorem, tańczyć i stepować. Tak było np. z Januszem Józefowiczem, z którym pracowałam w Teatrze Roma. Po wielu miesiącach walki na castingach z tysięcy osób udało mi się dostać do jednej z głównych ról w muscalu „Crazy for You”. Kochałam grać ten spektakl. Lał się pot i łzy, ale było warto… Kocham to, co robię. Potem przyszły też filmy, seriale, m.in. słynna Halszka – czarny charakter w Klanie i moja ukochana postać,stworzona przez Jacka Fedorowicza: Mgr. Mrotek z Dziennika Telewizyjnego.

To takie moje małe sukcesy zawodowe.

Ale mam też rodzinę – ukochanego męża, z którym nie rozstaję się od 26 lat i syna Oskara, oczko w głowie, który realizuje moje niespełnione naukowe aspiracje. A pomyśleć, że miałam zostać naukowcem! To była moja druga pasja. Nie żałuję. Wystarczy mi, że czasem popatrzę w gwiazdy i porozmawiam z synem o kwasach dezoksyrybonukleinowych albo o replikacji DNA.

Od niedawna jestem ambasadorką „OnkoRejs – wybieram Życie”. Mam nadzieję, że będzie to mój największy sukces. Nie walczę o siebie, ale o życie innych. To dopiero wyzwanie!

Powtarzam jak mantrę słowa „Badajcie się”. Do znudzenia.

Jestem kobietą dojrzałą, aktywną i uświadomioną. Mimo to zdałam sobie sprawę z tego, że na mnie to wezwanie nie działało. Obiecywałam sobie: „Pójdę do lekarza”. Potem przychodzi połowa miesiąca, a dalej to już z górki i znów od nowa – „Zacznę w przyszłym miesiącu albo… na wiosnę”.

Kilka lat temu zachorował mój tata. Rak prostaty. Płacz, stres, rozrachunek z życiem. Życie uratowało mu ciągłe „zrzędzenie” mamy. Prowadzała go na badania PSA regularnie. Pomogło. Wcześnie wykryty rak dał się usunąć. Niestety razem z węzłami chłonnymi i całą resztą. Nie było przerzutów, na szczęście. Długotrwałe naświetlania i operacja pomogły.

Co by było, gdyby nie regularne badania? To właściwie pytanie retoryczne. Odpowiedź znamy.
Dopóki ta choroba nie dotknie naszej rodziny albo bliskich przechodzimy obok niej bezszelestnie, z dużą dozą empatii, współczucia, ale bez żadnych wniosków dla siebie.

Przez ten ostatni czas, kiedy stykam się z wieloma chorymi na raka mam tak wiele przemyśleń. Jak skłonić zdrowych, aby pomyśleli o sobie? O życiu? O tym, jak jest bezcenne i kruche? Zastanawiałam się nad sobą. Wiele osiągnęłam, ale wiele też przede mną. Ostatni rok był dla mnie przełomowy. Złożyłam wreszcie wypowiedzenie w jednym z teatrów i uwolniłam się od toksycznej szefowej. To mój ogromny sukces. Latami walczyłam wraz z zespołem o wypłaty, o to, by poziom teatru był coraz wyższy, a nie spadał na łeb na szyję. Miałam dość, odeszłam i zaczęłam żyć pełnią życia. Na początek wspięłam się 2400 metrów n.p.m. na Mnicha. Karkołomna wspinaczka wysokogórska, zjeżdżanie na linach 20 pięter w dół. Trzeba sobie poradzić, nikt nie jest w stanie nam tam pomóc. Trzeba się odważyć i zrobić krok za grań, w przepaść. Znów pot, łzy, przekrwione z wysiłku oczy, tętno słyszalne w uszach, zdarte kolana, liny taternicze oplatające ciało i niekoniecznie dające się okiełznać. Zdobyłam ten szczyt, usiadłam na tych kilku centymetrach litej skały, spojrzałam w przepaść i pomyślałam „Kocham życie”.

Dlaczego ludzie nie rozumieją, że warto o nie walczyć? Zdrowo się odżywiamy, ćwiczymy brzuszki, chodzimy na siłownię, kupujemy suplementy diety, a nie przyjdzie nam do głowy, że w naszym organizmie może rozwijać się cichy i szybki zabójca – rak. Najpierw pomyślałam, że będę namawiać i uświadamiać. Później, żeby pokazać, że badania nie są straszne oraz nie zabierają dużo czasu – sama w ramach akcji poddałam się serii badań w Mokotowskim Centrum Zdrowia*. Zbadałam krew, zrobiłam USG jamy brzusznej. Zachęcam innych, by zrobili to samo.

To takie proste i logiczne.

Profilaktyka. Trzeba pójść zbadać krew. Na początek to wystarczy. Jeśli dzieje się coś niepokojącego w organizmie, morfologia to pokaże. Dzięki temu prostemu badaniu można wykryć raka krwi, tarczycy, prostaty, wątroby i wielu innych narządów. Tylko tyle… małe ukłucie, nic więcej. Na badanie PSA czyli wykrywanie raka prostaty nawet nie trzeba być na czczo!

Niestety, nie na wszystkich działa ta logika. Czy chcielibyście usłyszeć straszną prawdę, ile dziennie osób słyszy orzeczenie: RAK? Ja to wiem…słyszę te historie codziennie. Najgorsze, że w wielu wypadkach jest już za późno. W ciągu ostatniego czasu dowiedziałam się o chorobie onkologicznej pięciu moich znajomych. Wszyscy zdrowi i szczęśliwi… byli. Trzymam za nich mocno kciuki, bo rak to nie wyrok. Można z nim żyć i walczyć. Można realizować swoje marzenia i pasje, wspinać się i nurkować w głębinach. Dlatego wspieram OnkoRejs. Płynę z chorymi w rejs w maju. Będziemy załogą Zawiszy Czarnego i wspólnie pokonamy Bałtyk. Może nie będzie sztormu, a może będzie wiało i będziemy wisieć głową w dół za burtą – jak to w życiu.

Dajmy życiu szansę. Badajmy się. Jeśli nie dla siebie, bo jesteśmy zbyt zabiegani, żeby zaprzątać tym sobie głowę i zbyt mało cenimy sobie życie, to zróbmy to dla bliskich. Nie bądźmy egoistami! To rodzina cierpi z niemocy i wyrzutów sumienia, że nie zmusiła nas do badań i nie zapobiegła chorobie! Żyjemy pełnią życia, kształcimy się, zakładamy rodziny, walczymy o pracę i realizację celów. Jeśli, dzięki temu, co piszę choć jedna osoba zastanowi się nad sobą i pójdzie na badania profilaktyczne, to będzie to mój największy życiowy sukces pisany szminką, bo być może uratuję komuś życie.

Jolanta Mrotek

* Mokotowskie Centrum Medyczne przebada profilaktycznie uczestników OnkoRejsu.

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInEmail this to someone
  • Rozkoszna_Dziewczyna_Syrena_2

  • Rozkoszna_dziewczyna_Syrena

  • Mistrzostwa żeglarskie

  • La Cambiale Di Matrimonio

  • Klan

  • Jolanta Mrotek, fot. M. Iwanicka

  • Z Hanką Bielicką

  • SWING_3

Komentarze

może cię zainteresować

Najnowsze wpisy wybrane specjalnie dla Ciebie

Sukces Pisany Szminką

Wspieramy i promujemy kobiety od 2008 roku.

Newsletter

Jesteś ciekawy, co u nas nowego?
Bądź na bieżąco, zapisz się do newslettera!

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij